[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Uciekaj!".Powtarzała to słowo, kiedy się budziła.Drżała, cienka koszulka przylegała do jej spoconegociała.Podświetlona tarcza zegara Siobhan pokazywała godzinę trzecią trzydzieści dwa.Siostra nocowała u przyjaciół, więc tej nocy Kelly miała sypialnię dla siebie. Nie ucieknę powiedziała głośno, uklepując poduszkę. Nie ucieknę.Nie chcę.i niemogę.ROZDZIAA 11Kiedy Simon pojawił się rankiem następnego dnia, był w doskonałym humorze.Uśmiechałsię do wszystkich, przede wszystkim jednak podszedł do Kelly. Jak się czujesz? zapytał. Możesz wziąć sobie kilka wolnych dni. Nie chcę.Nic mi nie jest.Wolę pracować.Jeśli się czymś nie zajmę, przez cały czas będęmyślała o pani Marshall. Mam nadzieję, że uda się złapać sprawcę.Aż strach pomyśleć, że po świecie chodząludzie, zdolni zabić bezbronną starszą panią.Kevin uniósł brew i popatrzył na niego.Simon dostrzegł to. Nie lubiłem pani Marshall, przyznaję powiedział. Zresztą nigdy tego nieukrywałem.Nawet przed policją.Bardzo mi zależało, żeby zwolniła mieszkanie, ale to nieznaczy, że życzyłem jej śmierci.Zwłaszcza tak strasznej śmierci.A przecież mogłeś zginąć tyalbo Kelly.Każdy z nas.116W tym momencie do salonu weszła Isabel i zaczęła obwąchiwać podłogę. Co tu robi ten kot?! zawołał Simon, wyraznie zdenerwowany. To jej, prawda?Myślałem, że wszystkie zabrali do schroniska. Spytałam ich, czy mogę ją zatrzymać wybąkała Kelly. Obiecuję, że nie będzieprzeszkadzała.Dopilnuję, żeby nie wchodziła nam w drogę, a wieczorem zabiorę ją do domu. Nie możemy trzymać kota w salonie. Dlaczego nie? zdziwiła się Susan. Klientom bardzo by się to spodobało. Nie możemy, i tyle.Naruszylibyśmy przepisy sanitarne.Podajemy kanapki i kawę.co bybyło, gdyby znalazł się tam włos? Naprawdę uważasz, że może nam zaszkodzić kilka kocich włosów? Tutaj? W saloniefryzjerskim? Bardzo mi przykro, Kelly, ale właśnie tutaj, w salonie fryzjerskim, nie ma miejsca dlakota oświadczył Simon. Skończmy tę rozmowę.Podszedł do Isabel i wyciągnął rękę. Kici, kici, kici.Pójdziemy na spacer, kotku, dobrze? Na podwórko.I tam zostaniesz.Tomiejsce w sam raz dla ciebie.Ogon Isabel wyprężył się i zjeżył niczym szczotka, podobnie jak futro na wygiętym grzbiecie,a gdy Simon przysunął się bliżej, kotka zaczęła prychać na niego. Mam wrażenie, że nie przepada za tobą stwierdziła pani Hyde, siedząca na krześleKevina. Jest trochę dzika, i w tym problem.Ta kobieta nie umiała dbać o zwierzęta i niewychowała ich jak należy.Jedzenia szukały w koszach na śmieci.117 Ależ nie zaprotestowała pani Hyde. Ona po prostu pana nie lubi, to wszystko.Ja teżmam koty.Wiem, jak okazują niechęć. Chodz do mnie, głupia warknął Simon, wyciągając rękę.Lewa łapa Isabel wysunęła się błyskawicznie i na dłoni Simona pojawiły się długieskaleczenia. Auuu! Widzieliście, co mi zrobiła? Przecież ona tylko się broni mruknął Kevin.Simon był wściekły.Jeszcze raz próbowałzłapać kotkę,ale Isabel tym razem zaatakowała obiema łapami, raniąc go ponownie, po czymbłyskawicznie wdrapała się na oparcie fotela pani Hyde i skoczyła Simonowi na głowę. Auuu! wrzasnął, łapiąc się za rozorany policzek.Kręcił się w kółko, próbując zrzucićkotkę, która mocno wczepiła mu się we włosy i ani myślała puścić. Zdejmijcie ją ze mnie!Zdejmijcie! Na miłość boską, przestań się kręcić! krzyknęła Kelly. Tylko straszysz zwierzaka. Macie ją natychmiast ze mnie zdjąć!!! ryknął Simon.Bił kotkę i szarpał nią, ale osiągnął tylko tyle, że mocno wczepiła się pazurami w skóręczaszki.Kelly złapała Isabel za ogon i pociągnęła z całej siły.Isabel miauknęła przerazliwie ijeszcze mocniej wbiła pazury w głowę Simona.Ale drugie pociągnięcie załatwiło sprawę.Kotka zeskoczyła na ziemię, trzymając w łapach długie jasne loki.Wszyscy obecni zagapili się na Simona, niemal kompletnie łysego, z czaszką pociętąkrwawiącymi zadrapaniami.Pierwsza oprzytomniała Kelly.Ostrożnie odebrała kotce perukę ioddała ją właścicielowi.118 Bardzo mi przykro powiedziała.Nic innego nie przyszło jej do głowy.Simon odetchnął kilka razy głęboko.Pozbawiony swoich jasnych włosów wyglądał staro, niewydawał się już szczupły i przystojny, raczej chudy i drapieżny przypominał sępa.Niezałożył peruki.Stał w milczeniu, a gdy się już nieco uspokoił, powiedział drżącym głosem: Wracajcie do pracy.Wszyscy.Ja wyjeżdżam do Birmingham.Wrócę dopiero jutro, a ty,Kelly, masz w tym czasie pozbyć się tego kota.Jeśli znów zobaczę go gdzieś w pobliżusalonu, wezwę weterynarza, żeby go uśpił. Oczywiście, Simonie.Przepraszam cię.Simon z peruką w dłoni sztywno wymaszerował z salonu.Zatrzasnął drzwi tak mocno, że zpółeczki nad zlewem spadł kubek.Po chwili przerazliwie zapiszczały opony odjeżdżającegobmw. O mój Boże. westchnęła Kelly
[ Pobierz całość w formacie PDF ]