[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Harkness byłposiadaczem patentu na popularne lekarstwo.Kandydował do rady z jednej listy, a Pinkertonz drugiej.Był to między nimi wyścig zażarty, zajadły i z każdym dniem gorętszy.Obydwaj znani byli z uczciwości.Obaj zakupili wielkie połacie ziemi w jednym i tymsamym celu.Ponieważ zabierano się właśnie do budowy nowej linii kolejowej, każdy z nichchciał dostać się do rady miejskiej i tam czynić starania, aby linia kolejowa przechodziła wkorzystnym dla niego miejscu.Wszakże jeden głos mógł przechylić szalę, a wraz z nią dwa lub trzy majątki na stronęktóregoś z nich.Ryzyko było wielkie, ale Harkness był odważnym spekulantem.Siedziałprzy nieznajomym.W czasie gdy ten czy ów symbol zabawiał salę protestami, on zapytał szeptem: Ile pan żąda za ten worek? Czterdzieści tysięcy dolarów. Dam panu dwadzieścia. Nie. Dwadzieścia pięć. Nie. Powiedzmy, trzydzieści. Cena wynosi czterdzieści tysięcy dolarów, ani grosza mniej. Dobrze.Dam ją.Przyjdę do hotelu o dziesiątej z rana.Nie chcę, aby o tym wiedziano.Chcę porozumieć się prywatnie. Dobrze.Po czym nieznajomy podniósł się z miejsca i oznajmił zebranym: Uważam, że jest raczej pózno.Przemówienia tych dżentelmenów niewątpliwie nie sąpozbawione sensu i dowcipu; wybaczcie mi jednak, jeżeli się oddalę.Dziękuję wam zaprzysługę, jaką mi oddaliście zgadzając się na moją prośbę.Zwracam się doprzewodniczącego z prośbą o przechowanie mego worka do jutra i o wręczenie tych ototrzech banknotów po pięćset dolarów panu Richardsowi.(Banknoty podanoprzewodniczącemu.) O dziewiątej zgłoszę się po worek, a o jedenastej wręczę panuRichardsowi to, czego brakuje do dziesięciu tysięcy dolarów, osobiście u niego w domu.Dobranoc państwu.81Potem nieznajomy opuścił salę.Szalony hałas, który nie ustał ani na chwilę, składał się zmieszaniny okrzyków, melodii z Mikada, wycia psa i hymnu: Daleko ci do te-e-go, żebyśbył złym człowie-e-kiem.A-a-men!IVW domu Richardsowie musieli znosić cierpliwie powinszowania i komplementy, co trwałodo północy.Zostali sami.Byli smutni.Siedzieli milczący i zamyśleni, wreszcie Mary rzekła zwestchnieniem: Czy sądzisz, Edwardzie, że zasłużyliśmy na naganę, na srogą naganę?Oczy jej powędrowały ku trzem banknotom.Leżały na stole, gdzie jeszcze przed chwilą zszacunkiem dotykały ich pożądliwe palce gości.Edward nie kwapił się z odpowiedzią, ażwreszcie westchnął głęboko i rzekł drżącym głosem: Nie, nie było na to rady, Mary.Był to, no tak, był to nakaz z góry.We wszystkichrzeczach jest nakaz z góry.Mary podniosła oczy i patrzała na niego długo, ale on nie odpowiedział jej spojrzeniem. Myślałam powiedziała że powinszowania i pochwały zawsze sprawiają przyjemnośćczłowiekowi.A teraz wydaje mi się, Edwardzie. No co? Czy zamierzasz pozostać w banku? N-nie. Zgłosić dymisję? Rano, listownie. Tak będzie chyba najlepiej.Richards skrył głowę w dłoniach i wyszeptał: Dotychczas przez moje ręce przechodziły pieniądze całych rzesz ludzkich i nie lękałemsię tego, ale teraz, Mary, jestem tak bardzo, tak bardzo zmęczony. Pójdzmy już spać.O dziewiątej rano nieznajomy zgłosił się po worek i powozem zawiózł go do hotelu.O dziesiątej Harkness miał z nim prywatną rozmowę.Nieznajomy zgodnie ze swoim żądaniem otrzymał pięć czeków na jeden z bankówstołecznych do wypłaty okazicielowi cztery po 1500, a jeden na 34 000 dolarów.Jedenschował do swego notesu, a pozostałe.przedstawiające wartość 38 500 dolarów, włożył dokoperty i dołączył do nich kartkę napisaną po odejściu Harknessa.O jedenastej był już wdomu Richardsów i pukał do ich mieszkania.Pani Richards przyjrzała mu się przez okiennice, potem podeszła do drzwi i odebrałakopertę.Nieznajomy ulotnił się nie powiedziawszy słowa.Powróciła z wypiekami na twarzy chwiejąc się na nogach i wybełkotała z trudem: Jestem pewna, że to on! Wczoraj wieczorem wydawało mi się, że musiałam go już chybakiedyś widzieć! Czy on jest tym człowiekiem, który przyniósł tu worek? Jestem tego prawie pewna. W takim razie nie ulega wątpliwości, że jest on także owym Stephensonem, który swoimzłodziejskim sekretem nabrał obywateli naszego miasta.A i teraz, jeżeli przysyła czekizamiast pieniędzy, to czyni to po to, żeby nas nabrać, podczas gdy my uważamy się zaszczęśliwie ocalonych.Po całonocnym odpoczynku czułem się znów prawie dobrze, alewidok tej koperty przyprawia mnie o chorobę.Ona nie jest dość gruba.8500 dolarów nawetw najcieńszych banknotach zajęłoby więcej miejsca. Edwardzie, co masz przeciwko czekom?82 Czeki podpisane przez Stephensona! Zgadzam się przyjąć te 8500 dolarów, jeżeli jeotrzymam w banknotach, ponieważ takie było widać zrządzenie Opatrzności, ale nigdy niemiałbym dość odwagi, aby zdobyć się na czelność zdyskontowania czeku podpisanego tymzłowieszczym nazwiskiem.Byłaby to pułapka.Ten człowiek próbował już mnie złapać; udałonam się wymknąć tak czy inaczej, więc teraz próbuje z innej beczki.Jeżeli tam są czeki. Ach, Edwardzie.To jest zbyt smutne! pokazała mu czeki i rozpłakała się. Wrzuć je do ognia! Prędko! Nie dopuścimy do siebie pokusy.To kawał zrobiony po to,aby świat śmiał się z nas tak jak i z tamtych.Daj je mnie, jeżeli sama nie możesz tego zrobić!Chwycił je i zamierzał zmiąć w garści, dopóki nie podszedł do pieca
[ Pobierz całość w formacie PDF ]