[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przesu-wane drzwi otwierały drogę na patio.Stał w nim żelazny, ręczniewykuty stolik ze szklanym blatem i cztery krzesła.,Jak w transie chodził po całym mieszkaniu.Było wyjątkowoduże, z czterema sypialniami.W jednej z nich stał regał z mnó-stwem książek, wśród nich kilkanaście autorstwa Davida Nelsona.Płodny pisarz, pomyślał, i dobrze zarabiający.Dianie i dzieciomniczego nie brakowało.Na biurku znalazł maszynę do pisaniaz zapisaną do połowy kartką, pustą filiżankę po kawie i zdjęcieDiany.Opierała się o łódkę, roześmiana.Podniósł zdjęcie i oglądałprzez chwilę, po czym odstawił ostrożnie na miejsce.Wychodzącz pokoju, musiał ominąć nie dokończoną układankę z rysunkiemKaczora Donalda pozostawioną na podłodze przez któreś z dzieci.Lubię cię, Davidzie.Nie znałem cię, ale polubiłem, ponieważDiana była z tobą szczęśliwa, ponieważ to jest szczęśliwy dom.Przypomniał sobie o lalce zwanej Lilii Ann i poszedł do pokojuGinger.Szukał wszędzie - w pudełku z zabawkami, na półkach,nawet pod łóżkiem.Znalazł kilka lalek, ale żadna nie odpowiadałaStrona 45 z 153SR podanemu przez pannę Wilson.a raczej Marcy.opisowi.Zasta-nawiał się, czy wziąć w zamian jakąś inną.Po powrocie z NowegoJorku poszukam dokładniej, obiecał sobie.Wrócił do głównej sy-pialni, próbując ożywić wspomnienie Diany.Wdychał słodki, ko-biecy zapach pudru i perfum, przyglądał się bladoróżowej halceporzuconej na nie zaścielonym łóżku.Czerwono-biały sandał, któryznalazł na podłodze, obudził w nim przyjemne wspomnienie z dzie-ciństwa.Oto jego matka, roześmiana, kopie sandały po pokoju,usiłując znalezć właściwą parę.Szuka butów, bo właśnie przyszedłktóryś z wujków.Zawsze było ich kilku.- Steve, kochanie, bądz dobrym chłopcem, pomóż Mary zająćsię siostrą.Mamusia niedługo wróci.A teraz daj mi wielkiego bu-ziaka.Całował ją, wdychając zapach słodkich perfum, a potem odli-czał minuty do jej powrotu.Wracała radosna, uśmiechnięta, gotowabawić się z nim albo śpiewać piosenki.Nigdy nie prosiła go, abyukrywał przed ojcem wizyty wujków, ale on i tak milczał.Nawetwtedy, gdy z jednym z nich odeszła na zawsze.Milczał również,gdy tato powiedział im, że mama nie żyje.Wiedział, że to niepra-wda.Ciągle czekał na jej powrót.Na darmo.Nagle dostrzegł szmacianą nogę i kawałek kraciastej sukienki.Pod poduszką leżała Lilii Ann.Wyobraził sobie ostatni poranekDiany.Ginger weszła do pokoju rodziców, ciągnąc za sobą lalkę.Wdrapała się na łóżko, tak jak on to kiedyś robił.Diana przytuliłacóreczkę z całych sił, a Ginger była szczęśliwa, czując ciepło, mi-łość i jej słodkie perfumy.Myślała, że tak pozostanie na zawsze, żeludzie, którzy kochają, nie odchodzą.Diana nie miała wyboru, ale jego matka mogła przecież wrócićdo dzieci.Ta świadomość prześladowała go przez całe życie.Niemógł już dłużej powstrzymywać łez.Wstrząsany spazmami, niepotrafił powiedzieć, czy opłakuje śmierć matki Ginger, czy odejścieswojej własnej.Strona 46 z 153SR ROZDZIAA PITYW drodze do domu Marcy zatrzymała się przed sklepem.Zba-dała uważnie stan swojego konta i doszła do wniosku, że musi jadaćw domu, jeśli chce dotrwać bez długów do końca miesiąca.Za dwaobiady w Sutton's może kupić jedzenia na tydzień.Pakując dokoszyka puszki z warzywami, zastanawiała się, gdzie się podziałyjej pieniądze.Sądziła, że ma ich nieco więcej.Cóż, kupiła buty, bo nie mogła im się oprzeć, kilka razy dzwoniłado Jennifer.Coś jeszcze? Aha! Bilety do cyrku, ale nie kosztowałydużo.No i kalkulator dla Jimmy'ego.Dziwny prezent urodzinowydla dziesięciolatka, ale o tym właśnie marzył.Pani Emory miałaupiec tort na czwartek, Marcy też chciała dać coś od siebie.- Marcy Wilson, jeśli chcesz przeżyć, musisz się trochę zdystan-sować, zostawiać pracę w biurze - upominała ją Jo Stanford.- Niemożesz pomóc wszystkim dzieciom, nie rozwiążesz każdego pro-blemu.Spróbuj dla odmiany pomyśleć o czymś przyjemnym.Coś przyjemnego.Na przykład Stephen Prescott.Lubiła go,naprawdę.Uśmiechnęła się do swoich myśli, wybierając jednocześ-nie trzy dorodne pomidory.Gdyby dzisiaj rano ktoś spytał ją o nie-go, zapewne nie powiedziałaby ani jednego dobrego słowa.Kiedyjednak zobaczyła, jak zareagował na widok dzieci, jego zakłopota-nie, niepokój, chęć sprawienia im przyjemności, natychmiast po-czuła do niego sympatię.Niepokoił się, dlatego był taki zdenerwo-wany.Spodziewała się kogoś zupełnie innego.Przypomniała sobiewłasne słowa:  Stephen Prescott nie czuje się do niczego zobowią-Strona 47 z 153SR zany".A jednak.Nie kierował się jedynie poczuciem obowiązku,naprawdę zależało mu na dzieciach, chciał się nimi zająć, chociażnie miał pojęcia, jak to zrobić.Marcy mogłaby śmiać się z niego, gdyby tak bardzo nie zależałojej na dzieciach.Ginger i Davey mieli wspaniały dom, kochającychrodziców.Zdawali się wracać do równowagi, a jednak Davey byłniespokojny, a Ginger wciąż czekała na mamusię.Teraz będą mu-sieli przenieść się w zupełnie nowe środowisko, zamieszkać z wuj-kiem, który nie ma żadnego doświadczenia w opiece nad dziećmi.Co innego, gdyby Marcy je adoptowała.Albo Jennifer.Przypomnia-ła sobie ostatnią rozmowę z siostrą i jej dziwną apatię.Muszę z niąpomówić^ postanowiła.Pojadę w niedzielę i wezmę ze sobą dzieci.Wróciła do swoich zakupów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl