[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po raz pierwszy po drugiej stronie winnicy i pola golfowego zoba-czyli ośrodek wypoczynkowy Aragon.Przed eleganckim głównym budyn-kiem ozdobionym białymi stiukami stało siedem błyszczących czarnych421autokarów z mocno przyciemnianymi szybami.Przywieziono nimi w piątekczłonków Instytutu Nowego Zwiata z lotniska w Barcelonie i nimi równie\zostaną odwiezieni wkrótce po zakończeniu mszy porannej.W pewnej odległości czekało kilkanaście czarnych SUV-ów nale\ącychdo hiszpańskiej Tajnej Słu\by, które miały eskortować członków kongresudo kościoła, a potem na lotnisko.Jeszcze dalej widać było mnóstwo radio-wozów blokujących drogę dojazdową z autostrady do ośrodka.Samochodypolicyjne stały równie\ co pół kilometra na \wirowej drodze przecinającejwinnicę.Wszystko przygotowano tak, jak się tego spodziewał Hap.Wysoko nad ośrodkiem, na szczycie długiej, krętej asfaltowej drogi,mogli ju\ rozró\nić kamienne mury i czerwone dachówki romańskiego LaIglesia de Santa Maria, czyli kościoła Najświętszej Marii Panny. To ten? spytał prezydent. Tak odparł Hap.Harris powoli wypuścił z piersi powietrze.A więc byli ju\ tak blisko.1467.17świrowa droga kurortu poprowadziła ich najpierw wokół pola golfowe-go, potem raptownie w dół do polany z rzadka porośniętej drzewami, a na-stępnie znowu stromo pod górę między rozło\ystymi iglakami w stronę ko-ścioła.Nicholas właśnie skręcał i zastanawiał się, co zrobią, kiedy podjadąpod tylne wejście do kościoła, gdy nagle odezwał się Hap, który obserwowałokolicę przez lornetkę. W naszą stronę jedzie patrol, musimy usunąć im się z drogi rzuciłszybko.Marten podjechał jeszcze kilkanaście metrów, po czym gwałtownieskręcił między drzewa i zatrzymał się za niskim kamiennym murkiem.Hap uniósł pistolet.Nicholas równie\ wyjął zza pasa broń.Siedzieli iobserwowali, jak policyjny samochód jedzie z góry w ich stronę.Kiedy sięzbli\ył, zwolnił, po chwili jeszcze bardziej.W środku siedziało czterechumundurowanych policjantów, wszyscy patrzyli w ich stronę. Nic tu nie ma, nic tu nie ma.Jedzcie dalej szeptał Marten.Radiowóz zwolnił jeszcze bardziej i przez chwilę byli pewni, \e się za-trzyma, ale nie przetoczył się powoli obok nich i pojechał dalej.422 Grzeczni chłopcy powiedział Nicholas. Poczekajcie jeszcze chwilę, niech się bardziej oddalą.Hap odło\ył pistolet i wziął do ręki lornetkę.Przez jakiś czas obserwo-wał odje\d\ający radiowóz. To jest wysypisko śmieci oznajmił ni stąd, ni zowąd prezydent,rozglądając się dookoła. Rekultywowane, przykryte ziemią.Obserwowa-łem ten teren od dłu\szego czasu.To dawne zwałowisko.Rozejrzyjcie się,większość drzew jest bardzo młoda: ma piętnaście najwy\ej dwadzieścia lat. Cały kurort ma zaledwie dwadzieścia lat. Hap nie odrywał oczuod lornetki. Prawdopodobnie zrównywali teren i obsadzali go na nowo. Poza jedną rzeczą: kościołem.Jak postawisz czterystuletni kościółna dwudziestoletniej hałdzie śmieci? Ponumeruję kamienie, rozbiorę je i zbuduję na nowo identyczny,tylko w innym miejscu powiedział Marten. Tylko po co? I gdzie był przedtem? Oho przerwał im Hap. Co się dzieje?Prezydent odwrócił się w stronę, w którą Daniels patrzył przez lornetkę. Następny patrol.Drogą z przeciwnej strony nadje\d\ał następny radiowóz.Samochód,który ich przed chwilą minął, zatrzymał się przy tamtym i kierowcy zaczęlize sobą rozmawiać. Co robimy? spytał prezydent. Nic.Jeśli się ruszymy z miejsca, natychmiast nas zauwa\ą. To znaczy, \e tu czekamy? Tak, panie prezydencie.Na razie musimy czekać.1477.25Czterech mnichów w czarnych habitach wyprowadziło Demi z jej celi ipowiodło tonącym w półmroku pustym korytarzem.Miała na sobie tylkosandały i szkarłatną suknię, którą wczoraj przyniosła jej Cristina, aby wło\yłają na wieczorną ceremonię
[ Pobierz całość w formacie PDF ]