[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego oczy raz jeszcze pochwyciły jejspojrzenie.Melita czuła drgające w powietrzu napięcie iprzyśpieszone bicie własnego serca.Z ogromnym trudemzdołała oderwać wzrok od zrenic hrabiego.Wstała i pozielonej trawie poszła śladem Rose - Marie szukającej żabichdzieci między kamieniami.- Nie ma małych żabek - odezwała się dziewczynka zesmutkiem.- Ani jednej!- Poszukamy ich jutro - obiecała Melita.- Teraz trzebawracać do domu.Eugenie z pewnością już na nas czeka.- Tatuś wróci z nami? Melita obejrzała się przez ramię.Hrabia stał nieruchomo w miejscu, gdzie jeszcze przedchwilą rozmawiali.Wzrok utkwił w twarzy Melity, a w jegooczach malowało się uczucie, którego nie śmiała nazwać poimieniu. ROZDZIAA 3Kiedy Melita dawała Rose - Marie śniadanie w pokojulekcyjnym, przez okno sączyły się promienie słońca.Na stolestała kryształowa misa wypełniona owocami, których Melitanie kosztowała nigdy w życiu.Zaraz po przebudzeniu dziewczyna z radością spostrzegła,że z okien jej sypialni roztacza się ten sam zapierający dech wpiersiach widok, który ujrzała poprzedniego wieczoru naspacerze w ogrodzie.Niebo i morze miały kolor lazurowy, aplantacja tak żywej zieleni, że Melicie trudno było uwierzyć wrealność tego krajobrazu.Po śniadaniu Rose - Marie spytała bojazliwym głosem:- Ciocia Josephine powiedziała, że dziś rano będziemymiały prawdziwe lekcje.Czy to będzie coś bardzo trudnego?Melita pomyślała, że madame Boisset zdecydowanie robiwszystko, by zniechęcić do niej dziewczynkę.Zrozumiała też, że pomysł zatrudnienia angielskiejguwernantki musiał się spotkać ze sprzeciwem madame, jużchoćby z tego powodu, że pochodził od monsieur le comte.Sytuację pogarszał fakt, że Melita przyjechała na plantacjębryczką hrabiego oraz to, że była młoda, ładna i pełnadziewczęcego wdzięku.I nie miała nic wspólnego z postaciąsrogiego żandarma, którym madame próbowała straszyć Rose- Marie.Melita uśmiechnęła się do dziecka mile i powiedziała:- Mam pomysł.Ponieważ jestem tutaj pierwszy dzień,może dzisiaj ty udzielisz mi lekcji.- Jak to? - zdziwiła się Rose - Marie.- Cóż, na początek mogłabyś oprowadzić mnie poVesonne - des - Arbres, wyjaśnić, co się mieści w każdym zbudynków, i pomóc mi poznać ogród.- Wspaniały pomysł! - zgodziła się dziewczynkapodskakując z radości.- Ale czy to będzie prawdziwa lekcja? - Będziemy mogły się czegoś nauczyć.Powiem ci, jak poangielsku nazywają się różne rzeczy, a ty spróbujesz tozapamiętać.Na przykład czy wiesz, jak brzmi "Vesonne - des- Arbres" po angielsku?- Tak, wiem - powiedziała szybko Rose - Marie.- Tatuśmi mówił.To jest Vesonne of the Trees.- Bardzo dobrze! Jeśli zapamiętasz jeszcze kilkaangielskich słów, kiedy następnym razem zobaczysz tatę,będziesz mogła pochwalić się, jaka jesteś mądra.Rose - Marie była uszczęśliwiona tym pomysłem.Obie zMelitą wyszły w słoneczny blask, trzymając się za ręce.Tego ranka madame Boisset nie pojawiła się jeszcze nadole i Melita była z tego bardzo zadowolona.Miała nadzieję,że madame nie dojrzy, jak uciekają do ogrodu, bo wtedynajpewniej odesłałaby je z powrotem do pokoju.Rose - Marie miała na głowie słomkowy kapelusz zzawiązaną pod brodą różową kokardą.Melita zaś uznała, żewyglądałaby zbyt sztywno w którymkolwiek ze swoichczepeczków, wzięła wiec ze sobą parasolkę, by osłonić jasnącerę przed palącymi promieniami słońca.Na początek Rose - Marie zaprowadziła Melitę do kaplicy.Zbudowano ją z szarego kamienia, tak że z zewnątrzrobiła wrażenie prostej i surowej.Kiedy Melita weszła dośrodka, zobaczyła, że prezbiterium zdobiły barwne freski, a narzezbionym, bogatym ołtarzu stało sześć świeczników.Przedfigurami świętych migotały płomyki świec.W powietrzuunosił się zapach kadzidła.- Czy są tu odprawiane msze? - spytała Melita.- W każdą niedzielę przyjeżdża ksiądz z Basse - Pointe -odpowiedziała Rose - Marie.- Niewolnicy prócz tego modląsię codziennie o piątej po południu.Tak każe ciocia Josephine.- Codziennie? - powtórzyła Melita zdziwiona.Rose -Marie skinęła główką i dodała: - Ona mówi, że mają nikczemne czarne dusze i muszą sięmodlić więcej niż inni ludzie.Melita pomyślała, że właśnie takich przesądówspodziewałaby się po madame Boisset, ale miaławystarczająco dużo rozwagi, by jej nie krytykować wobecności Rose - Marie, więc tylko odezwała się łagodnie:- Nie sądzę, żeby Bóg zwracał uwagę na kolor skóryczłowieka.On kocha nas wszystkich.- Mnie nie zawsze kocha - powiedziała Rose - Marie.-Nie kocha mnie, kiedy jestem niegrzeczna.- Kocha cię także wtedy - tłumaczyła Melita - ale jestrozczarowany i trochę smutny, jeśli nie zachowujesz się tak,jak powinnaś.Rose - Marie wsunęła rączkę w dłoń Melity.- Chce pani poznać mój sekret? - spytała.- Nie zdradzi gopani cioci Josephine?- Nie zdradzę - obiecała Melita.- Myślę, że Boga trzeba się bać - zwierzyła się Rose -Marie.- On ciągle patrzy, co robimy, i uważa, że trzeba nasukarać.- To nie jest tak - sprzeciwiła się Melita.- Przeczytam ciksiążkę, którą przywiozłam ze sobą z Anglii, i wtedy sięprzekonasz, że Bóg bardzo dba o każde żywe stworzenie,nawet o najmniejszego ptaszka.Jeśli popełniamy błędy, On jenam wybacza i zapomina o naszych winach.- Naprawdę?- Przysięgam ci, że to najprawdziwsza prawda.Bóg naskocha, jest wyrozumiały i zawsze chce nam pomagać, kiedymamy kłopoty albo jesteśmy w niebezpieczeństwie.-Opowiedziała Rose - Marie o tym, jak w drodze z Angliinapotkali grozny sztorm i jak wszyscy pasażerowie modlilisię, myśląc, że statek zatonie.Wkrótce wiatr zaczął przycichaći morze stało się mniej burzliwe. - Czy to Bóg uciszył sztorm? - spytała Rose - Marie.- Tak, On to zrobił - odparła Melita z przekonaniem.Zauważyła, że w główce dziecka zbudziły się zupełnienowe myśli, ale wiedziała, że czas zmienić temat.- Co mi teraz pokażesz? - spytała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl