[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Przysięgam ci, że nie wiem, co się stało z tymi brylantami.- No cóż.- Gelnert zafrasowany pokręcił głową.-Chciałem załatwić z tobą sprawę polubownie, ale jeżeli sięupierasz.Teraz ty posłuchaj, co mam ci do powiedzenia.Mogę ci bardzo zaszkodzić.Uważaj.Jestem w kontakcie zmilicją, a raczej milicja jest w kontakcie ze mną.Tu już niechodzi o kradzież biżuterii.Sprawa jest o wiele poważniejsza.Morderstwo z premedytacją.Najwyższy wymiar kary.Sądzę,że wystarczą moje sugestie, a poza tym jestem w posiadaniupewnego materiału dowodowego.Prokurator błyskawiczniewyda nakaz aresztowania.Nie życzyłbym ci tych wszystkichprzesłuchań.To bardzo nudne i nużące.Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.- Edmund.Janic nie wiem.Wierz mi.Nic nie wiem.Ja nie mam tej biżuterii.Przysięgam.- To już słyszałem - powiedział znudzonym głosem Gełnert.- Jeżeli ty nie masz tych kamieni, to kto?- Dlaczego przypuszczasz, że ja byłam wspólniczką?- Bo byłaś kochanką Romana.Logiczne.- Powiem ci całą prawdę.- Nareszcie zaczynamy rozsądnie rozmawiać.Szkoda, żetak późno.Więc mów tę „całą prawdę”.Lucyna odetchnęła głęboko.- Od jakiegoś czasu wiedziałam, że Roman szykuje jakiświększy skok.Prosiłam, żeby dał spokój.Bałam się.Niedawno wyszedł z więzienia.Recydywa.Dostałby dużywyrok.Nie chciałam.Bardzo się bałam.Próbowałam goprzekonać.Nie chciał o niczym słyszeć.Uparł się.Mówił, żeto robota bez żadnego ryzyka, że będziemy bardzo bogaci, żewyjedziemy do Ameryki.Obiecał, że się ze mną ożeni.- Nie mówił ci, co to miał być za skok? Potrząsnęła głową.- Nie.Nie chciał mi nic powiedzieć.Zapewniał mnie tylko,że nie ma żadnego ryzyka, że wszystko jest przygotowane,zorganizowane na sto dwa.Gelnert zamyślił się.- Hm.Jeżeli to prawda, co mówisz, to należy przyjąć, żeRoman miał kogoś innego za wspólnika czy za wspólniczkę.Trzeba odnaleźć tego kogoś, komu udało się zmyć razem zbiżuterią.Innego wytłumaczenia nie ma i być nie może.KogoRoman mógł sobie dokooptować do tej roboty? Jak ci sięzdaje?Lucyna zawahała się.- Boja wiem.Nie znam wszystkich kumpli Romana.MożeOlek?- Ten osiłek?- Nie wiem.Nie mogę powiedzieć nic na pewno, ale wydajemi się, że to możliwe.Gelnert wstał.- Przepraszam cię za taką późną wizytę.Pogadam zOlkiem.Sprawdzę.Jeżeli on rzeczywiście był wspólnikiemRomana, to tobie powinien coś odpalić.Zmusimy go do tego.Wzruszyła ramionami.- Nie zależy mi.Już mi na niczym nie zależy.Po wyjściu odLucyny Gelnert zatrzymał się chwilę przed domem, rozejrzałsię uważnie i energicznym krokiem ruszył w kierunkuprzystanku autobusowego.Nie zauważył, że z bocznej ulicywyszedł jakiś człowiek w ciemnym płaszczu i posuwał sięostrożnie w ślad za nim.Nasielski skończył się golić.Skropił się obficie wodąkolońską i przez dłuższą chwilę podziwiał swe muskuły przedlustrem.Wypiął potężną pierś i naprężył bicepsy.„Warto bystrenować trochę tego sadła” - pomyślał niechętnie, dotykajączaokrąglonego brzucha.Zadźwięczał dzwonek.Atleta błyskawicznie włożył błękitną koszulę i naciągnąłspodnie.Na buty już nie było czasu.Poszedł do przedpokoju wrannych pantoflach.Przed drzwiami zawahał się.Otworzyć, nieotworzyć.Zdał sobie jednak sprawę z tego, że człowiek potamtej stronie mógł słyszeć jego kroki.Dzwonek odezwał sięponownie.Otworzył.To było zaskoczenie.Nie spodziewał siętych odwiedzin.- Siemasz, Oleczku.- Cześć - odburknął olbrzym, nie będąc pewnym, jak się mazachować, czy spuścić nieproszonego gościa ze schodów, czyteż poczęstować go herbatą.- Chciałbym z tobą pogawędzić chwilę - powiedziałGelnert.- No to.no to wejdź.Pozwól tylko, że włożę buty, bowłaśnie się ubierałem.Gelnert uśmiechnął się przyjacielsko.- Nie krępuj się mną.Kończ się ubierać.Wybacz, że takwcześnie, ale mam tyle spraw do załatwienia.Nasielski włożył buty, zasznurował je starannie i zagłębił sięw obszernym fotelu.- Przypuszczam, że przyszedłeś do mnie w jakiejśkonkretnej sprawie.Gelnert skinął głową.- I zgadłeś, Oleczku.Przyszedłem do ciebie w konkretnejsprawie, a ponieważ mam mało czasu, będę się streszczał.Chodzi o biżuterię mojej ciotki.Atleta wzruszył ramionami.- A cóż ja mam wspólnego z biżuterią twojej ciotki?- Nie próbuj tu się przede mną zgrywać - powiedziałenergicznie Gelnert.- Wiem, że razem z RomkiemMatyniczem kombinowaliście skok na sejf ciotki.Nasielskiwstał i wyprostował się na całą swą wysokość.- Zjeżdżaj stąd, cwaniaku, a jak nie, to marmoladę z ciebiezrobię i za rok nie złożą cię w żadnym szpitalu.Won!Słowa te nie wywarły żadnego wrażenia na Gelnercie.Nieporuszył się.Powoli wyjął z kieszeni paczkę papierosów izapalił.- Nie ciskaj się tak, Olaczku - powiedział spokojnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl