[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Byłam skonana.Ból w barku powrócił, chyba z powodu zbyt długiego siedzenia w jednejpozycji.Szłam najszybciej, jak mogłam, wzdłuż Belmont do Halsted.Lincoln Avenuekrzyżuje się z Belmont pod kątem ostrym i po południowej stronie ulicy leży trójkątny obszarziejący ohydną pustką.Zciskałam w dłoni swoje klucze, wbijając wzrok w tamtejsze zarośla.Przed drzwiami frontowymi mojego domu rozejrzałam się wokół uważnie, szukającczegokolwiek, co by odstawało od normy.Nie chciałam zostać czwartą ofiarą tegozdumiewająco skutecznego mordercy.Troje studentów z DePaul wynajmowało apartament na drugim piętrze.Kiedy szłam poschodach, jedna z dziewczyn wychyliła głowę zza drzwi. Ach, to pani powiedziała.Wyszła na klatkę schodową, a za nią dwojewspółmieszkańców, dziewczyna i chłopak.Podekscytowani, opowiadali jedno przez drugie,że godzinę temu ktoś próbował się do mnie włamać.Jakiś mężczyzna zadzwonił do nichdomofonem.Kiedy go wpuścili, mijając ich drzwi poszedł na trzecie piętro. Powiedzieliśmy mu, że nie ma cię w domu opowiadała jedna z kobiet. Ale niezwrócił na to uwagi.Chwilę potem usłyszeliśmy odgłosy takie, jakby próbował wyważyćdrzwi.Więc złapaliśmy nóż kuchenny i dalej za nim. O Boże powiedziałam.Mógł was pozabijać.Czemu nie wezwaliście policji?Jedna z nich wzruszyła kościstymi ramionami w podkoszulku z napisem Błękitny Szatan. Było nas troje, a on jeden.Poza tym, znasz gliniarzy.W tej okolicy nigdy nie zjawiająsię na czas.Zapytałam, czy mogliby opisać intruza.Był chudy, ale wydawał się żylasty.Miał natwarzy gogle narciarskie, które nastraszyły ich bardziej niż cała reszta.Kiedy zobaczył, żenadchodzą, upuścił dłuto i zbiegł po schodach na ulicę.Nie próbowali go ścigać, za co byłamim wdzięczna.Nie chciałam, by ktoś ich przeze mnie poturbował.Podali mi dłuto, drogie narzędzie od Sorby ego.Podziękowałam im wylewnie izaprosiłam wszystkich troje do siebie na jednego małego przed snem.Byli ciekawi mnie iprzyszli z ochotą.Zaserwowałam im Martella w moich odziedziczonych po matce kieliszkachz czerwonego weneckiego szkła i udzieliłam odpowiedzi na ich entuzjastyczne zapytania otryb życia prywatnego detektywa.Wydało mi się to skromnym ekwiwalentem za uchronieniemego apartamentu, a pewnie i mnie samej, przed nocnym intruzem.Rozdział 23Dom żałobyNazajutrz obudziłam się wczesnym rankiem.Pechowy włamywacz przekonał mnie, żepowinnam przyspieszyć śledztwo, zanim przydarzy mi się następny wypadek.Nadal byłamzła na Bobby ego.Próby włamania nie zgłosiłam.I tak potraktowaliby to jako jeszcze jednąchęć zaboru mienia z włamaniem.Podczas pierwszego biegu po wypadku do Belmont Harbor i z powrotem czułam siębardzo niepewnie.Zaliczyłam tylko dwie mile zamiast zwykłych pięciu, a i tyle wystarczyło,bym zziajała się jak pies.Jak suka z przetrąconym barkiem.Wzięłam długi tusz i wtarłamnieco olejku ze skorupiaków w moje obolałe mięśnie.Zrobiłam staranny przegląd omegi.Wszystko zdawało się pracować jak należy.Nikt nieuwiązał laski dynamitu do kabla akumulatora.Nawet nie spiesząc się specjalnie z gimnastykąi solidnym śniadaniem, byłam w trasie już przed dziewiątą.Pogwizdywałam z cicha Apresun reve Fauresa kierując się do Loopu.Zatrzymałam się najpierw przy Biurze Hipotecznymw Ratuszu.Odnalazłam niezajęty licznik przy parkingu na Madison Street i wrzuciłam ćwierćdolara.Pół godziny powinno mi wystarczyć.W Biurze Hipotecznym rejestruje się tytuły własności budynków stojących w Chicago.Amoże i w całym księstwie Cork.Jak wszystkie biura miejskie i to było przeludnioneurzędnikami zatrudnionymi ze względów charytatywnych.Henry Ford mógłby przyjrzeć siębiurom władz miejskich, by wreszcie dowiedzieć się czegoś istotnego na temat optymalnegopodziału pracy.Otrzymałam kwestionariusz do wypełnienia.Wpisałam do niego adres PaigeCarrington przy Astor Street, wzięty z notesu Dum-Dum.Wypełniony formularz powędrowałdo innego urzędnika, który ostemplował go datownikiem i przekazał czarnemu olbrzymowisiedzącemu w jakiejś klatce.Ten z kolei odesłał kwestionariusz do jednego z licznychposłańców, których zadanie polegało na odnajdywaniu potrzebnych ksiąg hipotecznych ipodawaniu ich oczekującym podatnikom.Wraz z resztą klienteli stałam za porzniętą drewnianą ladą, oczekując, aż dostarczą mitom, którego potrzebowałam.Wykonawca mego zamówienia okazał się mężczyznąnieoczekiwanie życzliwym.Urzędnicy miejscy zazwyczaj zdają się współzawodniczyć o tytułnajsprawniejszego oprawcy klientów.Ten znalazł dla mnie w grubej księdze zapis, któregoszukałam, i pokazał mi, jak go odczytać.Paige zajmowała całe piętro w zaadaptowanym na apartamenty budynku postawionym w1923 roku.Wpisy wykazywały, że o tytuł własności do tego gruntu toczył się spór już odroku 1854.Do 1978 roku dom był własnością Banku Harrisa.Zakupił go wówczas JayFeldspar, znany w Chicago przedsiębiorca budowlany, po czym budynek zostałzmodernizowany i przekształcony w blok mieszkań własnościowych
[ Pobierz całość w formacie PDF ]