[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- %7łałuję wielu rzeczy, które zdarzyły się w moim życiu.Miałam wiele lat nazastanawianie się nad swoimi decyzjami.- Odwróciła się i spojrzała na niego.- Straciłamsyna, a to bardzo wysoka cena za dokonane wybory.- A ja straciłem rodzinę.- Tak, ale ty sam postanowiłeś odejść.Przykro mi, że ojciec tak cię traktował.Gdy pił,stawał się obcym człowiekiem, nie tym, za którego wyszłam.Kiedy odkryliśmy, że zniknąłeś,stracił zainteresowanie życiem.Wiedział, że byłam na niego zła.Byłam zła również na siebie.Powinnam go wcześniej jakoś powstrzymać.Rafe potrząsnął głową.- Powinnaś zrozumieć niektóre rzeczy wcześniej.Nie zapomniałem, jak ojciectraktował ciebie, gdy ja byłem jeszcze mały.Uznałem, że lepiej, by traktował jak worektreningowy mnie niż ciebie i dziewczynki.Ale w końcu zdałem sobie sprawę, że jeśli zostanędłużej, to go zabiję - przyznał, odwracając wzrok.- Wtedy zrozumiałem, że muszę odejść.Miałem tylko nadzieję, że nie wyładuje złości na was.- Nie, tego nie zrobił.- Cieszę się.- W dalszym ciągu pił, ale już mniej.Wiem, że na swój sposób rozpaczał po straciejedynego syna.Rafe próbował sobie przypomnieć ojca w chwilach trzezwości.Zwykle najlepiejpamiętał pijackie awantury, teraz jednak przypomniał sobie, że ojciec kiedyś się z nim bawił,grał w piłkę, zabierał go na ryby.Przypomniał sobie człowieka, który gdziekolwiek szedł,zabierał ze sobą całą rodzinę, który uwielbiał chwalić się swoimi dziećmi i przekomarzać zżoną.- Dziwnie się czuję, wracając nagle do przeszłości - rzekł, potrząsając głową.- Takwiele rzeczy udało mi się zapomnieć.- To tylko przeszłość, o ile nie pozwolisz, by wpływała na twoje obecne życie.- Przykro mi, mamo, że tak długo się nie odzywałem.- Mnie też, Rafe.Wstał, podszedł do matki i objął ją.Przytuliła się do niego.Gdy wreszcie ją puścił,odsunęła się o krok i spojrzała na jego twarz oczami pełnymi łez.- Jesteś wysoki jak ojciec.Byłby z ciebie dumny, gdyby mógł cię teraz zobaczyć.- Mamo, czy wybaczysz mi, że nie odnalazłem cię wcześniej?- Ukarałeś się już znacznie bardziej, niż na to zasłużyłeś, synu.Pora pozbyć sięgoryczy i nienawiści i przyjąć miłość, która przez cały czas na ciebie czekała.Witaj w domu,Rafaelu.Rafe wrócił na ranczo po dwóch tygodniach nieobecności.Zatrzymał samochód napodwórzu i rozejrzał się po miejscu, w którym spędził cztery ważne lata swojej młodości.Uświadomił sobie, że punkt widzenia jest najważniejszy.Gdy on się zmienia, zmienia sięwszystko dokoła.Wiedział, że nigdy już nie będzie potrafił patrzeć na swoje życie w takisposób jak dotąd.Chciał jak najszybciej znalezć Mandy i opowiedzieć jej o wszystkim, czego sięnauczył w ciągu tych dwóch tygodni.Wiedział, że ona zrozumie to lepiej niż ktokolwiekinny.Jednak pierwszą osobą, jaką zobaczył, był Tom, który wyszedł ze stodoły.Rafepomachał mu ręką i po chwili mężczyzni uścisnęli sobie dłonie.- Dobrze, że wróciłeś - powiedział zarządca.- Ja też się z tego cieszę - przyznał Rafe.- Mam nadzieję, że Dan jest już w domu.- Och, tak - zaśmiał się Tom.- Pielęgniarki błagały lekarza na kolanach, żeby gowreszcie wypuścił.Nie jest najbardziej cierpliwym pacjentem na świecie.- Przypuszczam, że teraz Mandy się nim opiekuje.- Rafe spojrzał na dom.Tom poskrobał się po głowie.- Prawdę mówiąc, wyjechała trzy dni temu.Zabrała ze sobą Kelly'ego.Mówiła, że jużza długo nie było jej w domu i musi się wszystkim zająć.- Rzeczywiście odrzekł Rafe z wielkim rozczarowaniem.- Skoro Dan wyzdrowiał,nie było powodu, by zostawała tu dłużej.Tom klepnął go po plecach.- Dan na ciebie czeka.Ucieszy się, gdy zobaczy, że wróciłeś cały i zdrów.Rafe wyciągnął torbę z samochodu.Czego się właściwie spodziewał? Niczegoprzecież nie obiecywał Mandy.Miała swoje życie i obydwoje wiedzieli, że on nie jest jegoczęścią.Wszedł do domu przez kuchenne drzwi.Zaraz za progiem usłyszał odgłosydobiegające z włączonego telewizora.Dan był w salonie.Leżał rozciągnięty na fotelu i bawiłsię pilotem.- Nie masz nic lepszego do roboty w samym środku dnia, niż oglądać telewizję?Na dzwięk głosu przyjaciela twarz Dana rozjaśniła się uśmiechem.- No, jesteś wreszcie, ty włóczęgo! Czas najwyższy!- A co, miałeś już zamiar zgłosić kradzież samochodu?- Zupełnie o nim zapomniałem - zaśmiał się Dan.- Siadaj, dotrzymaj mi towarzystwa.Rafe wyciągnął się na sofie.- Dobrze wyglądasz.Jak tam twoje ramię?- Goi się, ale trochę to jeszcze potrwa.- Masz szczęście, że nie straciłeś ręki przez tę infekcję.- Lekarz mówił to samo.Dlatego siedzę tutaj i próbuję się cieszyć.Prawdę mówiąc,trochę pracuję.- Wskazał na telefon komórkowy.- Rozmawiam z klientami, załatwiamniektóre sprawy.Nie mogę jeszcze podróżować.- Masz ochotę mi wyjaśnić, skąd się wzięła ta rana?Dan zachmurzył się.- Nie znam jeszcze wszystkich szczegółów, ale przekazałem policji to, co wiedziałem,i pracują nad tym.- Więc powiedz mi, kim był ten człowiek, z którym tu przylecieliśmy.- Carlos Felipe Cantu.- To mi nic nie mówi.- Sądzę, że to tylko pośrednik Biorąc wysoką prowizję, przewozi towar odsprzedającego do kupującego.Ale nie mam żadnych dowodów.- Jakiego rodzaju towar?- Zdaje się, że wszystko, o co klienci się dopominają.W tej chwili różne kraje szukajązaawansowanych technologii komputerowych.Ktoś z tej okolicy zaspokaja ów popyt.- Wiesz może, kto to taki?- Nie wiem.Ale mam pewne podejrzenia.- James Williams?Dan wpatrzył się w niego ze zdumieniem.- James? Mój wspólnik? Chyba żartujesz!- Zupełnie nie zdziwiło go twoje zniknięcie.W tych okolicznościach wydało mi się toco najmniej dziwne - wyjaśnił Rafe.; - Co robiłeś w środku nocy na pasie startowym?- Jeden z moich klientów z Dallas umówił się ze mną na : spotkanie.Miał zamiarprzylecieć wczesnym wieczorem, Obiecałem, że będę czekał na niego na lądowisku.Chciałzostać na noc i odlecieć wcześnie rano następnego dnia.- Nie przyleciał?- Nie.Teraz, gdy byłem w szpitalu, dowiedziałem się, że próbował się do mniedodzwonić i powiadomić, że nie może przylecieć, ale nie udało mu się mnie złapać.- Więc czekałeś na niego na lądowisku i.- I wylądował samolot.Ale nie zgasił silników, tylko zatrzymał się i wysiadło z niegodwóch mężczyzn.- Rozmawiałeś z nimi?- Tak.Oznajmiłem, że nie mają nic do roboty na moim ranczu.Roześmiali mi się wtwarz i powiedzieli, że przecież dostaję swoją działkę za użyczenie lądowiska.A dalej jużniewiele pamiętam.Chyba próbowałem któregoś uderzyć.Zobaczyłem błysk i poczułem bólw ramieniu, a potem straciłem przytomność.- Poczekaj chwilę - poprosił Rafe.- Zaparzę kawę.Ta historia staje się coraz bardziejinteresująca.Dan również się podniósł.- Możemy się przenieść do kuchni.Mam już dość tego telewizora.Usiedli przy kuchennym stole nad kubkami z parującym napojem.- A co działo się potem? - wypytywał Rafe.- Ocknąłem się w jakiejś chacie.Nieznajoma kobieta opatrywała mi ramię.Carlos stalza nią i patrzył
[ Pobierz całość w formacie PDF ]