[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Pojadę jak już wezmę prysznic -odrzekła sztywno.- Iobiecuję, że nie skuterem.- Ale pamiętaj, jeżeli nie.Doktor Taylor przerwał, bo Erik nagle osłabł.- Jedzcie - mruknęła Faith, zwracając się do Cama, gdylekarz pospiesznie zajął się chłopcem.- W karetce nie mamiejsca dla nas wszystkich.Mnie podwiozą mundurowi.Wskazała ręką policjantów.- Pózniej przyślę tu kogoś po skuter.I po pańskąfurgonetkę również.Po tych słowach, jakby uznając sprawę za załatwioną,sięgnęła po nadajnik i zaczęła mówić coś do mikrofonu,nie zwracając uwagi na okropnie poobcierane palce.Lekarz szybko umieścił Erika w karetce.Cam wsiadł izrobił mu miejsce obok siebie, a w chwilę pózniej karetkaruszyła.Kiedy się oddalali, Cam obserwował Faith przez tylneokienko.W jego za dużej kurtce wyglądała jak drobnadziewczynka.Pomyślał, że gdyby w porę nie zeszła pojego syna, mały mógłby zginąć pod obsuwającą się ziemią.- Zwietna dziewczyna, prawda? - stwierdził spokojniedoktor Taylor.Cam oderwał wzrok od okienka.Jego palce zacisnęły sięna drobnej dłoni Erika.- Zwietna - przyznał po chwili.Tak, była świetna.A onzawdzięczał jejbezpieczeństwo, a może i życie swojego dziecka.Mimo to jednak wcale nie był zadowolony, że ta świetnadziewczyna tak na niego działa.Rozdział 4Faith utrzymała się na nogach tylko dlatego, że oparła się ofutrynę.Pomachała Teddyemu, kierowcy pługa śnieżnego,z którym zabrała się do miasta, po tym, jak okazało się, żepolicjanci będą mieli trochę roboty z zabezpieczeniemkopalnianego otworu.Gdy Teddy się już oddalił, weszła do mieszkania izamknęła za sobą drzwi.Kurtka Camerona Stevensonazsunęła jej się z ramion i upadła na podłogę.Faith nieobejrzała się nawet, tylko, powłócząc nogami, poszłaprosto do łazienki.Tu odkręciła kran prysznica.Aazienka wypełniła się parą,a ona zmobilizowała wszystkie siły, żeby zdjąć ubranie.Kiedy już to zrobiła, jasnozielony łazienkowy dywanik byłcały pokryty pyłem.Niezwracając na to uwagi, weszła pod prysznic.Krzywiła siętrochę, gdy woda obmywała jej rany, a potem, pomieszanaz pyłem i krwią, spływała w dół, tworząc wiry wokół jejstóp.Wypłukała z grubsza pył z włosów, a kiedy była jużdość czysta, zakręciła prysznic i napełniła wodą wannę.Apotem zanurzyła się z ulgą.Leżała aż do chwili, gdy skóra na palcach zaczęła jej sięmarszczyć, a woda wystygła.Wtedy, czując, że mięśniezaraz jej zesztywnieją, wyszła z wanny.Ostrożnieposmarowała skaleczenia i otarcia maścią z antybiotykiem,obandażowała je i boso poczłapała do sypialni.Była tak zmęczona, że oczy same jej się zamykały.Otworzyła szafę i z równo ułożonej kupki wyciągnęła zaduży T-shirt.Jak zwykle w takich chwilach, powędrowaławzrokiem w górę, kuubrankom w pastelowych kolorach leżącym na najwyższejpółce.Zamknęła szafę stanowczym ruchem, położyła się dołóżka i naciągnęła kołdrę aż na głowę.Zadzwonił telefon,ale nie zwróciła na to uwagi.Wiedziała, że wiadomośćzarejestruje automatyczna sekretarka.Postanowiła, że kiedy się już trochę prześpi, pojedzie doszpitala i sprawdzi co z Erikiem.Jednak gdy w parę chwil pózniej zapadała w sen, jej myślinie krążyły wokół chłopca.Tylko wokół jego ojca.q - Jeszcze jeden taki numer, Taylor, a wylatujesz zzespołu.Jim Shepherd patrzył na nią surowo.Stali właśnieoboje pod drzwiami oddziału dziecięcego szpitala wThunder Canyon.Poprzedniego dnia Faith nie udało sięodwiedzić Erika - zasnęłagłęboko i spała kamiennym snem aż do rana.A dzisiajspędziła przedpołudnie w swoim biurze i zaraz po pracyprzyjechała tutaj, do szpitala.Nie mógł jej od tego powstrzymać nawet szef, który oddziesięciu minut deptał jej po piętach.On zresztą też niezdołał przyjść tu poprzedniego dnia.A teraz, chcącnadrobić wszystkie zaległości, czepiał się jak rzep psiegoogona.- Mówię poważnie, Faith.Nie wolno ci było wchodzić doopuszczonej kopalni bez zabezpieczenia.Faith odnosiła się ze zrozumieniem do tej reprymendy.Wiedziała, że na nią zasłużyła.Pomyślała jednak, że co sięstało, to się nie odstanie.Nie może przecież zmienićwszystkich tych decyzji, które podjęła wczoraj.A gdybynawet mogła, to wcale by ich nie zmieniła.- Mówiłam ci już, że nie byłam takzupełnie bez zabezpieczenia.Ubezpieczał mnie CameronStevenson.Musiałam zejść po małego, bo żeby do niegodotrzeć od strony tunelu kopalni, trzeba by było zatrudnićekipę wyburzającą.Tam wszystkie dojścia się zawaliły.- Ale schodząc, nie wiedziałaś o tym, prawda?Milczała, bo nie mogła temu zaprzeczyć.Po chwili Jim Shepherd westchnął, rozejrzał się naokoło,unikając jej wzroku, i w końcu powiedział:- The Nugget" chce zrobić wywiad na temat tej akcji.- No to udziel go, jeżeli masz ochotę -odrzekła Faith, bowykasowała z sekretarki wiadomość od dziennikarza,który dzwonił do niej poprzedniego wieczoru.- Ja nie mamprasie nic do powiedzenia.Jim nie lubił rozgłosu, jednak zdawałsobie doskonale sprawę, że płace członków ich zespołuzależą od ludzi, którzy czytają gazety.- Podobno podczas zabezpieczania szybu ktoś znalazł małągrudkę złota.- Ja nie zauważyłam tam złota.Wiesz, byłam trochę zajęta.Jim się uśmiechnął.- Więc jak się ma ten mały?- Doznał wstrząsu mózgu.I jest odwodniony.Odpowiedzi nie udzieliła Faith, tylko Cameron, którypojawił się za plecami Jima.Faith mimo woli omiotła wzrokiem całą jego sylwetkę,Ten przystojny mężczyzna o szerokich barach wybawił ją zkłopotliwej sytuacji.Powinna być mu za to wdzięczna.I.okazać mu specjalne zainteresowanie?Cam spojrzał jej prosto w twarz, a ona zzawstydzeniem poczuła ściskanie w żołądku, któremutowarzyszyła fala gorąca.Policzki jej płonęły.- Jim, to jest Cameron Stevenson -powiedziałapospiesznie, próbując się nieco opanować.- PanieStevenson, to jest Jim Shepherd, mój szef.Mężczyzni uścisnęli sobie dłonie.- Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło - powiedziałJim.Był jakieś dziesięć lat starszy od Camerona, któremu Faithdawała ze trzydzieści pięć lat.Nie dorównywał teżCameronowi wzrostem, ani szerokością barów
[ Pobierz całość w formacie PDF ]