[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I całe góry kwitły żółtym trójlistnikiem, a pyłek unosił się na wodzie&  Niczego takiego nie ma  wyraznie powiedział Auks. Dla& dla niego.Patrzył na nieboszczyka, pozbawionego prawej ręki.Na maga przykrytego brokatową narzutą. Zdrajca!Zatrzeszczały ściany. Morderca!  głos Auksa przeskoczył od ściany do ściany.Platforma silnie uderzyła wwystający kamień.Zadrgał płomień pochodni, szyb wypełnił się hurgotem.  To miejsce jest czczone jak świątynia  powiedział Razwijar, kiedy rumor ucichł.  Izazdrośnie wystrzega się postronnych oczu.Byłem prawdopodobnie jedynym obcym, któremuposzczęściło się zobaczyć Jezioro Urodzaju.W tym czasie, na jego brzegach nikogo nie byłowidać, tylko słońce& .Platforma opuszczała się coraz wolniej.Z dołu ciągnęło chłodem, wilgocią, zgnilizną.  Tylko słońce rozbijało się świetlistymi plamkami na spokojnej tafli wody, a na samymśrodku płynęli, jak jedno stworzenie, jezdziec i jego brat.Widziałem tren piany na wodzie, któryciągnął się za nimi i dwa, niemal jednakowe oblicza zwrócone na wschód& .Razwijar zobaczył jak w ścianie pojawia się otwór; wyłania się spod sunącego w dół dzwigu.Plusnęła woda, platforma ostro zakołysała się na wodzie, łańcuchy obwisły.Razwijar ledwieutrzymał się na nogach i złapał się Auksa. Jesteśmy na dole  szeptem powiedział do chimajryda. Cały czas bałem się, że szyb sięzawalił.Patrzył w wyłom, w ciemny korytarz, wiodący w głąb skały.Studnia wisiała nad głową,podziemne wiatry po dawnemu duły w niej nieludzkim basem, ale teraz z tym dzwiękiem mieszałsię drugi dzwięk, trzask osiadającej skały.Szelest pełznących pęknięć. Razwijar  powiedział Auks i nagle przylgnął do niego kosmatym bokiem. Proszę!Proszę!Jezdziec ścisnął jego mokrą dłoń. To już niedaleko.Korytarzem prosto. Tam jest woda! Do kolan.To nic strasznego.I pierwszy zszedł z platformy.Woda była lodowato zimna i podnosiła się powyżej kolan,wyżej niż się spodziewał.Wziął pochodnię, poświecił nią do przodu, zamarł w pewnymmomencie, wydało mu się bowiem, że tunel jest zawalony, ale było to przywidzeniespowodowane odblaskami na wodzie. To nic strasznego  powtórzył głośniej, a dzwięk długo odbijał się od ścian tunelu. Strasznego& strasznego&  zaszeptały kamienie nad głową i zadrżała woda, a na jejpowierzchni przeszła drobna fala.Z powrotem umieścił pochodnię w mocowanie u wezgłowia nieboszczyka.Milcząc chwyciłza rączki noszy.Martwa twarz zakołysała się.Razwijar zorientował się, że trzeba będzie iśćtyłem.Znowu postawił nosze, poprawił uchwyty i popatrzył na Auksa.Twarz chimajrydabłyszczała od potu, chociaż w podziemiu było zimno. Idziemy.Odwrócił się do towarzysza plecami, chwycił za nosze, poniósł je po platformie i do połowywciągnął do korytarza, zanim poczuł, że Auks chwycił je z drugiego końca.Ciężko dysząc,chimajryd zszedł do wody i zasyczał jak z bólu.Miarowo chlupotała woda pod nogami.Dwie pochodnie płonęły na noszach.Ciężki, czarnycień, nie mający niczego wspólnego z nim samym, wiódł go do przodu, w zupełną czerń.To mój cień, mówił sobie.To cień człowieka, za którego plecami pali się pochodnia.Ale i tak straszniebyło mu patrzeć przed siebie.Tunel w niektórych miejscach był niższy, trzeba było pochylać głowę.Woda nie traciła czasu;gryzła, podmywała i tym samym rozszerzała szczeliny.Przedzierając się przez tunel Razwijarzrozumiał cały wywód budowniczego  zamek gotów był zawalić się w każdej chwili.Zwlekał,czepiał się życia, a rozłamy w ścianach korytarzy igrały z nim jak śmiertelna choroba z bardzosilnym człowiekiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl