[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. A więc, jak ci mówiłam podjęłaprzerwaną rozmowę z Markiem pracowałamnad sprawą tego Hockstettlera przez caływeekend.I w końcu udało mi się znalezćpewien precedens, który może przechylić szalęna naszą korzyść.Potrzebuję twojej rady, czywarto tym się dalej zajmować.Znalazłam to worzeczeniu w sprawie Farmington przeciwko.Skrępowana sytuacją, pozostała w holu,podczas gdy Melanie i Mark, w saloniku, znachylonymi blisko siebie głowami, zaczęlistudiować plik przyniesionych przez nią akt.Dobre samopoczucie Leah, podobnie jak melba,topniało w oczach.W Melanie Dean natychmiast rozpoznałaniebezpieczny gatunek kobiety.Nie chodziłotylko o to, że interesuje się ona Markiem jakomężczyzną co Leah natychmiast wyczuła.Również sposób, w jaki odniosła się do niej,boleśnie ją dotknął.Gdy tylko usłyszała słowo niania , nie próbowała nawet przystąpić doataku.Niania nie była dla niej konkurentką.Raczej czymś w rodzaju domowego mebla czykuchennego robota, przydatnego doprowadzenia domu, ale nie zasługującego nażadne dodatkowe względy.Skąd jednak w końcu wzięło się jejprzekonanie, że odgrywa tu jakąś ważniejsząrolę? Jest zaangażowaną pracowniczką i tyle.Ito bez względu na to, jak często Mark zapraszają na obiady, wyznaje jej jakieś rzeczydotyczące swojej przeszłości, śmieje się iżartuje z nią w kuchni.Chciała właśnie zapytaćpanią Bright, czy nie miałaby ochoty na lekkoroztopioną melbę, gdy usłyszała wołanie Marka. Leah! Przynieś tutaj te przysmaki! Boso przyczłapała do saloniku.Zdjął melbęz tacy. Lody? Melanie przecząco pokręciła głowąi przesunęła dłonią wzdłuż swej wciętej talii.Za dużo kalorii. No to więcej zostanie dla nas.Siadaj, Leah gestem ręki wskazał jej krzesło. Za minutękończymy.Leah poczuła, jak taksujące spojrzenieMelanie przesuwa się od jej nie uczesanychwłosów do bosych, opalonych stóp. Przepraszam, jeśli w czymś przeszkodziłam powiedziała ze złośliwym uśmiechem,zatrzymując wzrok na gołych nogach Leah.Mark podążył za jej spojrzeniem. Leah ma dziś dzień wolny. I spędza go tutaj? Z tobą? Każde słowowyrażało dezaprobatę.Mark zdawał się nie słyszeć pytania.Zebrałpapiery i wręczył je Melanie. Popracuj nad tym dalej.Niewykluczone, żeznalazłaś coś ciekawego.Zajrzę do tego jutrorano.Na pewno nie spróbujesz melby?Na odchodne Melanie rzuciła Leah wrogiespojrzenie.Mark odprowadził ją do drzwi, powrócił pochwili i nieporadnie się uśmiechnął. Panna Dean potrafi świetnie pracować.Dzień w dzień, po piętnaście godzin na dobę.Tojedyna osoba w biurze, która nigdy nie wyjdziez pracy, dopóki ja tam jestem. Wziął sobiemelbę i usiadł na kanapce. Czy coś się stało? spytał.Z pewnością zauważył, jak zaborczo iagresywnie zachowywała się ta kobieta.Napewno wie, że jest w nim zakochana! Nic się nie stało.Po prostu się zamyśliłam.Nie miej o to do niej pretensji powtarzałasobie Leah.Z tobą byłoby to samo, gdybyśznalazła się na jej miejscu.W milczeniu zjadłamelbę i odstawiła talerzyk na tacę. Strasznie się tu zrobiło cicho zauważyłkoleżeńskim tonem Mark. Może zagrałabyś wkarty? Dziękuję ci, ale chyba nie zagram.Poczułam się zmęczona skłamała i raczejpójdę się położyć.Czy jej się zdawało, czy rzeczywiście w jegoczarnych oczach dostrzegła błyskrozczarowania? Jak wolisz.A więc dobranoc, Leah. Dobranoc, Mark.Szła na górę i było jej żal, że rozpłynął sięgdzieś ciepły, przyjazny nastrój wieczoru.Gdyby wszystko ułożyło się inaczej! Aleniestety.Ona jest nianią, Mark Adams jest jejpracodawcą.I kropka.Leah otwierała jedną po drugiej szuflady wswojej łazience, a Ariana przyglądała się zzainteresowaniem jej bezskutecznymposzukiwaniom. Nie mogę znalezć pasty do zębów.Pożyczysz mi swoją? Zużyłam całą.Patrz! Ariana odsłoniła wuśmiechu rząd białych zębów. Piękne! Ale nie potrafię się obejść bezpasty.Będę musiała chyba pójść do tej małejdrogerii.Kupię pastę i zaraz wracam. Pójdę z tobą, dobrze? spytała z nadzieją wgłosie Ariana.Dzień jakoś im się dłużył.Mark wyszedł ranodo pracy, panią Bright bolała głowa i starały sięchodzić po domu na palcach i nie przeszkadzaćjej. Nie, kochanie.Twój brat mówi. Marka nie ma w domu. To prawda, ale to on ustanawia reguły, którenas obowiązują. Za dużo tych reguł!Leah dała się przekonać. Właściwie czemu nie miałabyś pójść.Totylko cztery przecznice stąd.Dasz radę dojść takdaleko? A co to są przecznice?Ta biedna siedemnastoletnia mieszkankamiasta nie znała nawet słowa przecznica!Naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Włóż tenisówki.Za pół godziny będziemyz powrotem.Pani Bright próbowała je zatrzymać. Co wy robicie? biadała, przykładając dogłowy zimny kompres. Pan Mark tego nieścierpi.Nie idzcie nigdzie. Marka nie ma w domu odpowiedziałaAriana. A my nie mamy pasty do zębów. Zostaw ją ze mną, Leah.Wez samochód.Proszę cię. Jest piękny dzień.Dobrze nam zrobi spacer.A pani sobie odpocznie. Jeśli zabierzesz to dziecko z domu, to tak siębędę denerwowała, że ani chwili nie odpocznę.Pan Mark. Już ja się będę nim martwić.Niech się panina chwilkę położy.Zaraz będziemy z powrotem.W końcu udało im się postawić na swoim.Pani Bright oparła głowę o poduszkę kanapy ina odchodne powiedziała: Pamiętaj, mówiłam, że się nie zgadzam. Dobrze. Leah wzięła Arianę za rękę.Chodz, kochanie.Ten spacer przez cztery przecznice był dlaAriany czymś takim, jak rejs dookoła świata. Co to jest? pytała bez przerwy, wskazującraz na lewo, raz na prawo. Samochód policyjny, chłopiec na wrotkach,amerykańska flaga.Nie widziałaś tegoprzedtem? pytała łagodnie Leah. Tylko w telewizji.O! Cent! Arianapodniosła miedziany pieniążek z chodnika itrzymała go w ręku jak cenny łup. Znalazłamcenta!Chciała zatrzymać się i dotknąć każdegoliścia, powąchać każdy kwiat, obejrzeć każdyznak drogowy.A jeszcze większe atrakcjeczekały na nią w drogerii.Leah zostawiła ją wkońcu przed gablotką, w której zainteresowałyją rozmaite szkła i pryzmaty.Gdy wróciłakupiwszy pastę, znalazła Arianę nadal stojącą wbezruchu w stanie absolutnego podziwu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]