[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nie wiem.Miałam jakiś ton?- Zdecydowanie.Zdecydowanie słyszałem ton.Parsknęła, po czym zakłopotana zakryła nos wierzchemdłoni.Mark uśmiechnął się do niej szeroko.- Sama myśl.- powiedziała.- Ja i John z dzieciakami.- Co w tym tak szalonego?- Uzgodniliśmy, że nie będziemy mieli.Jeszcze kiedy samibyliśmy dziećmi.- Naprawdę? Jak długo go znasz?- Od Wielkiego Podrywu.Miało to zabrzmieć śmiesznie, ale wyszło smutno.Przezchwilę przyglądała się gołębiom.- Poznaliśmy się na uniwersytecie - podjęła nagle.- Na jakichś wykładach?- Nie.Ja robiłam prawo, oczywiście.On doktorat z filologiiangielskiej.Wsunęła brodę w ciepło płaszcza i uśmiechnęła się na myśl otym, tak jak czasami robiła, kiedy przeglądała stare zdjęcia.- Poznaliśmy się tylko dlatego, że oboje robiliśmynieobowiązkowy kurs religioznawstwa porównawczego.Siadłam obok niego w takiej maleńkiej sali wykładowej.Wszyscy się tam już znali, tylko my i John byliśmy obcy.Znałam go ze słyszenia.- A co o nim słyszałaś?- Był bardzo wysoki - powiedziała, zakłopotana jakdziewczynka.- Bardzo silny.Bardzo przystojny.I bardzo, bardzo poważny.Roześmiała się głośno, zachwycona i wyzwolona, że o tymmówi.- Wszystkim dziewczynom wpadał w oko, a sam nawet ichnie zauważał, wiesz? A im bardziej ich nie zauważał, tymbardziej im się podobał.Dziewczyny robiły przy nimnajwiększe głupoty, naprawdę bystre, zdolne młode kobiety, poktórych ciężko by się tego spodziewać, zachowywały się jakidiotki,,żeby ściągnąć na siebie jego uwagę.A on nic, niezauważał.- Każdy zauważa.-Słowo honoru.To nie była nawet arogancja.To była jakby.krótkowzroczność.-I tobie się to spodobało?- Uznałam to za ujmujące.- Nie za wyzwanie?- Boże, nie.Tym razem oboje się roześmiali.- No więc jak.No wiesz, jak się spiknęliście? - spytał Mark.Spaliła skręta do ostatniego centymetra, po czym ścisnęła gopaznokciami.- To nie była kwestia chwili - odparła.- Poznaliśmy się natym wykładzie i potem jakby powoli zaszliśmy na kawę.%7ładnez nas nie zaprosiło tego drugiego.A w każdym razie tak topamiętam.Siedzieliśmy sobie w knajpie i gadaliśmy.Powiedziałam mu o sobie wszystko, co było wtedy dopowiedzenia, a nie było tego zbyt wiele.- Ile miałaś lat?- Dwadzieścia? A więc szkoła dla dziewcząt, średnia, rokprzerwy, uniwersytet.Wtedy wydawało się, że to jest takiewielkie doświadczenie.Więc mówię mu to wszystko o sobie.Potem pytam o niego, a on mówi mi o książkach.Jakby byłzrobiony z tych wszystkich książek, które przeczytał albozamierzał przeczytać.A pózniej odprowadza mnie do domu.Ani przez chwilę nie protestowałam.I powiem ci jedno o Johnie: jak jesteś dwudziestoletniądziewczyną i nie znasz się za dobrze na świecie, i mieszkasz wszemranej dzielnicy, jak idziesz z nim do domu.nigdy nieczułam się tak bezpiecznie.A on staje pod drzwiami mojegodomu i pyta: Więc tu mieszkasz?".A ja na to: Tu".I myślę: Pocałuj mnie, dupku, bo padnę tu trupem".-I pocałował?- Nie.Przygarbił się tylko i kiwnął mi głową, w taki swójsposób.On czasami tak robi, jak wielki kudłaty pies.Potemwsadza ręce głęboko do kieszeni i odchodzi.- Dobrze zagrane, naprawdę.- Tylko że to nie tak, to nie była taktyka.Przysięgam! To byłcały on.Taki właśnie był.Jest.Nieważne.I wtedy dopadła ją melancholia - jak zawsze, kiedy myślała otamtym chłopcu i tamtej dziewczynie.Myśli o Johnie Lutherze,dwudziestodwuletnim, który odchodzi przygarbiony zamiast jąpocałować.I o lekkości w swoim sercu tamtego wieczoru; jaknie mogła zasnąć i nie poznawała siebie: poważna, rozsądna,pracowita Zoe, która w całym swoim życiu spała z dwomafacetami, z wieloletnim chłopakiem jeszcze w czasachszkolnych, i to w charakterze prezentu pożegnalnego, i z niecostarszym gościem, którego poznała w trakcie swojego gapyeara.Nie pasowało do niej leżeć w łóżku i zastanawiać się, cochłopak może teraz robić, w tej dokładnie sekundzie.Ale takwłaśnie spędziła całą noc.I następne kilka dni spędziła, udając, że nie wymyślasposobów, by wpaść na niego na korytarzu, na wydzialefilologii angielskiej, w stołówce.Rozparty na ławce w parku, patrząc na gołębie, Mark spytał:- Nic ci nie jest?- Nic - odparła Zoe.- Przepraszam.Zamyśliłam się.Rozpostarł ramiona.- Witaj w domu.- Nie chcę iść do pracy - jęknęła, prostując się.- Chcę sobiezrobić wolne.Jestem zmęczona.- Moglibyśmy pójść na wagary.Do kina czy coś.Od lat niebyłem w kinie.Zwłaszcza po południu.- Ja też nie.- No to na pewno powinniśmy to zrobić.Powiemy, żejesteśmy na spotkaniu.Pójdziemy do kina.A potem nachińszczyznę.- Bardzo bym chciała.Ale nie.Więc on wsunął swoją puszkę z tytoniem do kieszeni ispacerem wrócili do pracy.W jej wspomnieniu szli pod rękę, chociaż to oczywiście niemogło tak być.Jeszcze nie.Nie wtedy.*Tamtego dnia była rozproszona i niezdarna.Wylała nabiurko kawę.Przez samo siedzenia tam, śmiejąc się z przeszłości, poczuła,że jej John, tamten chłopak, jest już tylko wspomnieniem.Przyłapywał ją czasami, po jednym czy dwóch kieliszkachwina powyżej bezpiecznej granicy.Zapłakana przeglądałaznowu ich stare zdjęcia.- Spójrz na moje włosy - mówiła.Albo: - Boże, popatrz namoje buty.Gdzie ja miałam oczy?Albo mówiła:- O Jezu, pamiętasz to mieszkanie? Na Victoria Road?A Luther był dla niej tak miły, że wertował albumy,nieświadom, że ten mężczyzna patrzący na zdjęcia nie jestchłopcem na nich uwiecznionym.Gdzieś po drodze tamten chłopiec dołączył do umarłych i Zoecałe lata spędziła, machając do niego z dalekiego brzegu,próbując przywołać go z powrotem.A teraz nie jest nawet przerwa na lunch w tym dziwnym dniurok pózniej, ona zaś leży naga w hotelowym łóżku z MarkiemNorthern w ciepłym wspomnieniu orgazmu.Wtula się w jego szyję, całuje go.On się odwraca i też jącałuje.Wie, że będzie miała poczucie winy.Wstanie i pójdzie nagapod prysznic, i wróci, i wytrze się, a Mark będzie patrzył;oczywiście, że będzie patrzył - będzie patrzył, jak robi tewszystkie codzienne rzeczy, bo w tym akurat momenciewszystko, co ona robi, jest fascynujące, oszałamiające,magiczne.Tak samo jak wszystko, co robi on, jest fascynujące imagiczne dla niej.Owinie się ręcznikiem przed tym mężczyzną, który dopieroco w nią wszedł, dwukrotnie.I się ubierze: bielizna, rajstopy,bluzka, garsonka i buty, pobawi się włosami i poprawi makijaż.Umówi się z lekarzem, żeby odebrać pigułkę dzień po, bo żadnez nich tego nie planowało, więc nie przyszło im do głowy wpaśćdo drogerii po gumki.Pigułka dzień po może wywoła u niej bóle głowy, bolesnośćpiersi i mdłości
[ Pobierz całość w formacie PDF ]