[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czuła się bardzo stara i tak, jakby dzwigała452 w sobie jakiś ciężar.Była teraz dorosła, czychciała tego, czy nie.Przeszli szesnaście mil i znajdowali się te-raz w ciemnej uliczce blisko domu.Widziałajuż żółte światło w kuchni.W domu Har-ry'ego było ciemno, jego matka widać jesz-cze nie wróciła.Pracowała u krawca na ja-kiejś bocznej ulicy.Czasem nawet w nie-dzielę można było zobaczyć ją przez oknoschyloną nad maszyną lub wbijającą długąigłę w gruby materiał.Nigdy nie podnosiławzroku, gdy się na nią patrzało.W nocygotowała koszerne potrawy dla siebiei Harry'ego. Słuchaj. zaczął.Czekała w mroku, ale nie dokończył zda-nia.Uścisnęli sobie ręce i Harry odszedłciemną uliczką między domami.Kiedy do-tarł do chodnika, odwrócił się i spojrzał przezramię.Zwiatło latarni padało na jego twarz,białą, kamienną.Potem zniknął. Posłuchaj zagadki  mówił George. Słucham. Dwóch'Indian szło ścieżką.Ten, któryszedł pierwszy, był synem tego, co szedł zanim, ale to nie był jego ojciec.Jakie byłomiędzy nimi pokrewieństwo? Poczekaj.to był jego ojczym.George uśmiechnął się do Portii ukazującdrobne kwadratowe sinawe ząbki. No to jego stryj.]453  Nie umiesz zgadnąć.To była jego ma-tka.Kawał polega na tym, że nie myśli się0 Indianinie jako o kobiecie.Stała z daleka i przyglądała im się.Futry-na drzwi ujmowała kuchnię w ramy jakobrazek.Było tam czysto i przytulnie.Paliłasię tylko lampa nad zlewem; pozostała częśćkuchni tonęła w mroku.Bill i Hazel graliprZy stole w  sześćdziesiąt sześć" na zapałki.Hazel dotykała warkoczy tłustymi różowy-mi palcami, a Bill wciągnął policzki i z powa-gą rozdawał karty.Portia przy zlewie wy-cierała naczynia czystą ścierką w kratkę.Wyglądała mizernie, cera jej miała barwężółtawą, nasmarowane tłuszczem włosy byłygładkie i lśniące.Ralph siedział spokojniena podłodze, a George obwiązywał go uprzę-żą zrobioną ze starych łańcuchów choinko-wych. A teraz druga zagadka, Portio.Jeśliwskazówka zegara wskazuje wpół do trze-ciej.Mick weszła do kuchni.Spodziewała się,że cofną się na jej widok, a potem otoczą jąkołem i będą się jej przyglądać.Ale onitylko spojrzeli na nią.Usiadła przy stole1 czekała. Przychodzisz, jak już dawno po kolacji.Chyba nigdy nie skończę tej roboty.Nikt nie zwracał na nią uwagi.Zjadła dużytalerz kapusty i kawałek ryby, a na zakoń-czenie twaróg ze śmietaną.Myślała o matce.Drzwi otworzyły się.weszła matka i powie-454 działa do Portii, że panna Brown znalazłapluskwę w swoim pokoju i że trzeba poszu-kać benzyny. Nie marszcz się tak, Mick.Zbliżasz sięjuż do wieku, kiedy powinnaś starać się wy-glądać jak najlepiej.Zaczekaj, nie uciekaj,kiedy do ciebie mówię.Umyj porządnieRalpha, zanim pójdzie do łóżka.Umyj mudobrze nos i uszy.Miękkie włoski Ralpha były lepkie od płat-ków owsianych.Wytarła je ścierką i obmyłamu rączki i buzię pod zlewem.Bill i Hazelskończyli grać w karty.Bill skrobał długimipaznokciami po stole zbierając zapałki.Geor-ge zaniósł Ralpha do łóżka.Zostały samez Portią w kuchni. Słuchaj! Popatrz na mnie.Czy widziszwe mnie jakąś różnicę?Portia włożyła na głowę czerwony kapelusz'i zmieniła pantofle. Oczywiście. No co? Wez trochę tłuszczu i posmaruj sobietwarz.Nos ci oblazł brzydko ze skóry.Po-dobno tłuszcz to najlepsza rzecz na spalonąsłońcem skórę.Stała sama na ciemnym podwórzu za do-mem, odłamując paznokciami korę z dębu.Tak chyba jest jeszcze gorzej.Może czułabysię lepiej, gdyby spojrzeli na nią i powie-dzieli, co zauważyli.Gdyby wiedzieli.Ojciec zawołał ze schodów: Mick! Mick!455"  Słucham? Telefon.George podsunął się blisko i próbował pod-słuchiwać, ale go odepchnęła.Pani Mino-witz w zdenerwowaniu mówiła bardzo głośno: Harry powinien być już w domu.Niewiesz, gdzie on jest? Nie, proszę pani. Powiedział mi, że jedziecie we dwójkęna rowerach.Gdzie on może być? Nie wiesz? Nie, proszę pani  powtórzyła Mick. ROZDZIAA DWUNASTYeraz, kiedy znów nastały ciepłe dni,w Wesołym Miasteczku było zawszetłoczno.Marcowy wiatr ucichł.Drze-wa obficie pokrywały żółtozielone listki.Niebo było błękitne i bez chmurki, a pro-mienie słońca grzały coraz mocniej.Byłoduszno.Jake Blount nie znosił takiej pogody.Rozmyślał apatycznie o długim upalnym le-cie, które go czeka.Nie czuł się dobrze.Ostatnio miewał stale bóle głowy.Przytyłi urósł mu brzuszek.Nie mógł dopiąć górne-go guzika spodni.Wiedział, że to tusza typo-wa dla alkoholika, ale pił dalej.Alkoholpomagał na ból głowy.Wystarczyło, że wy-pił małą szklaneczkę, a czuł ulgę.Jednaszklaneczka to było teraz dla niego to samoco ćwierć galona.Nie chodziło nawet o przy-jemność, jaką dawał mu alkohol, tylko o re-akcję, jaką wywoływał pierwszy łyk na całyten alkohol, którym nasycał swoją kreww ciągu ostatnich paru miesięcy.Ayżeczkapiwa uśmierzała pulsujący ból głowy, alećwierć galona whisky nie wystarczało, żebysię upił.Potem przestał zupełnie pić.Przez parędni pił tylko wodę i oranżadę.Ból był jak457 pełzający w głowie robak.Pracował bezwytchnienia w ciągu długich popołudni i wie-czorów.Nie mógł sypiać, a czytanie stało sięmęką.Do wściekłości doprowadzał go wil-gotny, kwaśny odór wypełniający jego po-kój.Leżał w udręce na łóżku, a kiedy w koń-cu zasypiał, był już dzień.Prześladował go pewien sen.Pierwszy razprzyśnił mu się przed czterema miesiącami.Budził się przerażony, ale, co dziwniejsze,nigdy nie mógł przypomnieć sobie treści tegosnu.Kiedy otwierał oczy, pozostawało tylkowrażenie.Przy każdym przebudzeniu czułtaki sam strach, nie wątpił więc, że prześla-duje go ciągle ta sama zmora.Był przyzwy-czajony do snów, do tych absurdalnych kosz-marów pijackich, które wprowadzały gow świat szaleństwa i chaosu, ale zawszeświatło dzienne rozpraszało dzikie zjawy i za-pominał o nich.Lecz ten tajemniczy sen beztreści był zupełnie.inny.Blount budził sięi nie mógł sobie nic przypomnieć.Ale potemjeszcze długo trwało w nim uczucie, że cośmu zagraża.Któregoś ranka obudził się z tymsamym strachem, lecz pamiętał niejasno, żewe śnie otaczała go ciemność.Szedł wśródtłumu ludzi i niósł coś w rękach.Tylko todobrze pamiętał.Czy coś ukradł? Czy pró-bował ocalić jakąś własność? Czy ścigali goći ludzie, których widział wokół siebie? Niewiedział.Im dłużej zastanawiał się nad tymprostym snem, tym mniej go rozumiał.Senxprzestał się powtarzać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl