[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Policja? To przecież policja wypuściła tego świra! - mówi wzburzona.- Może nie?Nie zrobią nic, żeby znalezć Benjamina.- Josef jest seryjnym mordercą, policja chce go znalezć i znajdzie, ale nie jestem głupi,wiem, że Benjamin się dla nich nie liczy, nie obchodzi ich, nie tak naprawdę, nie jak nas, niejak.- Przecież to właśnie mówię - przerywa mu zirytowana.- Joona Linna powiedział, że.- To przecież jego wina, to on namówił cię na hipnozę.Erik potrząsa głową i przełyka głośno ślinę.- To był mój wybór.- Tata zrobiłby wszystko.- mówi cicho Simone.- Chciałbym, żebyśmy razem przeanalizowali każdy najdrobniejszy szczegół, musimypomyśleć, potrzebujemy spokoju, żeby.- A co my, do diabła, możemy zrobić?! - krzyczy Simone.Zapada cisza.Erik słyszy, jak ktoś w pokoju obok przerzuca kanały w telewizji.Simone leży, nie patrząc na męża.- Musimy pomyśleć - odzywa się ostrożnie Erik.- Nie jestem pewien, czy to JosefEk.- Tobie już chyba całkiem odwaliło - przerywa mu Simone.Próbuje wstać z łóżka, ale nie ma siły.- Mogę coś powiedzieć? - pyta Erik.- Zamierzam zdobyć pistolet, a potem go znajdę.- Drzwi wejściowe były otwarte przez dwie noce z rzędu, ale.- Mówiłam ci - przerywa Simone.- Mówiłam, że ktoś był w mieszkaniu, ale mi nieuwierzyłeś, nigdy mi nie wierzysz, gdybyś tylko mi uwierzył, to.- Posłuchaj mnie - przerywa jej Erik.- Tej pierwszej nocy Josef Ek leżał w szpitalu, wswoim łóżku, więc nie mógł być u nas, nie mógł otworzyć lodówki, to niemożliwe.Simone nie słucha, usiłuje wstać.Jęczy ze złością, ale udaje się jej podejść do wąskiejszafy, w której wiszą jej ubrania.Erik stoi obok, nie pomagając jej, patrzy, jak ubiera siędrżącymi rękami.Słyszy, jak klnie pod nosem.24Sobota wieczorem, dwunasty grudnia Jest już wieczór, kiedy Erikowi w końcu udajesię wypisać Simone ze szpitala.W mieszkaniu panuje chaos - pościel wywleczona do przedpokoju, zapalone światła,cieknąca z kranu w łazience woda, porozrzucane buty, telefon ciśnięty na parkiet, leżące obokbaterie.Erik i Simon e rozglądają się wokół z potwornym, ściskającym w dołku uczuciem, żecoś nieodwołalnie stracili.Przedmioty stały się obce, bez znaczenia.Simone podnosi krzesło, siada na nim i zaczyna ściągać kozaki.Erik zakręca kran włazience i idzie do pokoju Benjamina.Patrzy na pomalowany na czerwono blat biurka.Podręczniki przy komputerze, oprawione w szary papier.Na korkowej tablicy wisi jego własne zdjęcie z czasów Ugandy, na którym jestuśmiechnięty i opalony, a ręce trzyma w kieszeniach lekarskiego fartucha.Erik dotyka lekkodżinsów syna, przewieszonych przez krzesło razem z czarną bluzą.Wraca do dużego pokoju.Widzi, jak Simone wkłada baterie do telefonu i jak zaczynawybierać numer.- Do kogo dzwonisz?- Do taty - odpowiada.- Możesz z tym chwilę poczekać?Simon e pozwala odebrać sobie telefon.- Co chcesz powiedzieć? - pyta głosem, w którym słychać zmęczenie.- Nie mam siły na spotkanie z Kennetem, nie teraz, nie.Milknie, odkłada telefon na stół i przeciąga dłonią po twarzy, po czym mówi dalej:- Czy możesz uszanować to, że nie chcę wszystkiego, co mam, powierzać w ręcetwojego ojca?- Czy możesz uszanować to, że.- Daj spokój - przerywa jej.Simone patrzy na niego z urazą.- Sixan, trochę trudno jest mi zebrać myśli w tej chwili.Sam nie wiem, chce mi się krzyczeć, czy co.Nie mam siły znosić twojego ojca wpobliżu.- Skończyłeś? - pyta Simone, wyciągając rękę po telefon.- Chodzi o nasze dziecko - mówi Erik.Simone kiwa głową.- Czy może tak być? Czy możemy się na nim skupić? - ciągnie Erik.- Chcę, żebyśmyposzukali Benjamina, ty i ja.wspólnie z policją, dokładnie tak, jak powinno być.- Potrzebuję taty - mówi Simone.- A ja potrzebuję ciebie.- W to akurat nie wierzę.- Dlaczego.- Dlatego, że ty tylko chcesz mi mówić, co mam robić - przerywa mu Simone.Erik okrąża pokój, staje.- Twój ojciec jest na emeryturze, nic nie może zrobić.- Ma kontakty.- Tak mu się wydaje, wydaje mu się, że ma kontakty, wydaje mu się, że nadal jestkomisarzem, ale tak naprawdę jest zwykłym emerytem.- Nie wiesz.- Benjamin to nie hobby - wpada jej w słowo Erik.- Mam gdzieś twoje zdanie.Simone patrzy na telefon.- Jeśli on tu przyjedzie, ja nie zostanę.- Nie rób tego - mówi cicho Simone.- Chcesz, żeby tu przyjechał i powiedział ci, że popełniłem błąd, że wszystko to mojawina, dokładnie jak wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się o chorobie Benjamina. Wszystko to wina Erika , rozumiem, że to dla ciebie wygodne, ale dla mnie.- Ale z ciebie ględa - przerywa mu z uśmiechem Simone.- Jeśli on tu przyjdzie, ja wychodzę.- Mam to w dupie - stwierdza Simone, nie ustępując.Opadają mu ręce.Simone odwraca się bokiem, wystukuje numer.- Nie rób tego - prosi Erik.Nawet na niego nie patrzy.Erik wie, że nie może tu zostać.Nie ma mowy, żeby był wmieszkaniu, kiedy przyjdzie Kennet.Rozgląda się wokół.Nie widzi niczego, co by chciał zesobą zabrać.W ciszy rozbrzmiewają sygnały, Erik widzi na policzkach Simone drżący cieńrzęs.- Do diabła z tobą - mówi i wychodzi do przed - pokoju.Zakładając buty, słyszy, jak Simone rozmawia z Kennetem.Z płaczem prosi, żebyprzyjechał, jak najszybciej może.Erik zdejmuje kurtkę z wieszaka, wychodzi z mieszkania,zatrzaskuje drzwi i przekręca klucz w zamku.Schodzi po schodach, zatrzymuje się, myśli, żemoże powinien wrócić i coś powiedzieć, wytłumaczyć jej, że to niesprawiedliwe, że to jegodom, jego syn, jego życie.- Do diabła - mówi cicho, idzie do bramy i wychodzi na ciemną ulicę.*Simone stoi w oknie i widzi odbicie swej twarzy jako przezroczysty cień wciemnościach wieczoru.Na widok ojca parkującego swojego starego nissana primerę wzdłużinnych samochodów z trudem powstrzymuje szloch
[ Pobierz całość w formacie PDF ]