[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale daremnie byśusiłowała zohydzić, skazić jeden choćby rys twarzy człowieka, którego inni darzyli miłością iszacunkiem.Co z tego, że ręka stężała i opadła bezwładnie? Co z tego, że tętno ucichło i sercebić przestało? To jedno jest ważne, że ręka ta była hojna, innym pomocna, że serce to było od-ważne i czułe, i pełne miłości, że było sercem człowieczym.O, śmierci, uderz, zadaj cios! Prze-konasz się, że z rany wytrysną dobre uczynki, owe nasiona nieśmiertelnego życia na ziemi.Nikt tych słów nie wypowiedział, a Scrooge spoglądając na łóżko słyszał je wyraznie. Gdybyten człowiek ożył zastanawiał się Scrooge  jakie uczucie pierwsze by się w nim zbudziło?Chciwość, bezwzględność, pragnienie zysku? Piękny zaiste zgotowały mu one koniec!Leżał samotny w pustym, ciemnym domu i nie było przy nim nikogo, kto by powiedział: Ongiś zaznałem dobroci tego człowieka, więc przez pamięć na jedno jego życzliwe słowonie poskąpię mu dobrych myśli.Kot drapał do drzwi, gdzieś pod paleniskiem kominka chro-botały szczury.Czego one chcą w izbie śmierci, czemu są tak niespokojne i podniecone?Scrooge nie śmiał szukać odpowiedzi na te pytania. Duchu  rzekł. Straszno tu.Ufaj mi, że gdy wyjdę stąd, nie zapomnę nauki, jakiej mi tuudzielono.Chodzmy więc.Duch gestem ręki nieruchomej wskazywał mu wciąż głowę trupa. Rozumiem, duchu  jęknął Scrooge  i zrobiłbym to, gdybym tylko mógł.Ale brak misił, duchu.Brak mi sił.Scrooge znowu odniósł wrażenie, że duch na niego spogląda. O duchu, jeżeli jest w Londynie ktoś, kogo śmierć tego człowieka poruszyła  zawołałScrooge w najwyższej udręce  pokaż mi go, duchu.Błagam cię, pokaż mi go!45 Duch rozpostarł przed nim swój całun niczym czarne skrzydła, a gdy go po chwili opuścił,noc zmieniła się w dzień i Scrooge ujrzał pokój, w nim zaś kobietę z kilkorgiem dzieci.Kobieta oczekiwała snadz kogoś z wielką niecierpliwością, albowiem to przechadzała siępo pokoju, to wyglądała przez okno, podskakiwała słysząc szmer najlżejszy, spoglądała nazegar, daremnie usiłowała zająć się szyciem i zaledwie znieść mogła bez gniewu wesołyszczebiot rozbawionych dzieci.Wreszcie rozległo się z dawna oczekiwane pukanie.Kobieta pobiegła otworzyć drzwi.Wszedł jej mąż, mężczyzna młody jeszcze, lecz o twarzy znużonej i stroskanej.Teraz w ry-sach jego czaił się jakiś szczególny wyraz  jak gdyby radość ogromna, której się wstydził iktórą usiłował pohamować.Zasiadł do obiadu, który schowany dla niego grzał się na kominie.A gdy po długiej chwilimilczenia żona spytała go nieśmiało, jakie przyniósł nowiny, mężczyzna wydawał się wielcezakłopotany. Dobre czy też złe?  podsunęła starając się mu pomóc. Złe  odparł. A więc czeka nas ruina? Nie, Karolino.Mamy jeszcze nadzieję ratunku. Jeżeli on okazał nam litość  zawołała zdumiona  jesteśmy uratowani.Nie ma rzeczyniemożliwej na świecie, jeżeli on się nad nami zlitował. Za pózno już, aby on mógł się nad kimkolwiek zlitować  odparł mąż. Ten człowiekumarł.Jeżeli twarz kobiety nie kłamała, była ona stworzeniem zacnym i łagodnym.Mimo to sło-wa męża przyjęła z radosną wdzięcznością, której też nie omieszkała wyrazić w słowach.Jużw następnej chwili zdjęta skruchą prosiła Boga o przebaczenie.Ale ów pierwszy jej odruchbył szczery. Jak widzisz, ta na pół pijana kobieta, o której wspominałem ci wczoraj, powiedziała miprawdę, kiedy usiłowałem dostać się do niego, aby go prosić o tydzień zwłoki.Myślałem, żeto zwykły wykręt, że po prostu chce się mnie pozbyć.A tymczasem on wtedy nie tylko byłbardzo chory, ale wręcz umierał. Kto przejmie teraz nasz dług?  spytała. Nie wiem, ale zanim to nastąpi, zdobędziemy pieniądze.A jeżeli nawet nie uda nam sięzgromadzić całej sumy, musiałoby to być szczególnie niepomyślne zrządzenie losu, gdybyjego spadkobierca okazał się równie niemiłosiernym wierzycielem.Możemy dzisiaj spać spo-kojnie, Karolino.Tak, choćby nie wiem jak starali się pohamować to uczucie, ulgę odczuli ogromną.Powe-selały nawet twarzyczki dzieci, które obstąpiły rodziców i w milczeniu przysłuchiwały sięmało dla nich zrozumiałej rozmowie.Tak więc śmierć tego człowieka wniosła odrobinęszczęścia do ich domu.Duch mógł pokazać Scrooge owi jedno tylko uczucie, jakie zgon ówzbudził w ludzkim sercu  uczucie ukontentowania. Pokaż mi, duchu  ozwał się Scrooge  jakieś uczucia tkliwe, obudzone czyjąś śmiercią,bo inaczej owa posępna izba, którąśmy niedawno opuścili, zawsze będzie mi stała przedoczyma.Duch powiódł go przez dobrze mu znane ulice.Gdy szli, Scrooge spoglądał to tu, to tam,szukając wzrokiem siebie, ale nigdzie nie dojrzał swej postaci.Weszli do domu biednego Bo-ba Cratchita, do tego samego pokoju, w którym Scrooge był już kiedyś.Zastali tam paniąCratchit z dziećmi, siedzieli wszyscy w pobliżu kominka.Jakże tu cicho, jak bardzo cicho.Hałaśliwa zwykle para młodszych Cratchitów, braciszek isiostrzyczka, siedzą w kącie pokoju, nieruchomo, niczym dwie małe statuetki, i wpatrują sięw Piotra schylonego nad książką.Matka i córki zajęte są szyciem, ale i one zachowują sięniezwykle spokojnie.46  Powołał do siebie dziecię i posadził je między anioły.Scrooge słyszał już gdzieś te słowa.Przecież nie mogło to być jeno przywidzenie.Zapew-ne odczytywał je na głos, kiedy on wraz z duchem przekraczali próg domu.Ale dlaczegoPiotr nie czyta dalej?Matka położyła robotę na stole i ukryła twarz w dłoniach. Oczy mnie rozbolały od tej czerni  rzekła.Od czerni? Ach, biedny Maleńki Tim. Już mi przeszło  dodała po chwili. Od pracy przy świecach zaczerwieniły mi się oczy,a nie chciałabym, żeby to ojciec zobaczył.Chyba wróci niedługo. Powinien być już w domu  ozwał się Piotr zamykając książkę. Ale wydaje mi się,mateczko, że od kilku dni ojciec chodzi trochę wolniej i wraca trochę pózniej do domu.Umilkli i znowu zapanowała cisza.W końcu matka odezwała się głosem spokojnym i po-godnym, który raz tylko zadrżał. A ja pamiętam, jak chodził szybko z., pamiętam, jak chodził szybko z Maleńkim Ti-mem na plecach. Ja też pamiętam  zawołał Piotr. I to jak często! Ja też pamiętam  zawtórowało któreś z dzieci.Wszyscy kolejno powtórzyli te samesłowa. Ale Maleńki Tim taki był lekki  ciągnęła pani Cratchit, pochylając się nisko nad robotą a ojciec tak bardzo go kochał, że wcale nie czuł jego ciężaru [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl