[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- To jest.nie, tego nie wiem, moje dziecko.Powiedziałem ci, że czeka mnie jeszcze rozmowa z nim i jego bankierem.Tonia zdawała się nie zwracać żadnej uwagi na tę odpowiedz.Siedziała na swych trzechjedwabnych poduszkach, pochylona naprzód i opierając podbródek na dłoni, marzycielsko i wzamyśleniu patrzyła na pokój.- Ach, ojczulku - rzekła cicho, zaledwie poruszając wargami - czyż wtedy nie byłobylepiej.Konsul nie mógł dojrzeć jej twarzy, malował się na niej wyraz podobny do tego, jaki miewała w owe wieczory w Travemunde, kiedy wyglądała przez okno swego pokoiku.Jedna zjej rąk oparta była o kolana ojca, dłoń zwisała swobodnie.Nawet i owa dłoń wyrażałanieskończenie bolesną, cichą rezygnację, słodką, pełną wspomnień tęsknotę, która płynęła wdal.- Lepiej? - zapytał konsul Buddenbrook.- Gdyby to nie było się stało, moje dziecko?Był przygotowany na wyznanie, że lepiej by było nie zawierać tego małżeństwa, aleTonia rzekła tylko z westchnieniem: - Ach, nic!Zdawało się, że przebywa myślami daleko stąd, że zapomina nawet o  bankructwie.- Wydaje mi się, że odgaduję twe myśli, droga Toniu - powiedział - ja ze swej stronyprzyznaję, że krok, który parę lat temu wydawał mi się rozumny, uważam teraz za godnypożałowania.szczerego pożałowania.Zdaje mi się jednak, żem nie zawinił wobec Boga.Sądzę,że spełniłem swój obowiązek starając się stworzyć ci odpowiednią egzystencję.Bóg chciałinaczej.nie będziesz myślała o twym ojcu, że wówczas lekkomyślnie i bez zastanowieniapostawił twą przyszłość na kartę! Grunlich wszedł w stosunki ze mną, jest synem pastora, cieszyłsię dobrą opinią jako człowiek światowy i bogobojny.Potem zasięgałem jeszcze o nimwiadomości, dowiadywałem się o położenie materialne, informacje brzmiały jak najpomyślniej.Wszystko to jest ciemne, ciemne.i wymaga wyjaśnienia.Nieprawdaż, nie masz do mnie żalu.- Nie, ojczulku! Jak możesz mówić coś podobnego! Nie przejmuj się tym, biednyojczulku.jesteś taki blady, może wezmiesz krople? - objęła ramionami jego szyję i całowała gow policzki.- Dziękuję ci - powiedział - no, no.daj już spokój, dziękuję ci.Przeszedłem ciężkiechwile.Cóż robić? Miałem duże przykrości.Bóg doświadcza ludzi.Ale niezależnie od tego niemogę się czuć wobec ciebie zupełnie bez winy, moje dziecko.Najważniejszą rzeczą jest teraz,byś mi dała wyczerpującą odpowiedz na moje pytanie.Powiedz mi otwarcie, Toniu.czy wciągu tych lat wspólnego pożycia pokochałaś męża?Tonia rozpłakała się na nowo, zasłaniając oczy obiema rękami, w których trzymałabatystową chusteczkę.Wreszcie wymówiła ze łkaniem:- Ach, o co ty mnie pytasz, ojczulku!.Nigdy go nie kochałam, zawsze był mi wstrętny.czyż nie wiesz tego?.Trudno określić, co wyrażała twarz Jana Buddenbrooka.Spojrzał na nią smutnie i zprzestrachem, a jednocześnie ruchem, jaki zwykł był czynić po przeprowadzeniu jakiegoś korzystnego interesu, zacisnął wargi, tak że w kątach ust i na policzkach utworzyły sięzmarszczki.Powiedział cicho:- Cztery lata.Azy Toni obeschły nagle.Trzymając jeszcze w ręce wilgotną chusteczkę wyprostowałasię na poduszkach i rzekła gniewnie:- Cztery lata, ha! czasem zaglądał do mnie wieczorami, by przejrzeć gazetę, w ciągu tychczterech lat.- Bóg dał wam dziecko - rzekł konsul ze wzruszeniem.- Tak, ojczulku, ja bardzo kocham Erykę.chociaż Grunlich utrzymuje, że nie kochamdzieci.Nigdy w życiu nie rozstałabym się z nią.ale Grunlich - nie!.Grunlich - nie!.A terazjeszcze w dodatku bankrutuje!.Ach, ojczulku, jeśli chcesz zabrać mnie razem z Eryką dodomu.z radością! Teraz już wiesz!Konsul zacisnął powtórnie usta; był niezmiernie zadowolony.Należało jeszcze wyjaśnićgłówne punkty, ale wobec zdecydowanej postawy Toni niewiele już się przy tym ryzykowało.- Pomimo wszystko - powiedział - muszę ci zwrócić uwagę, moje dziecko, że pomoc niebyłaby jednak wykluczona.i to z mojej strony.Twój ojciec wyznał ci dopiero co, że czuje sięwzględem ciebie niezupełnie bez winy i w razie.no tak, w razie, gdybyś tego po nimoczekiwała.wdałby się w tę sprawę, nie dopuściłby do bankructwa, pokryłby mniej więcej długitwego męża i podtrzymał jego interesy.Przyglądał jej się badawczo, lecz wyraz jej twarzy zadowolił go.Malowało się na niejzdziwienie.- O jaką sumę właściwie idzie? - zapytała.- To nie ma nic do rzeczy, moje dziecko.o bardzo dużą sumę! - Konsul Buddenbrookpokiwał głową, co wyglądało, jak gdyby odruch ten wywołany był myślą o wielkości tej sumy.-Nie mogę zresztą - ciągnął dalej - ukrywać przed tobą, że niezależnie od tego firma poniosłastraty i że ofiarowanie tej sumy doprowadziłoby do uszczuplenia kapitału, po którym byłobybardzo, bardzo ciężko znowu się podnieść.Nie mówię tego bynajmniej, aby.Nie dokończył.Tonia zerwała się, postąpiła nawet parę kroków w tył i trzymając jeszczeciągle w ręce wilgotną koronkową chusteczkę zawołała:- Dobrze! Dość tego! Nigdy!Wyglądała niemal heroicznie. Wyraz  firma przesądził sprawę.Najprawdopodobniej podziałał on jeszcze silniej niżniechęć względem pana Grunlicha.- Nie uczynisz tego, ojczulku! - mówiła dalej w rozdrażnieniu.- Może i ty jeszcze masz zbankrutować? Dość tego! Nigdy!W tej chwili drzwi od korytarza otworzyły się trochę niepewnie i wszedł pan Grunlich.Jan Buddenbrook podniósł się z miejsca takim ruchem, jakby mówił: sprawa załatwiona. Rozdział ósmyTwarz pana Grunlicha pokrywały czerwone plamy, ubrany był jednak bardzo starannie.Miał na sobie czarny, fałdzisty, solidny surdut, spodnie koloru kości słoniowej, wszystkoprzypominało strój, w którym niegdyś złożył pierwszą wizytę na Mengstrasse.Stanął zopuszczonymi bezradnie rękami i patrząc w ziemię rzekł miękkim, matowym głosem:- Ojcze.Konsul skłonił się zimno i energicznym ruchem poprawił krawat.- Dziękuję, że ojciec przyjechał - rzekł pan Grunlich.- Było to moim obowiązkiem, mój przyjacielu - odrzekł konsul - obawiam się jednak, żejest to jedyna rzecz, jaką będę mógł uczynić w tej sprawie.Zięć rzucił mu szybkie spojrzenie, a jego postawa wyrażała jeszcze większą bezradność.- Słyszałem - ciągnął dalej konsul - że oczekuje nas twój bankier, pan Kesselmeyer.gdzie ma się odbyć rozmowa? Jestem do twojej dyspozycji.- Niech ojciec pozwoli ze mną - wymamrotał pan Grunlich.Konsul Buddenbrook pocałował córkę w czoło i powiedział:- Idz na górę do dziecka, Antonino!Poszedł za panem Grunlichem, który kręcił się to za nim, to przed nim, rozsuwającportiery; przez pokój stołowy przeszli do gabinetu.Pan Kesselmeyer odwrócił się od okna, przez które wyglądał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl