[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Słyszała wokół odgłosy łamiących się drzew.Kiedy tylko jako takoodzyskała zmysły, zapragnęła przede wszystkim jak najszybciej wydostać się z polany.Stanęła niepewnie na nogi i pokuśtykała wzdłuż głębokich kolein wyżłobionych przez oponyciężarówki.*Tymczasem w odległości zaledwie kilku kilometrów na szczycie góry Kuromia działysię znacznie gorsze rzeczy.51.Trimaran Sparkle znajdował się w odległości dwóch mil od wyspy, kiedy trzejmężczyzni dostrzegli jasne światło na szczycie góry Kuromia.Najpierw nastąpił błysk, którypozostawił po sobie jasność rozświetlającą dżunglę na stokach góry.- Cholera! - szepnął Krantz.Przypominało to lampę gazową podkręcaną stopniowo do pełnej jasności.Naglepozornie spokojne, choć błyszczące światło przekształciło się w rozszerzającą się kulęenergii.W sekundę po pierwszym błysku dotarł do trimarana odgłos gigantycznego wybuchu,za którym nadeszła wysoka fala.Gdyby Sparkle płynął pod żaglami, zostałyby poszarpanena strzępy.Trzej mężczyzni odzyskali równowagę i w osłupieniu wpatrywali się w upiornyspektakl, gdy szczyt góry rozpłynął się w nicość w wyniku niewielkiej eksplozjitermojądrowej.52.Kiedy Diem usłyszał potworny wybuch, pomyślał najpierw, że to wulkan Kuromia.Kiedy jednak zobaczył ze swojego okna straszliwy widok, pomyślał o zabezpieczeniuukochanego Rasputina.Obserwatorium zniknęło.Na jego miejscu było błyszczące piekłopodświetlające od dołu coraz większą chmurę w kształcie grzyba.Diem naciągnął szorty,wepchnął stopy w sandały, pochwycił klucze od jachtu i wybiegł w noc.Wszędzie dookołaludzie otwierali okna i krzyczeli.Nie zwracał na nich uwagi.Skuter nie chciał zapalić,zostawił go więc i pobiegł do przystani.53.Lesa dotarła do opuszczonej Skody i oparła się o nią, żeby odzyskać siły.Zniszczeniegóry Kuromia było całkowite.Na miejscu obserwatorium powstał krater, promieniującykrwistą czerwienią i wymiotujący w niebo płynnym ogniem.Na stokach góry paliły siędodatkowe pożary.Słyszała nadjeżdżające pojazdy, ale zanim zdążyła się poruszyć, rozległsię zgrzyt hamulców.Niewielka furgonetka musiała zjechać na skraj drogi, żeby wyminąćSkodę.Kierowca rzucił głośne przekleństwo pod adresem Lesy i dodał gazu, gnając do osady.Słyszała silniki wielu innych samochodów, ale wszystkie skręciły na drogę prowadzącą naszczyt góry.Kiedy Lesa doszła do siebie na tyle, by móc zebrać myśli, wsiadła do samochodu iskierowała się w stronę Kurogradu.Orzezwiający podmuch wiatru po wybuchu pozwolił jejzorientować się w sytuacji.Zatrzymała się tuż przed wjazdem do osady i przyglądała sięrezultatom eksplozji na górze Kuromia.Nie miała wątpliwości, że właśnie jej interwencjaspowodowała to, co się stało.Hegel i Pachmann, a także czwarty mężczyzna, gruby i łysy,którego nazwiska nigdy nie poznała, niewątpliwie zginęli, ale fakt, że nie zabiła ich w walcetwarzą w twarz, wydawał jej się kolejnym niedotrzymaniem przysięgi, że pomści masakręrodziny.Czy mogłabyś ich zabić, gdybyś zetknęła się z nimi twarzą w twarz?Ciągle te pytania, ten zdradliwy głos wewnątrz, kwestionujący jej motywy, odwagę,podważający szacunek dla samej siebie.Mijało ją coraz więcej samochodów.Słyszała krzyki.Ludzie bezładnie biegali po osadzie.Jest jeszcze Diem! Udowodnię ci to, Neti! Zabiję go! Przysięgam!Uruchomiła silnik Skody i wściekłym ruchem wrzuciła pierwszy bieg.Minęła zakręt;zobaczyła włączone światła nawigacyjne na Rasputinie i kłęby dymu z silnika unoszące sięwokół pawęży.Postać w białych szortach odwiązywała cumy.Diem!Wjechała na nabrzeże i dodała gazu.Diem zobaczył światła zbliżającego się samochodu i pomyślał, że kapitan portu niepozwoli mu zabrać Rasputina - podejrzenie o tyle nie pozbawione podstaw, że samochód,który ukradła Lesa, należał do kapitana portu.Odwiązał ostatnią linę, wskoczył na pokład ipognał do sterówki modląc się, by silniki rozgrzały się na tyle, żeby bez zwłoki udało sięwyciągnąć z nich całą moc.Włączył bieg i otworzył przepustnice.Silniki zamilkły, po czymruszyły na pełnych obrotach.Spojrzał przez ramię, ale za pózno, by zauważyć skaczącą dowody Lesę.*Dwoma ruchami ramion dopłynęła do pawęży.Złapała drabinkę dla pływaków; nagłeprzyspieszenie Rasputina o mało nie wyrwało jej barków.Na sekundę zatraciła zdolnośćlogicznego myślenia, kiedy zalała ją fala obrzydliwych wspomnień.Przed laty trzymała siętego samego szczebla.Ale tym razem wszystko było inaczej.Nauczyła się nienawiści,nauczyła się zabijać, a może, co najgorsze, straciła tę odrobinę wiary, którą przekazał jej Lin,wiary, że mężczyzni i kobiety mogą się darzyć nawzajem miłością i zaufaniem.właśnie tanienawiść płonąca w jej wnętrzu dodała jej sił, pozwoliła przezwyciężyć opór, jaki stawiałyrękom fale wywołane ruchem Rasputina.Udało jej się chwycić następny szczebel.Inastępny.Nogi jej dyndały bezwładnie w wodzie, a fala wzbudzona przez śruby utrudniałazaczepienie ich na drabince, ale w końcu jej się to udało. Rasputin wypłynął z przystani i Diem poczuł się lepiej.Wyregulował szybkość zpowrotem na osiem węzłów.Nie ma powodu marnować paliwa - na Kuro i tak nie byłostatku, który mógłby go dogonić.Spojrzał na licznik paliwa i błogosławił własnądalekowzroczność, która kazała mu zawsze mieć pełne zbiorniki.Miał dosyć paliwa, bydopłynąć do Hongkongu, do Makao czy gdziekolwiek indziej, zgodnie z własną fantazją.I wtedy przemówił do niego głos z przeszłości.- Diem.Obrócił się na fotelu sternika i spojrzał na stojącą w progu zjawę, której sylwetkarysowała się na tle wschodzącego dnia.Była to dziewczyna, nie, kobieta, piękna kobieta wbardzo dopasowanym kostiumie.Jej urocza twarz i okrągłe oczy Euroazjatki miały w sobie tęniezwykłą, ponadczasową urodę.Ale w tych oczach malowało się zmęczenie, zmęczeniepodróżą niemal dobiegającą kresu.I nagle wnętrzności Diema ścisnęło przerażenie, gdyuświadomił sobie, że oczy te są mu znajome.Kiedy się odezwał, jego chrypliwy głos był ledwie słyszalny w ryku silników:- Lesa!- Jak się masz, Diem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]