[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ty! Rusz się no!  odezwał się mój nowy opiekun. Właz tutaj.Otworzył kluczem drzwi, po czym odstąpił na bok, by mnie przepuścić.Drzwizatrzasnęły się za mną z hukiem i usłyszałem szczęk zamka.Znalazłem się w pomieszczeniu, w którym tłoczyli się faceci najróżniejszejmaści, co wnosiłem po ich ubraniach.Można tam było zobaczyć wszystko po-cząwszy od dżinsów, skończywszy na meloniku i spodniach w prążki.Nikt się nie37 odezwał.Po prostu stali tak sobie ze wzrokiem wbitym w podłogę i oddawali siętemu zajęciu z jakąś szczególną pasją.Przypuszczam, że wszyscy czuli się tak jakja, że stracili całą parę.Czekaliśmy tam długo, zastanawiając się, co będzie dalej.Może niektórzyz nich wiedzieli, z poprzednich odsiadek.Ja jednak znalazłem się w angielskimmamrze po raz pierwszy i trochę się bałem.Zaczynałem się martwić tym, co po-wiedział Maskell o nieprzyjemnym traktowaniu więzniów kategorii specjalnej.Wreszcie zaczęli nas wywoływać, pojedynczo, przestrzegając po rządku al-fabetycznego.R znajduje się dopiero gdzieś pod koniec alfabetu, musiałem więcczekać dłużej niż większość, ale i moja kolej w końcu nadeszła, a wtedy strażnikzaprowadził mnie korytarzem do jakiegoś gabinetu.Więznia nigdy nie prosi się, by zechciał usiąść.Stałem zatem przed biurkiemi odpowiadałem na pytania, a więzienny oficer zasuwał dane jak maszyna.Zapisałmoje imiona, nazwisko, miejsce urodzenia, imię ojca, nazwisko panieńskie matki,ile mam lat, jakich krewnych i jaki zawód.Przez cały ten czas ani razu na mnienie spojrzał, bo dla niego nie byłem człowiekiem.Widział we mnie komputerowybęben z danymi statystycznymi  naciskał guzik, pstrrryk i już jest potrzebnainformacja.Kazali mi opróżnić kieszenie.Ich zawartość cisnęli na biurko i zanim ją wrzu-cili do płóciennego worka, skrupulatnie wszystko spisali.Potem zdjęli mi odciskipalców.Rozejrzałem się w poszukiwaniu czegoś, czym mógłbym zetrzeć tusz, aleniczego takiego nie znalazłem.Wkrótce dowiedziałem się, dlaczego.Strażnik wyprowadził mnie z gabinetui wepchnął do gorącego, wypełnionego parą pomieszczenia, gdzie kazano mi ro-zebrać się do naga.Tam właśnie pożegnałem się ze swoim ubraniem.Nie miałemgo oglądać przez dwadzieścia najbliższych lat i musiałbym mieć cholernie dużoszczęścia, żeby okazało się jeszcze modne.Po kąpieli, co dobrze mi zrobiło, ubrałem się w więzienny strój.Przedzierz-gnąłem się w człowieka w garniturze z szarej flaneli.Tylko że ten garnitur miałokropny krój i z dwojga złego wolałbym już chyba pójść do krawca Mackintosha.Przemaszerowałem kolejnym korytarzem i wylądowałem na badaniu lekar-skim.Badanie lekarskie to następny przejaw biurokratycznej głupoty.Dlaczegonie przeprowadzają go, kiedy człowiek jest nagi, tuż po prysznicu? Tego nie byłemw stanie pojąć.Tym niemniej rozebrałem się grzecznie, potem znów się ubrałemi zostałem zakwalifikowany do pracy.Tak, okazałem się pierwsza klasa! Jestemfacet zdatny do każdej roboty!Pózniej strażnik zaprowadził mnie do ogromnego holu z rzędem cel wzdłużścian i z żelaznymi schodami, do złudzenia przypominającymi schody przeciw-pożarowe. Powiem ci tylko raz  odezwał się strażnik. To jest hol C.Z metalicznym tupotem pokonaliśmy kilka stopni i weszliśmy na podest.Za-38 trzymał się przed jakąś celą i otworzył ją kluczem. Twoja.Wszedłem do środka i drzwi zatrzasnęły się za mną z głuchym łoskotem osta-teczności.Stałem tak, nie patrząc na nic w szczególności.Mózg mi kompletniezdrętwiał.Po jakimś kwadransie położyłem się na łóżku i byłem o krok od tego,żeby zapłakać się na amen.Pózniej poczułem się jakby trochę lepiej i byłem już w stanie zmusić swój in-telekt do stawienia czoła rzeczywistości.Cela miała około czterech metrów dłu-gości, nieco ponad dwa szerokości i na oko ze dwa i pół metra wysokości.Zcianypstrzyły się urzędowym kremem i więzienną zielenią, a w jednej z nich, wysokopod sufitem, widniało maleńkie, zakratowane okienko.Drzwi wyglądały tak so-lidnie, że wytrzymałyby chyba ciężki ostrzał artyleryjski i oczywiście tkwił w nichjudasz.Na ubogie umeblowanie składały się: żelazne łóżko, drewniany stół wrazz krzesłem, podstawka pod miednicę z dzbankiem na wodę, miednica, nocnik orazłysa półka.Badanie celi więziennej to zadanie, które wykonuje się błyskawicznie,bo nic do badania tu nie ma.W ciągu trzech minut odkryłem wszystko, co było doodkrycia: trzy koce, dwa prześcieradła, materac w góry i doły, zapasową koszulę,filcowe kapcie, cienki, ścierkowaty ręcznik, łyżkę i kubek.Na sznurku owinię-tym wokół gwozdzia w ścianie wisiał egzemplarz Przepisów i Zasad rządzącychzakładami karnymi Jej Królewskiej Mości.Tak więc wystarczyły trzy minuty i o celi wiedziałem już wszystko.Zasta-nawiałem się, czym się będę zajmował przez następne dwadzieścia lat.Właśniewtedy postanowiłem racjonować swoją ciekawość, zwolnić tempo, nie myśleć.Za dużo będzie czasu, za mało wydarzeń.Każde przeżycie okaże się skarbem,którego trzeba zazdrośnie strzec [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl