[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie bez zmieszaniadowiedziałem się ze wszystkimi szczegółami, jakie bluzniercze słowa będęmusiał wypowiedzieć, jakich wstrętnych postępków dokonać, i w ogóle jakiewidoki czekają mnie na tym święcie.Równocześnie jednak pokusa, jaką jestciekawość, którą Tomasz z Akwinu nazywa piątym z grzechów śmiertelnych,tak wściekle się we mnie rozpaliła, że sam wypytywałem Renatę o różnedrobne szczegóły dotyczące tego, co mogło mnie spotkać na owym zebraniu, iserce moje biło tak upojnie, jak serce chłopca po raz pierwszy zdążającego, byzakosztować rozkoszy.Dodam jeszcze, że w owym czasie namiętność doRenaty tak mnie zaślepiła, że kiedy zdumiony jej wiedzą w sprawachczarnoksięskich nagle zapytałem, czy wie to wszystko z własnegodoświadczenia, a ona odpowiedziała mi, że z wyznań pewnej nieszczęśnicy, tozaprzeczenie prawie nie budziło we mnie wątpliwości i chętnie godziłem sięwierzyć w jej czystość.Pod wieczór wszystko było gotowe, i raczej usiłowałem przyspieszyć bieg czasu, niż zwlekać.Renata, przeciwnie, była smutna jak Niobe, niekiedy oczyjej napełniały się łzami i częściej niż zwykle do mego imienia dodawała słowo miły".Kiedy nastał zmrok i mogłem przystąpić do moich niedozwolonychpraktyk, Renata odprowadziła mnie do drzwi naszego trzeciego, zacisznegopokoju, długo stała na progu nie mogąc rozstać się ze mną i wreszciepowiedziała: Ruprechcie, jeśli choć trochę się wahasz, zaniechaj tegoprzedsięwzięcia: wyrzekam się moich próśb i zwalniam cię z twojej przysięgi.Mnie jednak, jak mawiają Hiszpanie, nie mogliby już powstrzymać ni Rey,ni Roche, odpowiedziałem więc: Spełnię wszystko, co ci obiecałem, i będę szczęśliwy, jeśli dla ciebiezginę.Wierz mi, będę odważny i nie zdradzę ani siebie, ani ciebie.Kocham cię,moja Renato!Tu po raz pierwszy zbliżyliśmy wargi i ucałowaliśmy się jak kochankowie, aRenata powiedziała do mnie: %7łegnaj, pójdę się za ciebie modlić.Wyraziłem wątpliwość, czy modlitwanie zaszkodzi w takim przedsięwzięciu, ale Renata smętnie pokiwała głową ipowiedziała: Nie bój się, będziesz przecież daleko stąd.Tylko sam strzeż sięwymawiać święte imiona.Nie dokończyła tego, co miała powiedzieć, i gwałtownym ruchem sięodsunęła; patrzyłem za nią, kiedy odchodziła, lecz kiedy zniknęła w swoichdrzwiach, poczułem w sobie tę jasność umysłu i zdecydowaną wolę, jakieodczuwałem zawsze w chwilach niebezpieczeństwa, zwłaszcza przeddecydującą walką.Przypominając sobie pouczenia Renaty, zamknąłem nazasuwę drzwi pokoju i starannie zatkałem płótnem wszystkie szpary wokółnich, okno już przedtem było szczelnie zasłonięte.Potem przy świetle lampkiłojowej otworzyłem pudełeczko z mazidłem[68], które dała mi Renata, ispróbowałem dociec, z czego się składa, lecz zielonkawa tłusta masa niezdradzała swojej tajemnicy  bił tylko od niej ostry zapach jakichś ziół.Rozebrałem się do naga, siadłem na podłodze, na moim rozesłanym płaszczu, izacząłem silnie nacierać sobie tym mazidłem pierś, skronie, ciało pod pachami imiędzy nogami, po czym powtórzyłem kilkakrotnie słowa:  emen-hetan, emen-hetan"[69], co znaczy:  tu i tam".Mazidło lekko piekło ciało i od jego zapachu szybko poczułem zawrótgłowy, tak że już wkrótce niezbyt zdawałem sobie sprawę z tego, co robię; ręcezwisły mi bezsilnie, powieki opadły na oczy.Potem serce zaczęło mi walić ztaką siłą, jakby na sznurku odskakiwało od mojej piersi na odległość całegołokcia, i to sprawiało mi ból.Jeszcze miałem świadomość, że leżę na podłodze w naszym pokoju, ale kiedy spróbowałem wstać, już nie mogłem i pomyślałem:tak więc wszystkie opowiadania o sabacie okazały się bzdurą i ta cudownamaść jest tylko zielem usypiającym  w tejże jednak chwili wszystko jakby dlamnie przygasło i zobaczyłem siebie lub wyobraziłem sobie siebie wysoko nadziemią, w powietrzu, zupełnie nagiego i siedzącego wierzchem, jak na koniu, naczarnym kosmatym kozle.Z początku wszystko mąciło mi się w głowie, lecz pózniej zrobiłem wysiłek iw pełni odzyskałem przytomność, gdyż tylko ona jedna mogła być moimprzewodnikiem i obrońcą w niezwykłej podróży, którą odbywałem.Kiedydobrze przyjrzałem się zwierzęciu, które niosło mnie przez sfery powietrzne,przekonałem się, że był to całkiem zwykły kozioł, bez wątpienia z kości i mięsa,z sierścią dość długą i miejscami skołtunioną, i dopiero kiedy obrócił ku mniepysk i popatrzył na mnie, dostrzegłem w jego oczach coś diabelskiego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl