[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tymczasem, Bóg sam wie, jak się to stało, bo nawet i nie wiedzieć, dlaczego to tak naglesię stało, Pachna sama mu powiedziała, ze właśnie dała słowo Frąeowi.A w tydzień potem odbyły się zaręczyny i ślub naznaczono u św.Piotra i Pa-wła.Zaczem klamka zapadła, Kundrat nie widział na to żadnego ratunku i musiał się zgodzi6ze swym losem.Ale tymczasem Kergolaj przyjechał.Zaraz po pogrzebie Kijasa był po południu uPachny.Kundrat ich podsłuchiwał z drugiego pokoju.Pachną robiła Kergoląjowi jakieśwyrzuty, Kergolaj się z czegoś przed nią usprawiedliwiał, potem Się śmiali, a potem sięznowu z sobą sprzeczali.Dyabli tam wiedzą, co ci ludzie mają z sobą!Kundrat, będąc sam na sam ze sobą w swojem mieszkaniu, zastanawiał się nad temfilozoficznie i za pomocą sylogizmów scholastycznych przyszedł do przekonania, ze się to natakich niewinnych wizytach nie skończy.Oni pewnie namówią się na to, ażeby Frąeowiprzyprawić rogi, nim się jeszcze ożeni.Dotychczas nie mogli sobie pozwolić takiej swawoli,bo.ale teraz jest już pokrywka.W dzień trudno, ale Kergolaj pewnie do niej zakradnie się wnocy, albo tez przyjdzie którego wieczora, skryje się, a potem juz nie wyjdzie, chyba oświcie.Zresztą okna tam nie wysokie, zwłaszcza od ogrodu, taki rycerz jest jak linoskok,wdrapie się choćby na dach, zaś w razie niebezpieczeństwa na lada' sznurze spuści się z okna,a nawet i na równe nogi wyskoczy.A może się to juz stało?.Kundrat zamyślił się nad tem; ale ledwie trochę pomyślał,uderzył się ręką w czoło i zawołał; Ja głupi! Właśnie tez na mnie czekali! Oczywiście, ze siędo niej zakrada w nocy.To rzekłszy, porwał czapkę i pobiegł do Pachny.Było to juz przed samym wieczorem.Pachny nie było w domu, tem lepiej.Zaczem zawołał sobie jej pierwszą pannę służebną,zaciągnął ją do ogrodu i zaczął ją brać na konfesaty.Panna, dla niego ujęta, na wszystkie jegopytania uśmiechała się. Więc się nocą zakrada? zapytał Kundrat niecierpliwie więc jakże to robi?.Ot jakr- mówiła panna jak wszyscy.Jak stróże zawołają: Ostrożnie z ojgniem! panistaje w otwartem oknie swojej sypialni, on siedzi w krzakach w ogrodzie i jak panią obaczy,zbliża się chyłkiem do okna i po kołkach, co je sam ponabi- jał w ścianę, włazi do niej przezokno. - Oto zuchwalec! zawołał Kundrat właśnie jak złodziej.Jeszcze' i kołków ponabijałw ścianę i Cudzego domu.A potem co?Na to panna się zaczęła chichotać i rzekła: A potem przecie ja nie wiem.- Ale co potem?  mówił Kundrat, drepcąc nogami kiedyż znów ztamtąd wychodzi?i jak to robi?1 Zawsze przed świtem.Otworzy sobie okno, obejrzy' się na wszystkie strony, a potembuch w krzaki i koniec. Oto szelma! zawołał Kundrat czy słyszał kto kiedy o takich sztukachzłodziejskich! A tu jest proconsul nocturnus i sześćdziesięciu drabów trzymamy, ażebypilnowali, bezpieczeństwa kamienic.Buch w krzaki i koniec! A ja tob e powiadam, że na temnie koniec.Dam ja jemu buch w krzaki, ze sobie pradziadka przypomni.Tu panna się przestraszyła, mówiąc, ze gdyby Kundrat, uchowaj Boże! ją zdradził, tobyją na całe życie unieszczęśli^ił, Ale Kundrat ją uspokoił i potem się z nią jeszcze bardzodługo namawiał.A potem wyszedł i chodził długo jak błędna owca po ulicach, namyślając się mocno.Otohul- taj! mówił półgłosem do siebie, a przecie to a'luU terium in flagranti, a jeszcze do tego przed ślubem, o czem jeszcze nikt nigdy nie słyszał.Adulterium przed ślubem! to chyba tylko taki łotr Francuz coś podobnego wymyśli! Ale sąprzecie na to sądy duchowne.Tu stanął i spytał się siebie: Gdybym z tem poszedł doarcybiskupa, dałby mu łupnia.Ale potem się zastanowił, mówiąc: Do arcybiskupa? Niegłupim.To pąn zanadto prędki.Zaraz się gniewem unosi i zołnierzyśka stoją u niego naschodach.Niech tam idzie do niego kto inny.Ale jest przecie Frąc, to jego rzecz.Dla Frącamam nawet obowiązek wdzięczności, bo życie mi wyratował.Nie mogę przecie dopuścić,aby mu rogi przyprawiano, a jeszcze do tego przed ślubem.Na tę myśl się uśmiechnął, a rozważywszy rzecz głębiej, tak sobie mówił: Frącowi muszępowiedzieć, bom mu to winien.Jeżeli mu powiem, to Frąc tego Kergolaj owi nie daruje.Sąprz,ecie obydwa rycerze i o swój honor dbać muszą.Ani chybi, że się z sobą pobiją.Frąc,chłop jak niedzwiedz, pewnie Francuza zabije.Ja nic* na tem nie zyskam, ale przynajmniejpomszczę się na tym przeklętym Francuzie, co mnie w beczkę wpakował, a jeszcze i zimnąwodą mnie polał.Jezfeliby Francuz Niemca zamordował, to może byłoby lepiej.Ale nie.Boprzecie, jak się Frąc naocznie przekona, ze jego narzeczona go oszukuje, to juzci się z nią nieożeni.A wtedy Pachna.To rzekłzy, uśmiechnął się znowu, zatarł ręce z radości i poszedł poszukać Frąca.Znalazł go zaraz, bo wiedział, gdzie go ma szukać.Frąc siedział w piwiarni w Bazarze,już dobrze piwem nalany, ale właśnie co nowy garniec nadpoczął.Chociaż piwiarnia byłażołnierzami nabita, siedział sam jeden,, bo od czasu, jak został rycerzem, stał z rygoremniemieckim -na straży swego honoru i ludzi niższych rangą od siebie nieprzypuszczał do swojej poufałości.Z kupcem, nie mającym żadnej rangi, mógł się pobratać,chociaż go miał za stworzenie o wiele niższe od siebie.A potem, kupiec zawsze żołnierzowisię przyda.Kundrat siadł przy nim i najprzód dziękował mu po raz dziesiąty, ze na cmentarzutak dzielnie stanął w jego obronie.Frąc odpowiedział z godnością: 1|1  Nie masz za co dziękować, bo jest to obowiązekrycerski stawać w obronie niewinnych, cho- ciażeś ty na sztof zasłużył za to, ze chciałeśwywoływać dusze umarłych.Ty nie wiesz, jaka to straszna jest dusza ludzka, co błądzi nocąpo ziemi.Gdybyś był duszę obaczył, byłbyś tak samo umarł ze strachu, jak Kijas.%7ładenczłowiek podłej kon- dycyi widoku dusz nie wytrzyma, bo też i żołnierz nie łatwo do nich sięprzyzwyczaja [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl