[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Briana nie potrzebowała więcej cierpień po tym, co ostatnio przeżyła.- Zbliżają się! - krzyknął Ryan.- Diamentowa Dama jest na przedzie.Konie minęły ich lożę.Dżokeje pochyleni nisko, ich ciała stopione w jedno z ciałami koni.Ryk tłumu był ogłuszający.- Będzie pierwsza!Entuzjazm w głosie Ryana był zarazliwy.Jessica ujęła go za rękę i mocno ścisnęła, kiedykonie zbliżały się do mety.Widok orzechowej klaczy i dżokeja z diamentem na koszulce nawielkim ekranie po drugiej stronie hipodromu wywołał głośny aplauz.- Widzisz! Nie straciłam ani centa.- Briana odwróciła się do przyjaciółki z uśmiechem.- Tak! - Ryan podniósł do góry ręce.- Diamentowa Dama zwyciężyła! - Jessica nie mogła w to uwierzyć.Nie zdając sobie sprawyz tego, co robi, wstała i zaczęła podskakiwać z radości do góry.Ryan z wyrazem triumfu na twarzy chwycił ją w ramiona i objął.A potem pocałował ją.Pocałunek był krótki i pełen euforii.Ich oczy spotkały się na moment.- Nie powinieneś zejść na dół wręczyć puchar? - spytała szybko Jessica.246Tessa RadleyRyan wypuścił ją z objęć i odsunął się.- W tym roku Kim pełni honory rodziny.Ric jej towarzyszy.Poza tym tu w loży jest dużoprzyjemniej.Siedzę tu sobie z tobą i piję francuskiego szampana.Mogę ci dolać?- Nie, dziękuję.Muszę wrócić samochodem do hotelu i przygotować się do balu.- W którym hotelu się zatrzymałaś? - spytała Briana.-Przysle do ciebie ZinZina.-W Ascot Gold.- Będę czekał na ciebie w holu o siódmej - poinformował Ryan.W jego zielonych oczach cośbłysnęło.Z dostarczonej kolekcji sukien Jessica wybrała model z lejącego materiału o portfelowymkroju, który doskonale maskował jej zmienioną talię.Bladomorelowa, schodząca do ziemidrobnymi pliskami, wspaniale podkreślała barwę jej skóry.Jessica upięła włosy do góry.Wuszach miała kolczyki z brylantami, które Ryan podarował jej na Boże Narodzenie.Wiedziała, że świetnie wygląda.Wzięła małą, cekinową torebkę i kaszmi-rowo-jedwabnyszal, który ZinZin dopasował do sukni, i ruszyła do drzwi.Ryan czekał na nią na dole.Ubrany był w białą koktajlową marynarkę i miał czarną muchę.Na jego widok Jes-sice zaparło dech.- Mam nadzieję, że nie czekałeś długo?Wróć do mnie!247- Nie.Zatrzymałem się w tym samym hotelu.- Tu? W Ascot?- Kim i Ric mają apartament.Mieszkam z nimi, choć w sumie nie ma tam dla mnie miejsca.Jessica mogła sobie wyobrazić, że Ryan czuł się przy nich jak piąte koło u wozu.Apartament był luksusowy, ale przeznaczony raczej na gniazdko miłosne.Ciekawe, czyHoward Blackstone kupił go właśnie w tym celu i dzielił go ze swymi kolejnymi sekretarkami"?- Chodzmy.- Podał jej ramię.- Nie chcesz chyba, żebyśmy się zjawili jako ostatni.Bal Zwiętego Walentego odbywał się w sali balowej hotelu Ascot.Pomieszczenie oświetlonebyło dwunastoma imponującymi żyrandolami.Na okrągłych stolikach nakrytychśnieżnobiałymi obrusami i ozdobionymi pnączami bluszczu i wysokimi białymi świecamibłyszczały srebrne sztućce.Podeszli do stolika Blackstoneów, przy którym siedzieli Kim iRic, Briana i Jake oraz grupa znajomych ze sklepu jubilerskiego w Melbourne.Kiedy się przywitali, Briana zwróciła się do Jessiki:- Piękna suknia.Wiedziałam, że ZinZin znajdzie dla ciebie idealną kreację.Wyglądaszwyjątkowo ponętnie.Jessica mimowolnie się uśmiechnęła.- Ostatnio trochę przytyłam.- Do twarzy ci z tym.- Briana zlustrowała ją uważnym spojrzeniem.- Cała promieniejesz.248Tessa Radley- Też to zauważyłem.- Ryan pochylił się ku niej.-Z każdym dniem jesteś coraz piękniejsza.Nawet Briana okazała zdziwienie wyznaniem Ryana.- Pochlebca.- Nie mówisz chyba o moim bracie.On nigdy nie marnuje słów na pochlebstwa - włączyłasię Kim.- Co ci powiedział?- Nieważne.- Jessica spłonęła rumieńcem.Kim spojrzała na nią znacząco i Jessica jeszczebardziej poczerwieniała.- Możemy zmienić temat? - poprosiła.Kim przyszła jej z pomocą.- Słyszałam, że przepowiedziałaś dziś zwycięstwo Diamentowej Damy.Mam nadzieję, żesporo na tym wygrałaś.- Nie zrobiłam zakładu.- Ale wszyscy inni zrobili.- Ryan uśmiechnął się do niej, przyprawiając ją o ciarki naplecach.Briana zaczęła opowiadać o swojej wygranej, a Jake dodał, że miał szczęście i dobrzeobstawił pierwszą trójkę.Potem Briana wspomniała coś o rekinach biznesu i w głowieJessiki zaświeciła się lampka.Jake Vance.Rekin biznesu.Inwestor drapieżca.Oczywiście.Jak mogła zapomnieć.Jegonazwisko często pojawiało się w czasopismach ekonomicznych.Podczas obiadu najwięcej rozmawiano o wyścigach i szczęśliwych zakładach.Jessicagłównie milczała, zdenerwowana obecnością siedzącego obok niej mężczyzny.Wróć do mnie!249Kiedy Ryan w końcu wstał, poczuła ulgę, licząc, że zrobi obchód sali i choć przez chwilębędzie mogła odetchnąć od jego przytłaczającego towarzystwa.- Zatańczysz?Ryan stał obok niej z wyciągniętą ręką.Nie miała wyboru.Niechętnie podniosła się zkrzesła.Na parkiecie przyciągnął ją blisko do siebie.Jessica kątem oka zauważyła zaciekawionespojrzenia kilku tańczących obok nich par.- Nie powinniśmy.- Dlaczego? - Ryan ściągnął brwi.- Wszyscy pomyślą, że jesteśmy parą.- Może powinniśmy nią być.- Nie! Za pózno.Nie chcę, by ludzie myśleli.- Nie obchodzi mnie, co sobie pomyślą.To był cały Ryan.Arogancki.Szczery do bólu.- Zależy mi, żebyś była szczęśliwa.Więc jeśli nie jest ci dobrze, kiedy trzymam cię takblisko, powiedz tylko słowo, a puszczę cię.- To znaczy, odprowadzisz mnie do stolika? - Zajrzała mu w oczy.- Jeśli tego chcesz.- W jego głosie brzmiało zdecydowanie.I nigdy więcej nie poprosi jej dotańca ani nie przytuli? Nie wiedziała, czy potrafi to znieść.Więc zamiast poprosić, by jąuwolnił z objęć, została w jego ramionach.- Pięknie pachniesz - wyszeptał, muskając nosem jej250Tessa Radleywłosy.Pogładził dłońmi jej plecy.- Tak dobrze mieć cię przy sobie.Delikatny dreszcz wstrząsnął jej ciałem.Czyżby za nią tęsknił? Nie powinna się łudzić.Anawet gdyby? Co by to zmieniło? Ryan nie chciał zakładać rodziny.%7łycie dyrektora dużejkorporacji, jakie prowadził, nie było tym, o czym marzyła.Zrozumiała to w ciągu ostatnichkilku tygodni.Pragnęła domu, rodziny, mężczyzny, który przy niej będzie, który będzie sięprzyglądał, jak dorastają ich dzieci.A Ryan niewątpliwie nie mógł jej tego dać.Jednocześnie jej ciało mówiło co innego.Było idealnie do niego dopasowane, jakby dlaniego stworzone.Płynęli razem przez parkiet, kołysząc się w rytm muzyki.Kiedy przesunąłdłoń na jej biodro, zalała ją fala pożądania.Tak bardzo brakowało jej jego bliskości, jego chropowatego głosu, kiedy wypowiadał jejimię, wspólnych śniadań.Tęskniła za nim.Mimowolnie przytuliła się do niego.Ryan objął ją mocniej ramieniem i przycisnął policzekdo jej włosów.Przelało się na nią ciepło jego ciała.Otoczył ją zapach jego wody kolońskiej.Kiedy muzyka przestała grać, trzymał ją jeszcze przez chwilę w ramionach, po czymwypuścił.Wypełniło ją uczucie pustki.Stała od niego na wyciągnięcie ręki, a wydawało jej się, jakbyich dzieliły lata świetlne.Wstrząsnął nią dreszcz.Wróć do mnie!251- Chodz.- Objął ją ramieniem i odprowadził do stolika, gdzie siedzieli zaabsorbowani sobąKim i Ric.Ryan wziął torebkę Jessiki i szal.- Zabieram Jessicę do domu - oświadczył.- Pożegnajcie od nas Brianę i Jake'a.Kim wyglądała na zaskoczoną, ale uśmiechnęła się
[ Pobierz całość w formacie PDF ]