[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Rozumie się rzekł Julian. Czy zechcą przybyć, czy nie, to nie naszarzecz.prosić możemy. Miło by mi było im pokazać jak my przyjąć umiemy, i jak, choć na wsi,można wszelkim wymaganiom najwykwintniejszym zadość uczynić.Julian potakująco się uśmiechnął. Obudzimy zazdrość, ale o to mniejsza, każdy się swoją piędzią mierzyćpowinien.Pan Julian otrzymał pozwolenie, ale warunki były jeszcze przedmiotem długichnarad.Miał "nudny" ks.Zaręba, bo go tu tak zwano, towarzyszyć Sędziemu?Zdawało się to nieuniknionym.P.Julianowa obstawała przy tym, ażeby rodzicom ułatwiając spędzenie dniawedle ich zwyczaju, dla ogółu gości śniadania i obiady dawać w godzinacheuropejskich.Co do kuchni, ta się wcale me miała zastosowywać do formułKonrada, i t.p.%7łądała pani, aby apartamenta dla gości były jak najobszerniejszei jak najzbytkowniej przygotowane, i t.p.Julian się zgadzał na wszystko.Na ostatek wypadło rozwiązać i to pytanie, czy syn miał sam jechać ojca i matkęzapraszać, czy listem się ograniczyć.Ale list, nie mógł zrobić najmniejszego wrażenia, a Julian chciał rodziców mieću siebie.Była to może fantazja, ale uparta.Raz mężowi dawszy upoważnienie do działania, pani Helena zdała wszystko naniego i zabawiała się znowu wychowywaniem Wandalinka.który, jak sięzdaje, nie potrzebował nauki, i z życiem dostatecznie był obeznany.To wczesnezepsucie zdawało się bawić panią Julianowę.Ponieważ na św.Jan już za pózno było w tym roku zapraszać, postanowił panJulian sam bez żony, jechać na imieniny i ojca do siebie na połowę lipca,urodziny żony zaprosić.Zw.Jan nie obiecywał się teraz tak uroczyście, z rodziny tylko jedenBronisław i to sam miał się znajdować w Wólce.Lola była trochę chora.Mecenas wolał przybiec pózniej i składał się jakimś pilnym interesem.Sąsiedziza to w wielkim obiecywali się komplecie.Przyjechawszy w wigilię p.Julian nie tracąc czasu udał się do matki, jej sięzwierzając, że i on i żona za dowód największy łaski żądają odwiedzeniaChrzanowa.Przedstawiał on to jako niemal konieczność, ażeby ludziefałszywych wniosków nie wyciągali o preferencjach rodziców dlaBronisławowstwa i t.p.Mocno się skłopotała Sędzina, przewidując trudności, Julian nalegał.Szczęściem Sędzia był zupełnie zdrów, a Julian wszelkie możliwe ułatwienia idogodności ze swej strony przyrzekał.Sercu matki przykro było pokrzywdzićnawet pozornie jedno z dzieci.Zarazem pan Julian, zapraszając ks.Zarembę, starał się go ująć sobie, aby onpopierał sprawę. Jeżeli rodzice uszczęśliwili Bronisławowstwo tak długim pobytem rzekł niechże nam nie odmawiają pobłogosławić nasze gniazdo, którego wcale nieznają.My do tego błogosławieństwa największą przywiązujemy wagę.To mówiąc.Julian, który wraz z żoną był bardzo pobożny, gdyż ortodoksjastawała się modną, pocałował w rękę ks.Zarębę.On, znajdował życzenie tosłusznym i przyrzekał je popierać.Sędzia gdy z tym syn wystąpił, w początkach się uląkł, opierał ale w końcurozczulił, i dał się przekonać, że rzecz była potrzebna, słuszna i możliwa. Widzisz, Bronisławie szepnął stary wieczorem do niego coś ty mnienarobił wyciągając do Warszawy, teraz muszę Julianowstwo odwiedzić, a tylkoco nie widać jak Sabina tego samego zażąda, no, i będzie miała prawo.A mojestare kości.Radca znajdował, że ojcu ruch nie mógł zaszkodzić, a Warszawa była po drodzedla spoczynku, gdzie oni na rodziców czekać mieli.Tegoż dnia z Wólki Julian napisał list do żony donosząc jej.że negocjacjeszczęśliwie doprowadzone zostały do skutku.Kilka tygodni czasu mieli państwo Julianowstwo do przygotowania się, któreprzy tak zasobnym we wszystko domu, ani połowy ich nie wymagało.Do gościtegorocznych należeli oba Kunaszewscy, stary bowiem już mieszkał u wnuka iodmłodniał w tym bycie niezależnym, a jako galicjanin nawet strój zmienił.Nabrał powagi, śmiałości i dawni sąsiedzi Wólki, którzy go w starej kapociewidywali, bawili się tą metamorfozą.Pana Floriana przyciągnęła tu Justysia.Zaczynało być widocznym, iżmłodzieniec nie obojętnym na nią patrzył okiem, ale Sędzina jakby naumyślnie,przy nim powtarzała ciągle z naciskiem iż Justysia była dzieckiem, i że przedskończonym dwudziestym rokiem żadnej panienki za mąż wydawać nie życzyłai t.p.Czy w istocie było to jej przekonaniem, rzeczą jest wątpliwą.Sędzina w tensposób usiłowała chłopca, choć się jej podobał, trochę zrazić i odsunąć, będącujętą przez mecenasa, który dał do zrozumienia matce, że na Justynę rachuje.Interes syna i szczęście, które mu miała zapewnić jej wychowanka, bliższe byłysercu matki, niż młode, nieznajomego, majętnego kawalera, któremu łatwo siębyło dobrze ożenić.W wieku pani Sędzinej mało się zważa na miłostki,sympatie, na zakochania, gdy inne warunki szczęścia są zapewnione.Rachowałana to, że mecenas będzie mężem wzorowym, a Justysia najlepszą żoną, i że omłodziku, który pewnie znowu tak się w niej nie kochał zapalczywie zapomni.W istocie między skromniuchną, cichą Justysią a żywym i wesołymKunaszewskim, choć sobie tego inaczej jak oczyma powiedzieć nie mogli nigdy miłość od pierwszego powzięta wejrzenia rosła i coraz się krzepiła.Sierotkamówiła sobie, że, ponieważ Kunaszewski się z nią żenić nie może (tak sądziła),ona nigdy za nikogo nie wyjdzie.Florian się zaprzysięgał, że choćby nie wiemwiele lat miał na nią czekać i dobijać się jej było najtrudniej pozyskać jąmusi.Sędzina teraz mając już podejrzenie zalotów, starała się nieznacznieprzeszkadzać poufałym rozmowom i dłuższym spotkaniom.Ale w sam dzieńZw.Jana było tak wiele gości.Justysia tak ciągle biegać musiała, a Florian nanią czatował tak umiejętnie, stając na przesmykach, że kilka razy odkradłchwilkę, przez nikogo nie spostrzeżony.Po obiedzie, gdy pani Sędzina była mocno zajętą, skorzystał Kunaszewski ztego i pochwycił Justysię na rozmowę nieco dłuższą. Nie chciała mi pani wierzyć, rzekł gdym się na Zw.Jan obiecywał, asłowa dotrzymałem, wstyd mi tylko przyznać, że nie dla św.Jana, ale wcale zinnej pobudki.Justysia się zarumieniła. Gdyby mi wolno było.częściej bym do Wólki zaglądał dodał. Ale panu tego nikt zabronić nie może, państwo tak mile go widzą oboje chłodno opowiedziała Justysia. Pani Sędzina niekoniecznie może widzi mnie miłym okiem rozśmiał się P.Florian ale mi nie wolno wytłumaczyć dlaczego, mnie o tym objaśniła zacnapani Podkomorzyna.(Ociemniała rezydentka brała stronę młodego Kunaszewskiego).Justysia dobrze rozumiała co to znaczyć miało, ale musiała udawać, iż się niedomyśla. Niech mi panna Justyna doda odwagi odezwał się Florian. Ja? panu! podnosząc oczki zapytało dziewczę, ale zdaje mi się, że panuna niej nie zbywa, a zwykle mężczyzni jej kobietom raczej dodają, niżprzeciwnie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]