[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Jezu, Daniel! Kogo to obchodzi?- Mnie.Założę się, że nawet nie wiesz, jak się ta ryba nazywa?- Guzik mnie to obchodzi.Należę do pokolenia preferującego natychmiastową satysfakcję,pamiętasz? Chcę wiedzieć tylko to, co najciekawsze.Całą resztę zostawiam naukowcom.Daj miszybkie, seksowne, egzotyczne fakty.Daniel się roześmiał.- Jesteś rozkoszna.A teraz idz do łóżka, już pózno.- Jeszcze nie.Chcę porozmawiać.- O rybie?- Czemu nie? O czymkolwiek, nieważne.Chcę tylko słyszeć twój głos.Opowiedz mi ooceanie.Przez chwilę milczał.Myślał, a może wyciągał z półki w salonie jedną ze swoichencyklopedii.Kiedy zaczął mówić, głos miał niski i ochrypły. - Ocean - powiedział - jest światem samym w sobie.Wielkie równiny ciągnące się na dnie,długie łańcuchy górskie wznoszące się ku powierzchni, przecięte głębokimi dolinami.Są tamaktywne wulkany wybuchające tak głęboko, że my na górze nigdy się o tym nie dowiemy.Ocean topułapka.Chłodny i kojący, więc zapuszczasz się dalej, wchodzisz głębiej.A potem nie żyjesz.Wodajest taka podstępna.Jeżeli się oparzysz, jest ci gorąco albo czujesz ból, uleczy cię, ukoi i uspokoi.Ale może też zamrozić cię na śmierć albo zagotować twoje ciało.Zmiażdżyć cię albo udusić.-Zamilkł, a potem zapytał: - Nudzę cię?- Nie, proszę, mów dalej.- Dobrze, Saro.- Kolejna pauza.- Możesz to dla mnie zrobić i zdjąć majtki?- Oczywiście.- Zsunęła je, a on ciągnął opowieść.- Zarłacz biały nie ma naturalnych wrogów.Szeroko rozstawione zęby pozwalają mu beztrudu ciąć twarde ciało i kości.Niektóre rekiny mają też zęby długie i ostro zakończone, żebymogły przytrzymać ofiarę, kiedy się w nią wgryzą.Zmysły mają zintegrowane: czują i słyszącałym ciałem.Kiedy rekiny uprawiają seks, gryzą się niemal na śmierć.- Daniel, czy ty to czytasz? - Sara czuła i słyszała go całym ciałem, chciała go śmiertelniegryzć, mieszać jego krew z własną i płynąć z prądem.- Cśśś.Wyobraz sobie krokodyla w bagnie, udaje, że śpi, ale tak naprawdę cię obserwuje,wyobrażam sobie wyraz twojej twarzy, kiedy wyskoczy z tyłu i zatopi zęby w twoim łatwopoddającym się ciele.Krokodyle rzucają ofiarą podczas jedzenia, wykonując zabójcze obroty.Połowę kości miałabyś strzaskaną, zanim bestia wybawiłaby cię z tej męki, rozbijając czaszkę oskałę.Czuła się rozgorączkowana, chciała znalezć się w oceanie razem z nim.W bagnie albo wjeziorze czy pieprzonym strumieniu.Potrzebowała ochłody, wilgoci, ukrytych skał i skarbów.Potrzebowała ciosów, ugryzień i braku powietrza.- Co jeszcze? - zapytała Daniela, którego głos nabrał opisywanych cech.Stał się wilgotny imroczny.Słyszała pluskające wokół niego ryby.- Błękitna ośmiornica ma rozmiar piłki do golfa.Kiedy gryzie, z początku czujesz mdłości.Zaczynasz widzieć jak przez mgłę.Po paru sekundach ślepniesz.Tracisz zmysł dotyku.Nie możeszmówić ani przełykać.Trzy minuty pózniej następuje paraliż i przestajesz oddychać.Sara czuła truciznę płynącą i wypełniającą jej żyły.Trzy minuty i byłoby po wszystkim.- Tak naprawdę fascynujące są większe ośmiornice.Możesz sobie wyobrazić te wszystkieprzyssawki, Saro? Wyobraz sobie jednoczesne ssanie i wykręcanie, wodorosty, które oplatają cikostki.I cały czas woda wypełnia ci gardło i płuca.Opadasz na dno i czujesz zadowolenie, masznadzieję, że to już niedługo. Gdy zechcesz zażyć w niej kąpieli,Będziemy tłumy ryb widzieli,Jak mkną miłośnie w twoją stronę,Chętniej łowiące niż łowione.Słońce czy księżyc przyćmią twojeRybich i ludzkich serc podboje,Lecz nie ubędzie nam widoku:Ty będziesz zródłem światła w mroku.Niech inny marznie z wędką w dłoniI stopy rani na dnie toni,Niechaj zapuszcza gęste sieciAlbo zdradzieckie sidła kleci,Niechaj zuchwale i nieczuleWygarnia ryby skryte w muleLub jedwabnymi błyskotkamiNieszczęsne rybie oczy mami -Choć procedura to przyjęta,Tyś sama w sobie jest przynętą:Ryba, co na nią się nie skusi,Mądrzejsza być ode mnie musi.Nie znała tego utworu, ale zorientowała się, że pierwsze wersy pochodzą z Marlowe a.Zatem to parodia, ale czy dlatego Daniel ją przysłał, o co mu chodziło? To miała być parodiadramatyzmu ich miłości ujęta w słowa Donne a parodiującego Marlowe a? Czytała tekst tyle razy,że nauczyła się na pamięć.Powinna odczytać z niego wiadomość.Zawierał oczywistą aluzję do ichtelefonicznej rozmowy i może nie miał na myśli niczego więcej: uznawał erotyzm morza.Przeprosiny.Ale czy w takim razie widział siebie jako poetę, a ją jako przynętę, na którą się złapał,podczas gdy inni mądrzejsi mężczyzni uciekli? Czy zatem był głupcem? Tyś sama w sobie jestprzynętą.Czy to znaczyło, że uważał jej zdolność uwodzenia za wrodzoną, podczas gdy innekobiety musiały marznąć z wędką w dłoni} A może Daniel podkreślał splendor i namiętność, które mogą tkwić w codziennych sprawach? Użycie metafizycznego konceptu, aby przedstawićnajbardziej podstawowe ludzkie doświadczenia? Kryła się w tym także gwałtowność zezdradzieckimi sidłami i stopami poranionymi na dnie toni.Daniel sprawił, że się uwikłała, niemówiąc ani słowa.Zadzwoniła do niego i oznajmiła, że jeśli próbuje przeprosić, powinien zrobić to po prostu, ajeśli miał na myśli coś innego, też powinien po prostu przyjść i to powiedzieć.Roześmiał się miękko.- Wybrałem ten wiersz, ponieważ jego temat wydawał się stosowny, ale wszystko, cochciałem ci przekazać, zawierają dwa pierwsze wersy.Sara spojrzała na poplamiony kawą, zgnieciony kawałek papieru i odczytała te linie, chociażznała je na pamięć.- Mówisz poważnie? - zapytała z wielkim strachem, że znów się roześmieje i odłożysłuchawkę albo oznajmi jej, że jest odrażająca.- Nie mówię rzeczy, których nie myślę.- Czyli wczoraj wieczorem też mówiłeś poważnie?- Tak, zwymiotowałem, kiedy tylko odłożyłem słuchawkę.Potem przepisałem ten wiersz izawiozłem do ciebie.Siedziałem pod tymi drzwiami całą noc, słuchając twojego płaczu.Zrozumiałem, że nasza rozmowa telefoniczna stała się tym punktem zwrotnym, na który czekałem.Urządziliśmy dziwaczny seks przez telefon, od którego się pochorowałem, a potem jedynym, czegopragnąłem, było powtórzenie tego.Zdałem sobie sprawę, że mi na to pozwolisz.Jeżeli możemywywołać w sobie obrzydzenie i doprowadzić się nawzajem do płaczu, i wciąż rozpaczliwe pragnąćbyć razem.Saro, pójdz ze mną, zostań moją miłą, iżby nam współne dni złociło.- Dobrze, tak, dobrze.- Sara znów płakała.- Ale potrzebuję trochę czasu.Muszęwypowiedzieć mieszkanie, porozmawiać z przyjaciółmi, muszę.cóż, masę rzeczy.Potrzebujęprzynajmniej dwóch tygodni.- Masz jeden - rzekł Daniel.- Zostawię cię w spokoju, żebyś zrobiła to, co musisz, a zatydzień przyjadę i cię zabiorę.8Minął tydzień i Sara niczego nie uporządkowała.W wyznaczonym przez niego dniu, wsobotę, wpatrywała się w ścianę i paliła.Cały dzień spędziła na rozmyślaniu o tym, że to jej ściany inawet jeśli pożółkłe, z odpadającą farbą i brudnymi śladami od paluchów, należą do niej i nikt innynie ma wobec nich żadnych praw [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl