[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Grajek też nie podchodzi, tym bardziej że zbasetlą.Gadał tak, krzyczał i żartował.Lilka szepnęłaPawłowi, że musi zadzwonić.Podeszła do okna, alemaszyna hałasowała w całym pomieszczeniu.Jednocześnie odezwał się telefon dziadka, Lilkakrzyczała: Tak, tak, spóznię się", dziadek wołał Halo,halo!".Zniechęcony odrzucił komórkę na stolik,ponarzekał, że telefony to złodzieje czasu i pieniędzy,wreszcie znalazł coś godnego uwagi. A co byśta powiedzieli na parę bocianów zoctowego drewna, z sumaka, znaczy? Bociany to wierneptaki i wierność symbolizują.Ustawił na stoliku rzezbę.Ptasie sylwetki ledwiezarysowane, długie dzioby, długie nogi, widoczne sęczkii spękania drewna, a przy główkach ślady kory. Piękne! powiedziała Lilka z zachwytem. Też mi się tak widzi.Drewno, tyle że woskiemzabezpieczone, lekko błyszczy, ale niemalowane. Ile kosztują? spytała z obawą, czy aby cena nieprzekroczy jej możliwości. Za darmo nie oddam dziadek pokręcił głową za darmo nie, ale jak panienka da dychę na piwo, rzezbajej.Patrzyła zaskoczona, ale dziadek nie żartował i niechciał więcej pieniędzy.Mrugnął do wnuka i zacząłpakować bociany.Lilka nie mogła uwierzyć w swojeszczęście i zrobiła to, co dziewczyny zwykle robią zwielkiej radości: ucałowała ludowego artystę, który takiludowy wcale nie był, za to bardzo równy. Mnie starego całujesz?! wykrzyknął. Młodyobok stoi, chłopak jak świca, moja krew. Wiem, że pańska roześmiała się Lilka dlatego wszystko zostanie w rodzinie i się wyrówna.Nie chciała wracać prosto do domu.Była coś Pawłowiwinna, niekoniecznie może buziaki, ale choćby herbatę zciastkiem.Pomyślała o przytulnej kawiarence, gdzieczasem umawiała się z Magusią, jeżeli chciały razemwyskoczyć do miasta. Tylko.piwa tam chyba nie ma powiedziała.Roześmiał się- Oj, Lilka, Lilka! Raz się wygłupiłem, to chybawystarczy.Mnie piwo na humor nie jest potrzebne, awódka wcale.Czasem przy kumplach trudno sięwykręcić, to prawda, ale nie przeginam z alkoholem, niepalę.W ogóle, jak tak na mnie popatrzeć, to nie mamwad.może jedną: trochę za dużo bluzgam.Za to ilemam zalet!- Coś fantastycznego! - wykrzyknęła z podziwem.Brakuje tylko anioła, który da ci skrzydła.- Mam anioła - powiedział, objął ją ramieniem,pocałował w policzek i błyskawicznie wsadził obie ręcedo kieszeni.Spojrzała zaskoczona, a on jakby nigdy nic szedłsobie obok z miną bardzo niewinną. Chcesz powiedzieć, że to mi się śniło? spytała. Co takiego?Zajrzał jej w oczy, aż poczuła lekkie mrowienie nakarku.Tak jeszcze żaden chłopak na nią nie patrzył.Przygryzła usta i do samej kawiarni już się nie odezwała.Wybrali sobie stolik w kąciku.Lilka lubiła kąciki, bodawały poczucie bezpieczeństwa, ochraniały z dwustron.Mikołaj kiedyś powiedział, że takie miejsce niezawsze jest bezpieczne, zwłaszcza jeśli szykuje sięawantura.Można zostać bez pola manewru, do tegoprzygniecionym do ściany.Nie przewidywała aż takichniebezpieczeństw.Kawiarenka była przytulna, ludzieprzy stolikach zajęci wyłącznie sobą. Zgodzisz się mnie odwiedzić? spytał Paweł,ledwie usiedli. Nie bój się, mama będzie w domu! A jak mamy nie ma, to gryziesz? Nie, dlaczego? Zaczął się śmiać. Nie gryzę,chodziło mi tylko o to, żebyś nie posądziła mnie o jakieśzłe intencje.Lilka wiele razy zostawała w domu sam na sam zMikołajem, Rajem, Damianem i nawet nie pomyślała, żemoże jej grozić z ich strony jakieś niebezpieczeństwo, żenagle obudzi się w nich lew, wilk albo jakieś innedrapieżne zwierzę.Zastanawiała się właśnie, czy zPawłem czułaby się równie pewnie.Tamci nie mówili ointencjach, byli po prostu przyjaciółmi, natomiast Pawełpróbował chyba zająć miejsce wciąż jeszcze wolne,chłopaka, który liczył na więcej niż przyjazń. Ustalmy jedno poprosiła. Możemy sięspotykać, wyskakiwać do kina czy na imprezę, możemysię nawet zaprzyjaznić, jeśli nam się to uda, ale na więcejnie możesz liczyć.przynajmniej na razie. Dobrze powiedział.Nic więcej, tylko to jedno słowo.%7ładnych nalegań,żadnego przekonywania.Poczuła ulgę i jednocześnieodrobinę zawodu.Patrzyła na Pawła i nie poznawała go.Wciąż był to ten sam chłopak: niebieskie oczy, wyraznebrwi, mocno zarysowana szczęka, w jego wyglądzie nicsię nie zmieniło, ale mówił i zachowywał się zupełnieinaczej.W pubie chciała od niego uciekać, bo znudziło jądzwiganie ciężaru rozmowy, a teraz gadał jak najęty.Wyjaśniał, tłumaczył, żartował i momentami trochę sięprzechwalał.Wyjęła komórkę. Przepraszam powiedziała. Muszę uspokoićwujka.Puściła w ruch kciuk.Po chwili zadzwonił takżetelefon Pawła.Machnął ręką i sięgnął do kieszeni.Patrzyła uważnie na jego minę, kiedy odczytywał SMS.Zmieszał się lekko. Idę się powiesić, zaraz wracam! westchnął.Jak na to wpadłaś, że te wiersze były ode mnie? %7łe ty błękit, a ja czerwień? Maszyny mi topowiedziały.Starała się utrzymać powagę, ale nie mogła.Parsknęłaśmiechem i po sekundzie pękali już oboje.Nawet kiedyzaczęli rozmawiać niby normalnie, też co chwila zanosilisię śmiechem. W warsztacie odeszłam na moment, żebyzatelefonować, pamiętasz? Zadzwoniłam na numertwojego dziadka.Komórka się odezwała, więc.A ja ztwoim dziadkiem już wcześniej próbowałam siędogadać.Chciałam wiedzieć, kto przysyła mi takieliryczne wyznania. Myślałaś, że to dziadek? Ledwie go słyszałam przez te maszyny. Wzięło mnie, nie wypieram się powiedział,kiedy już nieco ochłonął.- Byłaś taka niedostępna,trzymałaś się swoich.Pożyczyłem raz telefon odMikołaja.Kto jak kto, ale on musiał mieć twój numer.Podobały ci się te wiersze? Na poezji nie znam się ni.zagrosz, więc próbowałem wysyłać różne. Dzięki! Za bardzo mi się nie podobały, wolę, kiedymówisz swoimi słowami.Przez chwilę patrzyli na siebie i Lilka pomyślała, żePaweł jest jak szampon z odżywką dwa w jednym: odwierszy i od zdjęcia w ramce.Ale już tego nie chciała mumówić.Codziennie rano Lilka powtarzała sobie, że wezmiesię do powtórek i spróbuje nadrobić zaległości.Potemdzwonił Mikołaj, Paweł, Raj albo Małgosia, były jakieśsprawy do obgadania, miejsca do odwiedzenia i dzieńmijał.Wieczorem rozmawiała z Magusią i nie mogła siępochwalić, że wreszcie zrobiła to, co sobie obiecywała.O Pawle też Magusi wspominała, głównie o wierszach izdjęciu w ramce.Nazywała go kolegą, zresztą samasiebie przekonywała, że jest dla niej tylko kumplem.Zastanawiała się jednak, czy to normalne, że na widokinnych znajomych chłopaków odczuwała radość, złość,zaskoczenie, natomiast na widok Pawła serce zaczynałopracować w szybszym rytmie.To serce bardzo jąniepokoiło, ponieważ nie chciała się zakochać.Zpolitowaniem patrzyła na dziewczyny, które wciążgadały o facetach.Lilka znała dziesiątki ciekawszychtematów i wciąż sobie powtarzała, że własny chłopak tododatkowy kłopot.Trzeba się z nim liczyć, z tegorezygnować, tamto zmienić, iść na kompromisy.Jejbyło dobrze samej.Wszystkie dziewczyny Mikołajabyły zazdrosne o trio, czemu więc jej czy Oliwii chłopakmiałby reagować inaczej.W drugim tygodniu ferii trio wreszcie zeszło się wkomplecie.Oliwia wróciła, a Mikołaj nacieszył siękumplami i zajął Lilką
[ Pobierz całość w formacie PDF ]