[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy Shin skończył śpiewać, poprosił, żebym, w ramach rewanżu,teraz ja wykonała dla niego jakąś piosenkę.Początkowo wstydziłam się,bo nigdy nie śpiewałam z Shinem i wcale nie miałam ochoty tego zmie-niać, przede wszystkim dlatego, że nie byłam pewna, czy głos mi się niezałamie.Ugięłam się wreszcie, kiedy nazwał mnie maleńką.Dostał to,czego chciał.Zaśpiewałam dla niego Leaving on a Jet Plane.W przeciwieństwie do podmiotu lirycznego piosenki, nie spakowałamjeszcze ani jednej walizki, ponieważ nadal, choć był to już ostatni mo-ment, nie byłam pewna, czy rzeczywiście jestem gotowa wyjechać.Alenastępnego dnia kończyła się moja wiza i w dodatku miałam wykupionybilet lotniczy, którego nie mogłam zwrócić.Nie miałam wyboru.Niedługowbiją pieczątkę w mój paszport i wylecę stąd, czy tego chciałam, czy nie.Zupełnie jakbym umiała zdecydować, czy chciałam, czy nie.334714556Po dwóch godzinach spędzonych w klubie Shin zapłacił i wyszliśmyrazem na korytarz.Opowiedział dowcip, a ja się roześmiałam.Nacisnąłprzycisk wzywający windę.Guzik zapalił się po raz milionowy i dzwig ru-szył powoli, wspinając się sześć pięter.Kiedy Shin obdarzył mnie jednym z tych swoich zagadkowych, weso-łych uśmieszków, nie potrafiłam przybrać w odpowiedzi stosownego wy-razu twarzy.Staliśmy tak przez chwilę bodaj nasz pierwszy krępującymoment razem aż wkońcu Shin podniósł prawą rękę. Okej powiedział po prostu. Do zobaczenia. Do zobaczenia, Shin.Chwilę pózniej drzwi windy zamknęły się.Za nim.Za wieloma rze-czami.Stojąc tak samotnie na wydeptanym korytarzu w przygaszonymświetle jarzeniówki, przypomniałam sobie, jak stanęłam tutaj po razpierwszy tak, wydawałoby się, dawno temu z zupełnie innymi odczu-ciami i wtedy nagle, na swój sposób, poczułam się dokładnie tak samojak wówczas
[ Pobierz całość w formacie PDF ]