[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przywitał go śmieszek, przyjazny, nie natarczywy, chociaż może nieco pijacki, śmiechpisklęcia, któremu brak rozsądku.Uśmiechnął się na znak, że nie czuje się urażony, i zerknąłna rozbawionego Daniela, anonimowego  chłopaka z  Wywiadu z wampirem.Szybkozdał sobie sprawę, że jest to jedyne dziecię, jakie stworzył Armand.Dobrze sobie poczynałona początku Diabelskiej Drogi to tryskające energią i budzące sympatię stworzenie,wzmocnione wszystkim, co Armand miał do zaoferowania.Szybko przyjrzał się innym zgromadzonym wokół okrągłego stołu.Po prawej, w pewnej odległości siedziała Gabriela, blondynka z warkoczami opadającymina plecy, o oczach pełnych nie ukrywanego niepokoju; obok niej Louis, otwarty i pasywnyjak zawsze, wpatrujący się w Mariusza bez słowa, jakby poddawał go naukowej obserwacjilub składał mu hołd, czy też jakby czynił jedno i drugie równocześnie; potem jego ukochanaPandora o falujących kasztanowych włosach luzno opadających na ramiona i nadalsperlonych drobnymi kroplami stajałego szronu.Wreszcie Santino; siedział obok niej, jakzawsze opanowany; wszelki kurz i brud znikł z doskonale skrojonego aksamitnego stroju.Po jego lewej ręce siedział Khayman, inny starożytny osobnik, który przedstawiał się wmilczeniu i bez wezwania, iście przerażająca istota o twarzy gładszej nawet niż obliczeMaharet.Mariusz przyłapał się na tym, że nie może oderwać od niego oczu.Twarze Matki iOjca nigdy go tak nie zaskoczyły, chociaż oni również mieli czarne oczy i krucze włosy.Tochyba ten uśmiech był tak niezwykły, otwartość i przystępność wciąż malujące się na twarzymimo upływu lat.Wyglądał jak mistyk lub święty, chociaż był zajadłym mordercą.Ostatnieuczty z ludzkiej krwi nieco zmiękczyły jego skórę, dodając policzkom lekkiego rumieńca.Mael o rozwichrzonych włosach i nieporządny jak zawsze, zajął miejsce po lewejKhaymana.A obok inny starożytny, Eryk, mający ponad trzy tysiące lat wedle rozeznaniaMariusza, wychudły i o myląco delikatnym wyglądzie, liczący sobie może trzydziestkę w195 Anna Rice * Królowa Potępionychchwili śmierci.Jego łagodne piwne oczy z namysłem oceniały Mariusza.Miał na sobieręcznie szyte ubranie, wyborną replikę masowej konfekcji noszonej obecnie przez ludziinteresu.Kim jednak jest tamta istota? Ta siedząca po prawej Maharet, naprzeciwko Mariusza, wgłębi? Tak, ona naprawdę wywołała w nim szok.Kiedy popatrzył na zielone oczy i włosybarwy jasnej miedzi, w pierwszym odruchu wziął ją za drugą blizniaczkę.Bez wątpienia żyła jeszcze wczoraj.Nie mógł znalezć wytłumaczenia dla jej siły, jejkruchej bieli, przeszywającego spojrzenia, a także emanującej z niej przemożnej telepatycznejmocy, kaskady mrocznych i wyraziście zarysowanych obrazów, nad którą chyba niepanowała.Z niesłychaną dokładnością widziała obraz jego ukochanego Amadeo,czarnoskrzydłe anioły otaczające pogrążonego w modlitwie chłopca.Mariusza przeszedłdreszcz.- Mój obraz w krypcie Talamaski? - szepnął i roześmiał się ordynarnie, jadowicie.- A więctam jest!Przestraszył ją; nie zamierzała ujawniać swoich myśli.Lękając się o Talamaskę ibeznadziejnie zmieszana, pogrążyła się w sobie.Jej ciało jakby zmalało, a jednocześniepodwoiło swoją moc.Potwór.Potwór o zielonych oczach i delikatnych kościach.Urodzonawczoraj, tak, dokładnie; miała w sobie żywą tkankę.Nagle dowiedział się o niej wszystkiego.Ta istota imieniem Jesse została stworzona przez Maharet, była jej autentycznympotomkiem, a teraz pisklęciem swojej prawiecznej matki.Siła tego zjawiska wprawiła go wzaskoczenie i z lekka przestraszyła.Krew płynąca żyłami tej młódki miała niewyobrażalnypotencjał.Była absolutnie wyzbyta pragnienia, a jednocześnie tak naprawdę nie byłamartwa.Musiał zakończyć tę bezlitosną i wścibską ocenę.Przecież czekano na niego.Jednakpodświadomie zadawał sobie pytanie, gdzie są teraz jego śmiertelni potomkowie, nasieniejego kuzynów i kuzynek, których tak kochał, kiedy był żywym stworzeniem? To prawda, żeprzez setki lat śledził ich losy; jednak nie potrafił już ich rozpoznać, nie rozpoznawał jużsamego Rzymu.Pozwolił, żeby zapadli się w mrok, tak jak sam Rzym.Lecz z pewnościąwśród istot przemierzających ziemię były i takie, które miały w żyłach krew jego rodziny.Nadal wpatrywał się w rudowłosą młódkę.Jakże przypominała swą wielką matkę;wysoka, a jednak o cienkich kościach, piękna, a jednak bezwzględna.Jest w tym jakiś wielkisekret, coś związanego z krwią przodków, z rodziną.- pomyślał.Miała na sobie ciemneubranie w starożytnym stylu.Dłonie utrzymane bez zarzutu, ani śladu perfum czy makijażu.Wszyscy byli na swój sposób wspaniali.Wysoki, mocno zbudowany Santino, obłyszczących czarnych oczach i zmysłowych ustach, elegancki w księżych czerniach.Nawetniechlujny Mael tchnął bestialską i przytłaczającą aurą, kiedy płonącymi oczami wpatrywałsię w prawieczną kobietę zarazem z miłością i nienawiścią.Anielskie oblicze Armandaumykało wszelkim opisom, a chłopięcy Daniel, zjawiskowa postać, urzekał ciemnymiwłosami i błyszczącymi fiołkowymi oczami.196 Anna Rice * Królowa PotępionychCzy nikt, kto zyskał nieśmiertelność, nie mógł być brzydki? Czy też to czarna magiasprawiała, że wszystko, co złożono w ofierze, stawało się piękne? Gabriela jednak za życia zpewnością była uroczym stworzeniem, dysponując całą odwagą syna i wyzbyta jegoimpulsywności, a Louis, no cóż, Louis został oczywiście wybrany dla swego cudownegooblicza i głębi zielonych oczu.Został wybrany ze względu na niepoprawnie trzezwązachłanność, którą teraz okazywał.Wyglądał między nimi na zgubionego człowieka; twarzmiał złagodzoną rumieńcem i uczuciami, ciało bezbronne, oczy błądzące i smutne.NawetKhayman, mimo iż przerażający, niewątpliwie prezentował doskonałość oblicza i kształtów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl