[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Maria Bunda, matka Eryka powiedziała, że tamtegodnia jakaś kobieta w czerwonym samochodzie przyjechała po jej syna.To nie była Klaudia.To była pani.- Mój ojciec.To on porwał Klaudię.Szukałam jej długo.Którejś nocy zadzwoniła do mnie.Powiedziała, że jestuwięziona w jakiejś wiejskiej chałupie.Zapytałam ją o tomiejsce.Nie wiedziała, gdzie się znajduje.Jedyne, co wskazała,to dziwaczną budowlę w lesie, która była w kształcie piramidy.Mijali ją, jadąc samochodem.Skąd w Polsce piramida?, po-myślałam.W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że jąwywiózł za granicę.Ale potem udało jej się na chwilę połączyćze mną ponownie.Skorzystała z nieuwagi ochroniarza.Opisałateren jako typowo polski.Lasy, rzeka, jezioro.Zaczęłam wypytywać wszystkich o takiemiejsca z dziwną budowlą.Eryk robił to samo.Któregoś dniadowiedziałam się, że w Rapie stoi piramida.Wszystkopasowało, odległość, okolica, którą opisała Klaudia.Wyruszyliśmy z Erykiem najszybciej jak się dało.- Dlaczego nie poszła pani z tym na policję?- Z tego samego powodu, dla którego ukrywałam się wfałszywym mieszkaniu.Bałam się ludzi ojca.Pan ich zna.Odczasu porwania Klaudii ukrywałam się.Nawet teraz.- A po co ten cyrk ze zdjęciami na ścianie?- %7łeby pana bardziej w tę sprawę zaangażować.- To akurat się pani udało.- A zdjęcia pochodzą z szuflady Klaudii.On ją opętał.Doprowadził na skraj szaleństwa.Kiedy się zbuntowała -porwał.Boję się o jej życie.- Do tego nie potrzeba było wymyślać całego teatru.- Być może.Szaleństwo ojca jest czasami zarazliwe.Jużnikomu nie ufam.Przenoszę się z miejsca na miejsce.Tomieszkanie wynajął dla mnie Eryk.Tak było bezpieczniej.Czynie brzmiałoby to podejrzanie, gdybym powiedziała panu, że jewynajmuję?- Powiedzmy, że na razie ta opowieść ma sens.Co było dalej?Dlaczego Eryk popełnił samobójstwo? Czyją krew miał narękach w chwili zatrzymania?Cecylia przechyliła kieliszek.Kiedy wypiła, podsunęła pustyPawłowi.Bez słowa nalał jej do pełna. - Kierowałam, Całą drogę rozmawialiśmy o tym, jak uwolnićmoją córkę, kiedy ją odnajdziemy.Dotarliśmy do tej całejpiramidy po dwóch godzinach jazdy.Zostawiliśmy samochódprzy drodze.Odległość do piramidy pokonaliśmy pieszo.Namiejscu nie było nikogo.Nie wiem, skąd brała się nasza pew-ność, że moja córka właśnie tam przebywa? Przecież onapowiedziała, że tylko przejeżdżała obok tej budowli.Ale proszęnas zrozumieć.Każdy ślad był dla nas ważny.To Eryk odkryłzwłoki.Zajrzał przez kraty do wnętrza.Widziałam, jak robi sięblady.Ruszyłam w jego kierunku.Odciągał mnie siłą.Wy-rwałam się mu i wtedy to zobaczyłam.Ludzkie ciało.Zwęglone.Nie do identyfikacji.Wpadłam w rozpacz.Byłam pewna, że tomoja Klaudia.Zamordował ją i spalił.Nie wiem, co się potemdziało.Chciałam wyrwać te kraty.Ale czym? Jak? Eryk był wjeszcze gorszym stanie.Padł na trawę i wył.Gdyby pan wtedysłyszał ten jego pełen rozpaczy krzyk! Ptaki zrywały się z drzew.To ja pomyślałam, żeby ruszyć do wsi po pomoc.Wsiadłam zakierownicę.Drogi nie pamiętam.Nagle pojawił się na drodzejakiś człowiek.Chyba go potrąciłam.Potem poczułam ude-rzenie, ból.- To nie Eryk siedział za kierownicą? Teraz już wszystkorozumiem.- Mam tę samą grupę krwi, co ojciec.O pomyłkę nietrudno.Najwidoczniej policja uznała, że to jego krew jest na ubraniuEryka.Cecylia patrzyła w oczy Werensa.W milczeniu podwinęłarękaw żakietu.Jej przedramię było owinięte bandażem.Zaczęła go rozwijać.Werens wyciągnął roztrzęsioną dłoń.- Proszę przestać! Wierzę pani! - Zakrył dłońmi twarz.- Eryk powiedział, żebym uciekała.Wziął to wszystko nasiebie.Wytłumaczył mi, że ojciec łatwo mnie odnajdzie, kiedybędę w rękach policji.- To straszne, ale miał rację.Pani ojciec miał wiele kontaktów- powiedział Werens i spojrzał na nią ze współczuciem.- Eryknie wiedział, że w piramidzie znalazł zwłoki prześladowcy.Gdyby wtedy znał prawdę.- Zmierć Eryka to moja wielka tragedia.Powinnam była zostać na miejscu wypadku, Eryk nie trafiłby do aresztu.%7łyłbydzisiaj.Zmierć Klaudii załamała go.Odebrał sobie życie.- Ale Klaudia żyje.- Wtedy był przekonany, że jest inaczej.Widział na własneoczy zwęglone ciało.Werens nie wiedział, co ma powiedzieć.Niesłuszniepodejrzewał tę nieszczęśliwą kobietę.Całe życie prześladował jądespotyczny ojciec.Czuła się współwinna samobójczej śmiercichłopaka swojej córki.I gdzie teraz ta jej córka przebywała?Werensowi przychodziły do głowy najczarniejsze scenariusze.Montalto mógł ją przetrzymywać wszędzie.Teraz, kiedy nie żył,była sama ze swoją rozpaczą.Kto wie, czy nie siedzi związana wjakiejś piwnicy, bez wody i żywności.Jej czas kończył się dużoszybciej niż stojąca przed Werensem butelka wina.Czuł, jakpłoną mu policzki, kiedy pomyślał, w jaki sposób przywitał się ztą kobietą.Odstawił kieliszek i powiedział:- Jak mogę pani pomóc?Oczy Cecylii na moment rozbłysły.Z torebki wyciągnęłaniewielką karteczkę.Podsunęła ją Werensowi.Zerknął nakremowy, elegancki papier.Znajdowało się na nim jednonazwisko.- Ten człowiek to bliski współpracownik mojego ojca.Możebyć zamieszany w jej porwanie.Znalazłam jego nazwisko wrzeczach córki, kiedy jeszcze była zafascynowana dziadkiem.Werens wziął w palce kartkę.Oglądał ją w skupieniu.Wreszcie głośno odczytał:- Wiktor Musz.Schował karteczkę do portfela.Cecylia patrzyła z uwagą najego ruchy.Jakby bała się, że nazwisko współpracownika ojcazawieruszy się wśród kilkunastu wizytówek, jakie dostrzegła wprzegródkach ładnego, skórzanego portfela.Wstali prawierównocześnie.Podali sobie dłonie.Palce kobiety były bardzozimne.Jakby chłód, który wypełnił jej duszę, rozlał się i naciało.Wyszła, zostawiając go samego.Pomyślał, że zapomniałzadać jej kilku pytań.Chciał wybiec za nią, ale po namyślezrezygnował.Zapłacił za wino, którego aksamitny smak z nutąkawową czuł na języku jeszcze podczas drogi do domu.Idąc zaśnieżonymi ulicami, szukał odpowiedzi na trzy podstawowepytania.Pierwsze było następujące: Gdzie jest teraz Klaudia?Drugie: Czy to Wiktor Musz na zlecenie Szuberta ją porwał?Trzecie zaś nasuwało się od początku całej tej sprawy.Kto zkolei zabił Szuberta? Werens czuł, że znalezienie mordercymoże doprowadzić go do Klaudii.***Po wyjściu Werensa na spotkanie z Cecylią Garde Lenazostała sama w jego mieszkaniu.Co prawda był jeszcze Kort,ale pies nie był zainteresowany bliższymi kontaktami.Ożywiałsię tylko w chwili, gdy Lena ruszała do kuchni.Liczył wówczasna jakiś smaczny kąsek i razno maszerował za nogami kobiety.Lena robiła sobie kolejną herbatę i wracała na kanapę.Okrytakocem bezmyślnie przerzucała pilotem kanały telewizyjne.Byłyświęta, a zatem repertuar w tym czasie nie należał doszczególnie ciekawych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl