[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie przypuszczała, że wygląda to tak samo, kiedy ma sięwłasne dzieci.Ciekawe, jakie to uczucie, kiedy twoje własnedziecko opiera ci główkę na ramieniu i ziewa albo kiedy berbećna niepewnych nogach unosi rączki do góry, żeby go wziąć naręce?Co ona, na litość boską, wyprawia, myśląc o dzieciach w takiej chwili? Wsunęła palce za okulary i przycisnęła je do zmęczonych oczu.156 SCHWYTANA GWIAZDAA potem uważnie spojrzała na profil Jacka.Ciekawe, co onsądzi o dzieciach.To niewiarygodne, poczuła, jak na policzki wypełza jej rumieniec.Szybko odwróciła twarz do okna.Idiotka, powiedziałasobie w duchu.Znasz faceta od niedawna, a zaczynasz rozmyślać o pieluszkach i bucikach.Właśnie, skonstatowała ponuro, oto co się przydarza kobiecie, kiedy przywiąże się do jakiegoś faceta.Staje się słaba,miękka i sentymentalna.Nagle wydała okrzyk, który zaskoczył ich obydwoje.- Tutaj! To ta droga! Właśnie tu skręciłyśmy, jestem tegopewna.- Następnym razem mnie zastrzel - zaproponował Jack,skręcając w prawo.- Z pewnością będzie to mniejszy szok niżatak serca.- Przepraszam.Wziął zakręt wolno, dając jej czas, by się rozejrzała, kiedywjeżdżali na dwupasmową szosę.- W lewo - powiedziała po chwili.- Jestem prawie pewna,że skręciłyśmy w lewo.- Dobrze, i tak muszę zatankować.- Skierował się do najbliższej stacji benzynowej i zatrzymał samochód przy dystrybutorach.- O czym myślałaś przed chwilą, MJ?- O czym myślałam?- Wydawałaś się taka odległa.Fakt, że potrafił to rozpoznać, wprawił ją w zakłopotanie.Poruszyła się niespokojnie, wzruszyła ramionami.- Po prostu się koncentrowałam, to wszystko.- Nie, to nieprawda.- Ujął dłonią jej podbródek i odwróciłją twarzą do siebie.- Tego właśnie nie robiłaś.- Potarł kciukiemSCHWYTANA GWIAZDA 157jej wargi.- Nie martw się.Odnajdziemy twoje przyjaciółki.Nicim nie będzie.Skinęła głową, przejęta nagłym wstydem.Powinna myślećo Grace i Bailey, a tymczasem śniła na jawie o dzieciach jakjakaś usychająca z miłości kretynka.- Grace na pewno jest w domku.Musimy tylko go odnalezć.- Tego się trzymaj.- Pochylił się, musnął ustami jej wargi.-A teraz idz i kup mi batonik.- Ty masz całą forsę.- Faktycznie.- Wysiadł z samochodu, sięgnął do kieszenii wyciągnął stamtąd zwitek banknotów.- Możesz zaszaleć - zasugerował - i dla siebie też kupić jednego.- Ojej, dzięki, tatusiu.Uśmiechnął się, kiedy odeszła, wyciągając długie nogi.Wąskie biodra poruszały się pod dopasowanym materiałem dżinsów.Ale sztuka, zadumał się, wsuwając dyszę dystrybutora dowlewu paliwa.Nie zamierzał narzekać na los, który postawił jąna jego drodze.Zastanawiał się, jak długo będą razem.Czy jest im pisanawspólna przyszłość? Ludzie nie zostawali w jego życiu na długo- przychodzili i odchodzili.Dotychczas wszystko przebiegałowedług tego samego schematu i stracił nadzieję, iż może byćinaczej.Być może przestał pragnąć, by było inaczej.Wiedział jednak, że gdyby ona zdecydowała się odejść, nigdyby się z tym nie pogodził.Dlatego też postanowił dołożyć starań,by go nie porzuciła.Napełniając żarłoczny bak oldsmobile'a, patrzył, jak MJw drodze powrotnej kieruje się do automatu z napojami.Zauważył, że nie on jeden ją obserwuje.Nastolatek tankujący zardze-158 SCHWYTANA GWIAZDAwiałego pick-upa przy sąsiednim dystrybutorze również zwróciłna nią uwagę.Nie można cię winić, kolego, pomyślał Jack.Jest naprawdę niezła.Może kiedy dorośniesz, poszczęści ci się i znajdziesz sobie kobietę, która będzie choć w połowie tak doskonała.Zaklinając swoje szczęście, zakręcił wlew i podszedł do MJ.Korzystając z tego, że miała ręce zajęte batonikami i napojami,przyciągnął ją do siebie i nakrył ustami jej wargi w długim,płomiennym, oszałamiającym pocałunku.Kiedy ją wreszcie puścił, brakowało jej tchu.- Za co to?- Bo mam ochotę - powiedział po prostu i dumnym, rozko-łysanym krokiem poszedł zapłacić za benzynę.MJ pokręciła głową.Spostrzegła, że nastolatek zagapił się:i przelał bak.- Na twoim miejscu nie używałabym teraz zapałek, kolego- rzuciła, mijając go i wsiadła do samochodu.Kiedy Jack do niej dołączył, poszła za głosem impulsu, wsunęła dłonie w jego włosy i przyciągnęła go do siebie, by oddaćmu pocałunek.- To dlatego, że ja też mam ochotę.- Tak.- Był pewny, że z uszu wydobywa mu się dym.- Dobrana z nas para.Chwilę trwało, zanim zapanował nad pożądaniem i przypo-mniał sobie, jak się przekręca kluczyk w stacyjce.Poruszona i rozbawiona reakcją Jacka wyciągnęła w jegostronę czekoladowy batonik.- Masz ochotę na coś słodkiego?Mruknął twierdząco, wziął go, ugryzł.SCHWYTANA GWIAZDA 159- Uważaj na drogę - powiedział.- Spróbuj znalezć coś znajomego.- Wiem, że nie jechałyśmy tą drogą zbyt długo - zaczęła.- Wkrótce skręciłyśmy na jakieś boczne dróżki.Tak jak powiedziałam, Bailey miała to wszystko w głowie.Bailey! - Wtemdoznała olśnienia.Przycisnęła obie dłonie do ust.- O co chodzi?- Przez cały czas zastanawiałam się, dokąd by się wybrała,gdyby miała kłopoty, gdyby uciekała.- Z płonącym wzrokiemgwałtownie odwróciła się ku niemu.- A odpowiedz jest prosta.Ona wie, jak dojechać do domku Grace.Podobał jej się.Czułabysię tam bezpieczna.- To możliwe - zgodził się.- Na pewno zwróciłaby się do jednej z nas.- Potrząsnęłagłową, gwałtownie, desperacko.- A nie mogła zwrócić się domnie.To znaczy, że skierowała się tutaj, może autobusem czypociągiem, tak daleko, jak zdołała, a potem wynajęła samochód.- Ciężar spadł jej z serca.- Tak, to jest racjonalne i pasuje doniej.Obie są tutaj, w środku lasów, zastanawiają się, co robići martwią się o mnie.A on niepokoił się o nią, ponieważ jej nadzieje mogły okazaćsię płonne.Nie miał jednak serca jej o tym powiedzieć.- Jeśli tak jest w istocie - zasugerował - musimy jeszcze jeznalezć.Cofnij się pamięcią do tamtej wyprawy, postaraj sięwszystko odtworzyć.- Dobrze.- Z nową energią przyglądała się mijanym widokom.- To było wiosną - zadumała się.- Wokół było pięknie.Wszystko kwitło.Derenie, zdaje się, i żółte krzewy w takimneonowym kolorze.1 coś, co Bailey nazwała judaszowcem.Mijałyśmy ogród - przypomniała sobie nagle.- No wiesz, szkółkę.160 SCHWYTANA GWIAZDABailey chciała tam zajrzeć i kupić Grace jakiś krzak czy cośw tym rodzaju, a ja powiedziałam, że powinnyśmy wpierw doniej pojechać i zobaczyć, co już ma.- A więc szukamy szkółki.- Miała taką idiotyczną nazwę.- Zamknęła na momentoczy, usiłując ją sobie przypomnieć.- Sentymentalną
[ Pobierz całość w formacie PDF ]