[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poczuł jej palcena swoim torsie, przeczesywała czarne włoski, odnajdując pod nimi wiązkimięśni.Jej zwykła pieszczota wzbudziła w nim rozkosz graniczącą z szaleństwem.Zaczął całować jej szyję, przesuwając się ku wgłębieniu za uchem i niżej,w stronę obojczyka.Zarumieniona, wygięła się pod nim w łuk i zamknęła oczy. K-ktoś tu wejdzie& Nikt nie wejdzie  odparł, rozpraszając ją pocałunkami, podczas gdypalcami przesuwał niecierpliwie po guzikach jej sukni. Jeśli ktoś się zbliży,usłyszę skrzypienie podłogi.Leżała pod nim, dysząc ciężko.Rozsunął poły jej sukni i pociągnąłza wstążkę koszulki.Wsunął dłoń pomiędzy zwoje muślinu, odnajdującniewiarygodnie miękką skórę i delikatną krzywiznę piersi.Otoczył kciukiemwrażliwy czubeczek, który natychmiast stwardniał.Ukryła twarz w zagłębieniu jego szyi, jej oddech zaczął się rwać. Ross&Dzwięk jego imienia w jej ustach niewiarygodnie go podniecił.Pochyliłgłowę nad jej piersią.Czubkiem języka zatoczył wilgotne kółko wokółmiejsca, gdzie różowość sutka spotykała się z bladością skóry.Mały pączekpociemniał, stwardniał, całe ciało Sophii zesztywniało.Leniwie oblizał suteki jej ciało uniosło się wyżej. Proszę. Zarzuciła ręce na jego szyję i pociągnęła go ku sobie. Proszęcię, Rossie& Pragniesz więcej? Tak.Zrób to znowu, och, tak&Zakwiliła, gdy pochylił się i wziął sutek do ust.Ssał go miarowo, skubałzębami, podczas gdy jego palce igrały z twardniejącym czubkiem drugiejpiersi.Sophia przyciągnęła ku sobie jego głowę.Pocałowała go z szokującą niemal intensywnością, jakby na świecie nie istniało nic poza nimi w tymłóżku.Jej dłonie powędrowały na jego plecy, by odkrywać równinyi wzniesienia mięśni. Sophio  szepnął zdławionym głosem. Tak wiele samotnych lat na ciebieczekałem.Utkwiła w nim spojrzenie zamglonych niebieskich oczu, jej zrenicerozszerzyły się, gdy poczuła jego dłoń na spódnicy.Odnalazł zarys jej kolana,ciasną obręcz podwiązki podtrzymującej pończochę, brzeg muślinowychreform.Jego dłoń przesunęła się wyżej, ku sprężystej poduszeczce u szczytujej ud.Włoski zakłuły go lekko przez muślin, objął ją czule w tym miejscu,a po chwili przesunął dłoń wyżej.Odnalazł tasiemki reform, rozwiązał jei wsunął rękę pod warstwę materiału.Czubki jego palców muskały wilgotnytrójkącik pomiędzy jej udami. Jesteś taka piękna, Sophio, taka słodka& taka miękka.Otwórz się dlamnie.Tak&  Ostrożnie rozdzielił nabrzmiałe fałdki i wcisnął pomiędzy niepalec.Gdy Sophia się wzdrygnęła, jego dłoń znieruchomiała. Nie, nie szepnął. Nie zrobię ci krzywdy.Pozwól mi. Całował ją tak długo, aż znówsię odprężyła, po czym mocniej wsunął palce pomiędzy jej nogi.Tym razemsię nie opierała.Złożył pocałunek na jej rozchylonych ustach i przesunął sięw stronę ucha, by złapać zębami delikatną małżowinę. Chcę się z tobąkochać  szepnął.Ukryła twarz w zagłębieniu jego szyi. Ja też chcę  szepnęła, po czym niespodziewanie zaniosła się płaczem.Zdumiał go ten nagły wybuch emocji.Pewnie dziewczyna się boi, że todoświadczenie zakończy się tak jak poprzednie.Wziął ją w ramionai ucałował jej słony, wilgotny policzek. Nie płacz. Jego głos był pełen skruchy. Chcesz zaczekać? Nie bój się,Sophio.Przywarła do niego całym ciałem z zaskakującą siłą. Nie chcę czekać.Zrób to teraz.Teraz.Jasne loki między jej nogami zaatakowały niecierpliwie jego dłoń, rozpaliłygo; odpowiedział jękiem pragnienia.Wsunął palec głęboko do jej wnętrza,wilgotne ciało zacisnęło się na jego kłykciu.Sophia zaszlochała i zaczęła sięwić, obsypała jego szyję gorącymi pocałunkami.Gdy zaczął wycofywać palecspomiędzy jej ud, poderwała się z okrzykiem protestu. Spokojnie  szepnął. Cierpliwości, kochanie.  Proszę&  jęknęła. Potrzebuję cię& Proszę&Ułożył się na niej, natarł napiętym czubkiem męskości na jej bujne loki, jegoserce załomotało dziko, gdy się w nią wsunął. Obejmij mnie  nakazał ochryple.Nagle usłyszał cichy odgłos& zdradzieckie skrzypnięcie podłogiw korytarzu, znak, że ktoś zbliża się do drzwi jego sypialni.Przez chwilę poważnie rozważał zamordowanie tej osoby, kimkolwiek była.Po latach czekania w końcu odnalazł swoją kobietę, swoją towarzyszkę, miałją w łóżku.To nie był dobry moment, by mu przerywano.Przewrócił sięna bok, jego ramię przeszył ostry ból.Powitał go z radością, jako że pomógłzapomnieć o dręczącym pulsowaniu w kroczu.Sophia przywarła do niego rozpaczliwie. Nie przestawaj, nie, nie&Przytulił ją do siebie i przycisnął wargi do jej czoła.Gdy w końcu zdołał sięodezwać, jego głos był ochrypły z frustracji. Ktoś tu idzie.Drzwi nie są zamknięte na klucz.Musisz wstać.Minęło kilka sekund, zanim pojęła sens jego słów.Pobladła.Z przerażeniemzerwała się z łóżka w chmurze prześcieradeł, koców i pomiętych halek.Ross okrył się do pasa, po czym przewrócił się na brzuch, wtulając twarzw materac, by stłumić jęk wściekłości.Gdy siłą woli zmuszał erekcjędo ustąpienia  bez rezultatów  słyszał, jak Sophia poprawia na sobieubranie.Podbiegła do umywalni i zaczęła ostentacyjnie myć ręce, jakbywłaśnie zamierzała zmienić mu opatrunek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl