[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ksiądzgaśnie i poświęca całą uwagę kawałkowi tortu na swoimtalerzyku.- W tobie moja pociecha - mówi do ciasta.- A wyjesteście nieznośni.Nie ma w was ognia.- Był, ale się wypalił.To ma do siebie ogień - odpowiadaspokojnie Helena.- Chcę się też wytłumaczyć z mojegoodporu.Proszę wybaczyć, nie widzę się za skarby świata,mówiącej satyryczne monologi o.radnym, staroście czy ministrze, choćby napisanych z największym talentem przezpolonistkę z tutejszej szkoły.- Nawet zakładając, że ma ostre pióro - przychodzi jej zpomocą Tomasz.- Nawet.- uśmiecha się do niego Helena.- Choćby w najdowcipniejszej dekoracji naszej genialnejMarty.A tak ogólnie, nie uważa ksiądz, że satyra nie tylkostępiła sobie pióro, ale je wręcz połamała?- I zęby, i pazury też - znów niespodziewanie trafniewtrąca Henryka.- I zęby, i pazury - zgadza się Helena - na tych, którychjuż nic nie jest w stanie obrazić, dotknąć czy ośmieszyć?- Nadal będą robić świństwa, partaczyć, chlubić sięchamstwem i cynizmem - dorzuca Marta.- Tak, otrząsając się jak kaczka po deszczu - macha rękąHelena.- Zna ksiądz to straszne powiedzonko, że kiedy napluto natakiego, on powiedział, że to pada deszcz - ironizuje Marta.Tomasz siada obok Heleny i kładzie dłoń na jej ręce.- Bo nieliczni bywają ci, którzy doszli do głosu którzymieliby po prostu czyste ręce i prawe umysły.Czasemzastanawiam się.Może tak musi być, może to jest już czastakich postaci, a idealiści są śmieszni? Może musiało sięwszystko przewartościować i ci przerażeni tym, bezsilni ipogodzeni z konieczności, ta mniejszość.powinna zdawaćsobie sprawę, że czas ich wiary w sprawiedliwą, jeżeli jesttakie pojęcie, demokrację i pojmowanie świata, odchodzi, czyjuż odszedł?- Tomku.jakie to pesymistyczne - szepcze Helena.- To bezbożnicy - dorzuca banalnie ksiądz.- Nie! - woła Marta.- Protestuję! Weto! Ten piękny dzieńwspaniałego naszego doktora, przyjaciela nas wszystkich,dzień urodzin, nie ma prawa być w tonacji minorowej! %7ładnych poważnych gadek! Wypijmy zdrowie - unosi kielichw jego stronę - tego, który jest nam tak bliski.%7łyczę panu.po prostu szczęśliwości wszelakiej! I odwagi! Na co dzień i odświęta.Tomasz stoi wzruszony, a wszyscy podrywają się od stołu,przekrzykują w życzeniach, ksiądz Pietruszka intonuje  Stolat".Helena nachyla się i całuje Tomasza w policzek, on rzucaspojrzenie na Martę.Widzi jej uśmiechniętą twarz, ale oczy sąsmutne.- Marto.dziękuję - mówi bezgłośnie, a ona klaszcze wręce i woła:- Proszę o głos, szanowni państwo! Tomasz patrzy na niązaniepokojony.- Pozwólcie mi.Albo inaczej.Okażcie mi trochę uwagi,bo chciałabym coś przeczytać.Można jeść, pić, ale nie wolnozasypiać!Obecni śmieją się i protestują, uciszając wzajemnie.Marta wyciąga z kieszeni złożoną kartkę, rozprostowuje jąi zaczyna czytać.*Ach, pory roku w Milanówku,snują się raczej powolutku,trochę radości, trochę smutku,i w starych domach i w nas.Tu bywa wydarzeniem,które sprowadza nas na ziemię,spotkanie, list, wizyta.i róża, gdy zakwita.Ach, dziwni ludzie z Milanówka,choć życia druga już połówka,wciąż serca ważne, nie gotówkai dobre słowo i gest.A może wymyślone, na końcu świata zagubione,to miejsce, on.i one.i psisko, co życie zna?Ach, pory roku w Milanówku.*Składa kartkę i patrzy na nich troszkę niepewnie.Pochwili zrywają się brawa, widać ogólne poruszenie, pierwszaobcałowuje ją Helena, dopycha się Henryka, pokrywającwzruszenie dość dziwną, jakby grozną miną, Tomasz wyjmujez jej rąk kartkę i chowa do kieszeni.Ksiądz woła, że jestgotów poetkę pobłogosławić.Bożena z lekkim uśmiechem natwarzy tylko klaszcze.A potem Helena długo patrzy naprzyjaciółkę i mówi:- Jakie to wzruszające i śliczne.Moja ty przyjaciółko.Henryka pokrywa wzruszenie wołaniem, że można siębyło spodziewać, że ta szalona literatka coś wymyśli, a ksiądzPietruszka w zachwycie wyznaje, że Marta powinna miećwieniec laurowy, a nie z polnych kwiatów.Kiedy wszyscy siadają, Marta nagle odwraca się doTomasza.- Gospodarzu, a gdzie muzykanci?- Orkiestra ma dziś wolne, ale zaraz coś poradzimy.Włącza odtwarzacz i nieoczekiwanie rozlegają siępierwsze tony tanga.Odwraca się i wyciąga ręce do Heleny,która zdejmuje ze swojej głowy wianek ze stokrotek i wkładajemu.Tomasz obejmuje ją i całuje podaną rękę.I tańczą.Bożena stoi oparta o futrynę kuchennych drzwi i lekkoprzygryza usta.W ich tańcu jest coś niezwykle urokliwego,delikatnego, ale i zmysłowego.Tomasz czuje jej bliskość.- Amarige de Givenchy - mówi z ustami blisko jej skroni,a ona cicho odpowiada:- Od ciebie.- Jej dłoń tak ufnie daje się zamknąć w jegodłoni, jej ciało posłuszne jest rytmowi tanga i Tomasz prowadzi ją, poddającą się najdelikatniejszym lubzdecydowanym ruchom jego ramion.Jest mu tak dobrze,czuje, że ma ją tylko dla siebie, niepodzielnie i może, gdybybyli sami.- Heleno [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl