[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na miły Bóg, co ja zrobiłam?!88 Wiatr w łazience ucichł, nawet w uszach przestawało mi świszczed, ale tylko dziękijego oczom nie wpadłam jeszcze w panikę.Wykorzystałam moc przy świadku, praktyczniebyłam na granicy samokontroli i na dodatek Curtis wspomniał o oczach, a to znaczyło, żezobaczył jak się zmieniły.Miałam pełne prawo czud się przerażona, ale Curtis był spokojny ito jakoś na mnie działało.Był świadomy tego, co się ze mną dzieje i że mi pomaga.Kim on był?Wróciłam do siebie i zauważył to, więc natychmiast się do mnie uśmiechnął, takjakbym przed chwilą wcale nie zamierzała roznieśd tego budynku.- Było gorąco, co nie? Ale i tak świetnie sobie radzisz.Masz niezwykłe umiejętności.Uśmiechał się do mnie jakby nic się nie stało, nawet tonu używał wesołego.Toprzekraczało moje możliwości wyparcia.No dobrze, pora przestad przed nim uciekad i poznad kilka odpowiedzi.Potrząsnęłam głową, żeby się pozbyd ostatniego zamroczenia i pociągnęłam go zarękę do umywalki.Jego dotyk nadal działał na mnie kojąco, co było ironiczne, bo nadalwyglądał jak kupka nieszczęścia z tą krwią na wardze i zniszczonym ubraniem.Nie bardzo wiedziałam, co powiedzied, bo moje myśli właśnie biegły w maratonie,więc zmoczyłam papierowy ręcznik i ostrożnie starłam nim jego krew.Na wszystko mispokojnie pozwalał i nadal się do mnie uśmiechał.To wiele dla mnie znaczyło, że nie uciekałode mnie z krzykiem.A do tego patrzył na mnie jak na urzeczywistnienie swoich marzeo.Pokręciłam głową na tę niedorzeczną fascynację i nareszcie odzyskałam głos:- Dlaczego pozwalasz im się tak traktowad? Dlaczego się nie bronisz?- To, że możesz coś zrobid, nie znaczy, że powinieneś.A nie mówiłam? On był mądry, a nikt nie powinien znęcad się nad mądrymi ludzmi.Znowu pokręciłam głową.- Jeśli będziesz im pozwalał się krzywdzid, w koocu zrobią coś złego komuś, kto niebędzie umiał się bronid.A do tego nie chcę, żeby cię krzywdzono.Posłał mi taki piękny, czarujący uśmiech, że zmiękłam jak wosk.- Wiem, dziękuję, Julie.Nie sądziłem, że mnie w ogóle polubiłaś.Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się, jak mu to wyjaśnid i nie wyjśd na wariatkę.- To jest coś więcej, to jest& potrzeba.89 - Potrzeba?  był tak zafascynowany, jak naukowiec dokonujący nowego odkrycia, zaco mogłabym się do niego uśmiechnąd, gdybym potrafiła to wszystko jeszcze jakoś ogarnąd.Ale nie to było dla mnie teraz najważniejsze.Koniec kooców, musiałam zapytad o to,czego właściwie bałam się dowiedzied.- Co tu się dzieje, Curtis?Spojrzał na mnie radośnie jak człowiek, który od dawna czekał na to pytanie.- Najwyższy czas, prawda? Tak mnie unikałaś, że już myślałem, że w geście rozpaczybędę musiał ci to napisad w mailu.- Nie znasz mojego adresu.Dlaczego w ogóle to powiedziałam? Jak to się miało do meritum?- Hmm, cóż, znam  odparł trochę nieśmiało. Shackowałem twoje konto nafacebooku.I naprawdę bardzo cię za to przepraszam.Nie mogłam wyglądad inteligentnie, gdy przez kilka sekund tylko mrugałampowiekami.Gdybym miała jakieś życie osobiste, to powinnam byd teraz oburzona.- Naprawdę musimy porozmawiad  powiedziałam w koocu, bo nic innego nieprzyszło mi do głowy.Curtis energicznie pokiwał głową i natychmiast zaczął zbierad swoje rzeczy, w tymrozwalony telefon.- To może nie tutaj.Chodzmy na zewnątrz.Dobrze, że przynajmniej on myślał rozsądnie.Wyrzuciłam zużyte ręczniki i do kosza i ze zdziwieniem dla samej siebie oznajmiłam:- Odwiozę cię do domu.- Ale mam tu rower.- A ja mam jeepa, więc z pewnością się zmieści.Zrównał ze mną, gdy szliśmy do wyjścia i spojrzał na mnie z ukosa, trochę niepewnie.