[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Był naprawdęprzystojny.Nie potrafiła odgadnąć jego wieku, ale doszła downiosku, że może podobać się kobietom.Może nawet za bardzo.- Czy mogę zamówić dla pani kawę? - spytał.-A może cośmocniejszego?- Piję kawę z dziadkiem.Niech pan po prostu powie, copan ma do powiedzenia, panie Mchy.- Mój Boże, widzę, że jest pani stanowczą kobietą.Panimąż nie miał w sobie tyle siły, pani Huntington.- Jeśli ma pan do mnie jakąś sprawę.- Chciałem tylko powiedzieć, że nie zabiłem pani męża -oświadczył, odchylając się do tyłu.- Nie zabiłem mojej żony inie zabiłem pani męża.To bardzo dziwne.Jestem podejrzany ozabicie mojej żony ciosem w głowę i o zastrzelenie pani męża.To przypomina zagadkę detektywistyczną.Moja żona - wsypialni, tępym narzędziem.Pani mąż na ulicy - z broni palnej.Ale w prawdziwym życiu wszystko wygląda inaczej, paniHuntington.Prosiłem o to spotkanie, bo miałem nadzieję, żepodczas bezpośredniej rozmowy uwierzy pani w moją246szczerość.Zaczyna mnie męczyć ten ciągły nadzór policyjny, doktórego pani w znacznym stopniu się przyczynia.Chciałemprosić, żeby nakłoniła pani policjantów do pozostawienia mniew spokoju.Jeśli to się nie uda, zaskarżę panią do sądu.- Zaskarży mnie pan do sądu? - spytała ze zdumieniem.- Oczywiście.Spojrzała na niego z niedowierzaniem i wstała.- Panie Vichy, zapewniam pana, że nie ma pan szansywygrania takiego procesu! Nie popełniłam żadnegoprzestępstwa wymierzonego przeciwko panu, więc może panzachować swoje grozby.- Groził ci? - spytał ktoś tonem, który przypominał raczejwarczenie psa niż ludzki głos.Odwróciła się gwałtownie.Do diabła! - zaklęła w duchu.David!- Nie.-zaczęła.Vichy wyraznie pobladł.Wstał i spojrzał na Davida zniepokojem.- Delgado, jeśli pan się do mnie zbliży, oskarżę pana onapaść.- Dotknij jej, zadzwoń do niej, powtórz jeszcze raz jejnazwisko, a ręczę ci, że już nigdy nie będziesz w stanie nikogo onic oskarżać, ty draniu! - syknął David.- David! - upomniała go stanowczym tonem Spencer.- Typowa brutalność policji - z uśmiechem stwierdziłVichy.- Nie jestem już gliniarzem, Vichy, więc nie możesz zmojego powodu oskarżyć policji o brutalność.I wiesz co? Oni wkońcu cię dopadną!- Niestety, panie Delgado, pańskie pochodzenie rzuca sięw oczy.Ludzie pańskiego pokroju nie powinni być wpuszczanido tego klubu.- Panie Vichy, ludzie pańskiego pokroju nie powinnichodzić po ulicach.Zrobię wszystko, żeby pan nie mógł się nanich pokazywać! Chodz, Spencer.- David.247Nie wiedziała, co w niego wstąpiło.Zacisnął palce na jejramieniu i szedł tak szybko, że z trudnością za nim nadążała.Czy był zły dlatego, że nie uprzedziła go o tym spotkaniu?Ale dlaczego był pewien, że zostało ono zaplanowane? Mogłaprzecież spotkać Vichy'ego przypadkiem.Nagle zdała sobiesprawę, że idą w kierunku jachtów.- David, Sly jest.- Sly jest już w drodze do biura - odburknął David.-A typójdziesz ze mną.- Poczekaj chwilę.- Nie!Nie opierała się, dopóki nie dotarli do Reckless Lady ,luksusowego jachtu jej dziadka.Miał dziesięć metrów długości iwygodnie mieściło się w nim sześć osób.David dobrze znał tenjacht.Sly był jego właścicielem od co najmniej piętnastu lat.- Wskakuj - rozkazał.- Nie.Mam tego dosyć.Mam tego wszystkiego dosyć.Wolę, żeby mnie zastrzelono.- Zastrzelę cię sam, jeśli nie wsiądziesz!Wskoczył na dziób i wyciągnął do niej rękę.Miała okazjęuciec, ale bała się że David ją dogoni, zanim zdąży dobiec doklubu.- Nie jestem odpowiednio ubrana.Nie można chodzić popokładzie w butach na wysokim obcasie!- Masz tu mnóstwo ciuchów.I więcej butów niż ImeldaMarcos!- Nieprawda!- Chodz! - Chwycił ją za rękę i wciągnął na pokład.Potemodcumował jacht, poszedł na rufę i włączył silnik.Ostrożnie ruszyła za nim.Zanim dotarła na rufę, odpłynął odbrzegu i skierował jacht w stronę zatoki.- Dokąd płyniemy? - Musiała podnieść głos, byprzekrzyczeć warkot silnika.- Na morze!- Ale dokąd? I dlaczego?248- Dowiem się, kiedy będziemy na miejscu.Wtedy cipowiem.Zeszła ostrożnie po drabinie do kabiny.Minęła kuchnię,jadalnię i biurko, na którym leżały mapy.Po obu stronachwąskiego korytarza mieściły się dwie małe sypialnie; głównakajuta usytuowana była pod dziobem.David miał rację: istotniemiała na jachcie wygodne buty i trochę sportowej odzieży.Włożyła białe szorty, koszulę bez rękawów i tenisówki.Kiedy wróciła na pokład, jacht płynął szybko, ślizgając siępo falach.Spencer usiadła na rufie, nadal zachodząc w głowę, oco chodzi.Davida nie mogło tak rozwścieczyć jej przypadkowespotkanie z Vichym, musiał więc wiedzieć, że jest z nimumówiona.Ale skoro o tym wiedział, to dlaczego jej niepowstrzymał?Stał przy sterze, wystawiając twarz na wiatr i nie patrzącnawet w jej kierunku.Kiedy minęli Bear Cut, wyłączył silnik.Upał był niemiłosierny; powietrze wokół nich aż drgało zgorąca.Powierzchnia morza, zalana promieniami słońca,wyglądała jak pole usiane diamentami.Jacht kołysał się lekkona łagodnych falach.David zarzucił kotwicę, wstał i spojrzał w kierunkuwidniejącej przed nimi małej, piaszczystej, zarośniętej krzakamiwysepki.- David, powiedz mi, co się dzieje, i to natychmiast, boinaczej przysięgam, że wyskoczę i spróbuję dopłynąć do brzegu.Odwrócił się do niej gwałtownie.- No dobrze.Dlaczego mi nie powiedziałaś?A więc jednak chodzi mu o spotkanie z Vichym.- Nie.nie widziałam powodu.Zadzwonił do mnie, ale.- O czym ty mówisz?- A o czym t y mówisz? - spytała ostrożnie.- Kto do ciebie zadzwonił?- O czym ty mówisz? - powtórzyła, ignorując jego pytanie.- Znów zaczynasz powtarzać w kółko to samo.To czysteszaleństwo -jęknął, bezradnie unosząc ręce.Miał na sobie lekkie249ubranie, ale po wejściu na pokład zdjął marynarkę.Terazrozluznił krawat, zdjął go i rozpiął górne guziki koszuli.- Kto do ciebie zadzwonił? Vichy?- Ja.- Chciała skłamać, ale dostrzegła jego wzrok iwiedziała, że nadeszła chwila prawdy.- Tak.Zadzwonił do mnieVichy.W piątek
[ Pobierz całość w formacie PDF ]