[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przychodzi jej tylko na myśl pytanie, ile to będzie kosztowało ijakie materiały mogą być odporne na działanie wody, a także czy mądre jestosuszanie fosy w czasie wojny.- To doprawdy fascynujące - mówi i jest to jedyna odpowiedz, na jaką ją teraz stać, amimo to nie sposób nie zauważyć ożywienia na twarzy Ludovica.- A to jeszcze nie wszystko.- Ludovico patrzy konspiracyjnym wzrokiem na malarzai czarodzieja sztuki wojennej.- Magistro opracował alternatywny plan rozgromieniaFrancuzów.- Wasza Wysokość, prezentowałem właśnie księciu, jak możemy spalić wrogadoszczętnie, zatopić go, otoczyć, a jeśli wszystkie te metody zawiodą, wiem także,jak w łatwy sposób odepchnąć ich drabiny oblężnicze, zalewając je ogniem i oliwą wchwili, gdy żołnierze pną się na mury Castello, i rzucając ich płonące ciała jedno nadrugie.Twarze mężczyzn promienieją, kolejne scenariusze zagłady rozpalają w ich oczachogniki.Beatrice się zastanawia, jak to możliwe, by ktoś taki jak znany z łagodnościLeonardo, który kupuje na targu264ptaki po to tylko, żeby je wypuścić na wolność, który nie wezmie do ust mięsa i którystworzył światu obrazy piękna nie dającego się porównać z niczym, jak taki człowiekmoże znajdować upodobanie w dziele niszczenia zastępów ludzkich istnień.- Dziwi mnie, że tak ponure wynalazki wzbudzają w was tyle radości - zwraca się doobu mężczyzn.- Jak to możliwe, że swą twórczą naturę artysta tak łatwo kieruje kuniszczeniu?- Wasza Wysokość, sztuka wojenna to jedna ze sztuk największych.Czyż istniejeszlachetniejszy cel w życiu niż szukanie sposobów ocalenia swoich rodaków?Ludovico wydaje się bardzo usatysfakcjonowany odpowiedzią Magistra.- Przyjdz jutro - mówi do Leonarda.- Będziemy dalej spiskować, tylko ty i ja.Beatrice odprowadza go do drzwi.- Dziękuję za przywrócenie mu ducha - mówi cicho.- To nie ja sprawiłem, Wasza Wysokość, to magia, która się rodzi, gdy stymulujemykrew.Kiedy Magistro wychodzi, Beatrice pyta męża, czy nie chce odpocząć.- Ależ skąd - odpowiada szybko Ludovico.- Nareszcie jestem sobą.Sięga dłońmi do Beatrice i przyciąga do siebie jej twarz.Całuje ją, ku jejrozczarowaniu, w czoło, nie w usta.- Dziękuję ci za trud w chwili, kiedy nie mogłem go podjąć.Niewielu mężów Bógpobłogosławił taką małżonką.To wszystkie czułości, jakimi Ludovico ją obdarza.Beatrice wychodzi z komnaty,mając w głowie jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi.Odtąd każdego ranka, zaraz po wstaniu z łóżka, Beatrice wygląda265przez okno Rocchetty, sprawdzając, czy nie zaczęto osuszać fosy.A jeśli Ludovicostracił rozum i zaaprobował szalone pomysły Magistra? A jeśli Magistro rzeczywiściejest czarownikiem, potrafiącym wykorzystać człowieka nie w pełni władzumysłowych? A jeśli Leonardo całe lata czekał na taką właśnie sposobność? Co zrobidalej? Oczami wyobrazni Beatrice widzi wynoszone z Wieży Skarbów beczki złotychmonet, przeznaczonych na finansowanie budowy wielkich skrzydeł dla piechurówmediolańskiej armii.Czy dla takich projektów będzie zmuszona sprzedać własnąbiżuterię?Na całe szczęście napływają wieści, które plan budowy podwodnych bunkrów czyniąniepotrzebnym.Siódmego lipca, w parny dzień, kiedy gorące słońce wisiało wysoko, a powietrzestało nieruchome, przez bramy miasta wpada w galopie hrabia Caiazzo, wyśmienityżołnierz, brat Galeazza di Sanseverino, niosąc wieści z pola bitwy.OpowiadaLudovicowi i Beatrice, że wielkie armie się starły, a wielcy dowódcy, Karol iFrancesco, przeistoczyli się w dzikich wojowników, z których każdy stanowił dlaswoich żołnierzy wzór męstwa i siły.Bezlitosny Francesco walczył nieugięcie, choćpadły pod nim trzy konie.Ludzie Karola zaczęli tracić siły od upału, a ich liczebnośćspadała z powodu dezercji po forsownym przemarszu z Neapolu przez górzystetereny Italii.Król jednak odwoływał się do francuskiego honoru, wielu żołnierzy napowrót gromadził i wyprowadzał ataki, raz jeszcze świecąc przykładem.- Krzyczał: Gińcie razem ze mną!", wznosząc nad głowę wielki miecz i wpadając zfurią w szeregi nieprzyjaciela - opowiada hrabia.- Trzeba było widzieć go na białymrumaku, z pysznymi purpurowymi i białymi piórami w hełmie, och, powiadam wam,z kapryśnej ropuchy francuski królik przemienił się w herosa.Caiazzo mówi dalej, wyjaśniając, że jeszcze przed zachodem słońca266trudno było wskazać zwycięzcę.Jednak wówczas Francesco zdołał odbić Francuzompowozy z ich ekwipażem, pełne amunicji, broni i znacznej części łupów zagarniętychprzez króla Francji w Neapolu.- Markiz obchodził pole bitwy, mając łzy w oczach, spoglądał na trupy swoichżołnierzy, niejednokrotnie kuzynów lub przyjaciół z dzieciństwa, i głosił triumf,odniesiony wszakże za wysoką cenę.Nigdy dotąd nie widziałem człowiekawalczącego tak mężnie i lejącego tyle łez nad swymi poległymi żołnierzami.Karol ijego armia otrzymali potworne cięgi i ponieśli ogromne straty w ludziach, jednakzdołali się wymknąć pogoni i w chwili, gdy mówię te słowa, zbliżają się do Asti.Byćmoże dotarli już do miasta.Beatrice wydaje westchnienie ulgi.- Zatem mąż mojej siostry nie został ranny?- Odniósł parę powierzchownych zadrapań, Wasza Wysokość.To istny cud.Kazałpowiedzieć, że śle tobie różne ozdoby z namiotu francuskiego króla.Sądzi, że ci sięspodobają, choć nie krył przekonania, że o najlepsze z nich będziesz się, pani, wadzićze swoją siostrą.Oczy Caiazza błyszczą, gdy sięga do kieszeni i wyciąga wysadzany klejnotami krzyż,który kładzie na dłoni Beatrice.Zamyka na nim jej palce, a potem całuje jej piąstkę.- To tylko drobna zapowiedz piękności, które nadciągną niebawem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]