- Ekhm  chrząknął. Tego jeepa, który chodzi jak kombajn?Posłałam mu w domyśle grozne spojrzenie, ale czułam się zadziwiająco normalnie jakna okoliczności, tak jakbym wcale nie rozwaliła drzwi do łazienki i tak jakby on wcale tego niewidział.- Masz coś do mojego jeepa? Jak tak, to możesz pedałowad w tej mokrej koszuli przezmiasto.90 Spojrzał po sobie, jakby naprawdę to rozważał, co mnie trochę ubawiło.W koocujednak posłał mi kolejny czarujący uśmiech.- To chętnie skorzystam z podwiezienia, dzięki.- Tak myślałam  podsumowałam i z trudem otworzyłam drzwi, które zostały trwaleprzeze mnie uszkodzone.W koocu jednak wyszliśmy na zewnątrz, a tu się okazało, że tekoszykarskie kanalie jeszcze tu są.Znowu poczułam rządze mordu.- To były żarty, Julie  znowu rzucił Ray.Niepotrzebnie się odzywał.Jakby trzymał gębę na kłódkę, to może przeszłabym obok ijuż nawet na niego nie spojrzała.- Założę się, że w Auschwitz też robili takie żarty  syknęłam, nacierając na niego.Otak, moc znowu zaczęła wibrowad, ale Curtis złapał mnie za ramię i opanowałam się.%7łeby niezrobid czegoś głupiego, natychmiast skierowałam się w stronę wyjścia, z Curtisem przy boku.- Gdzie?  zawołał za mną Ray.Miałam ochotę walnąd głową w ścianę, ale mnie by bolało, a on byłby dalej idiotą.Wyszliśmy już ze szkoły i szliśmy na parking, gdy Curtis, najwyrazniej walcząc zrozbawieniem, znowu chrząknął i w koocu spytał:- Julie, a oddasz mi może moją torbę?Spojrzałam po sobie, szczerze zdziwiona, że nadal ją na sobie mam.Zupełnie o niejzapomniałam, ale teraz bez słowa ją zdjęłam i mu oddałam.Zachichotał i zajrzał do środka,żeby sprawdzid, czy wszystko ma.Znalazł tam moją listę zastępczych przedmiotów, którąniechcący musiałam wrzucid z książkami i komiksami.Nie pytał mnie co to jest, wiedział to pojednym spojrzeniu.- Chcesz się wypisad z fizyki?! Nie możesz! Jesteś świetna, chcemy cię mied w kółku!Czemu chcesz zmienid przedmiot?Trochę się speszyłam.Chciałam po prostu zmienid zajęcia, a nie koniecznie im potemtłumaczyd dlaczego.- Chciałam spróbowad czegoś nowego.Spojrzał na mnie jakby doskonale znał prawdę i był bardzo wyrozumiały.- Nie musisz tego robid, Julie.W koocu się z nami oswoisz i przestaniesz to odczuwadtak intensywnie.91 Zaczynałam się czud, jakby mnie ktoś kopał po żołądku i chyba o tym też wiedział, bopoklepał mnie po łopatce (ach, to przeklęte, przyjemne ciepło!), po czym pobiegł po swójrower.Parking był już niemal całkowicie pusty, więc miałam nadzieję, że nie zbłaznię sięswoim brakiem umiejętności manewrowania.Po chwili Curtis był już przy mnie i z pewnymi oporami udało nam się zapakowad jegorower do samochodu, a potem wsiedliśmy.Zastanawiałam się, co ja właściwie robię i czy janaprawdę wsiadam do swojego auta z facetem, który mnie prześladował przez ostatnie dwatygodnie i który widział jak zamieniam się w Eola.I dlaczego jeszcze nie histeryzuje.Wsiedliśmy do środka i kiedy ja odpalałam wóz, to Curtis zapiął pasy.Wszystkie.- To pasy na wertepy  powiedziałam z lekkim rozbawieniem. Nie musisz zapinadwszystkich.- Muszę  odparł z powagą. Widziałem jak prowadzisz.Oho, rozbawienie minęło jak ręką odjął.- Nie jestem wcale aż takim złym kierowcą  burknęłam, wyprowadzając auto zparkingu.- Poza parkowaniem.To jest straszne i smutne zarazem.Parsknęłam śmiechem.Wnikliwie mnie obserwował, ten mój osobisty prześladowca.- Dobra, panie Lance Armstrong, ja przynajmniej mam prawko.- Ja też mam  odparł bez urazy. Ale samochody wydalają spaliny, a spaliny niszcząśrodowisko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl