[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Moje usta byÅ‚y tÄ… częściÄ… ciaÅ‚a, która najdÅ‚użej siÄ™ broniÅ‚a przed powrotem do rzeczywistoÅ›ci.ArtykuÅ‚owaÅ‚em sÅ‚owa jak wagonii: karabin, kłódka, race.Jednak pozostaÅ‚em bezczynny.MogÅ‚em tylko patrzeć naprzymkniÄ™tÄ… klapÄ™ jak w hipnozie.OtworzyÅ‚a jÄ… jedna rÄ™ka.Dwie zÅ‚ote obwódki na mankiecie.Potem pojawiÅ‚a siÄ™kapitaÅ„ska czapka z insygniami republiki francuskiej.A potem oczy, w których nie byÅ‚oprzyjacielskich uczuć  tylko nietolerancyjne przekonania  i nos, dÅ‚ugi i miÄ™sisty, wasyÅ›cie jasnych baczków, też przesadnie dÅ‚ugich.Usta paliÅ‚y hawaÅ„skie cygaro.Indywiduum wsuwaÅ‚o siÄ™ do Å›rodka, nie zwracajÄ…c szczególnej uwagi na mojÄ… osobÄ™.Mężczyzna wynurzyÅ‚ siÄ™ już prawie caÅ‚y, kiedy przyhamowaÅ‚a go wystajÄ…ca z kieszenibutelka, która zahaczyÅ‚a o próg.RozwiÄ…zaÅ‚ problem, wydzierajÄ…c siÄ™ na mnie: Techniku sygnalizacji morskiej! Dlaczego nie odpowiada pan, jak siÄ™ pana woÅ‚a?Co siÄ™ staÅ‚o na tej piekielnej wyspie? JakaÅ› katastrofa? TrzÄ™sienie ziemi? O ile wiem, tonie jest rejon sejsmiczny.Jego broda wyglÄ…daÅ‚a jak kawaÅ‚ek papieru Å›ciernego przylepiony do twarzy, co niedodawaÅ‚o mu powagi.Niebieska kurtka nosiÅ‚a Å›lady zÄ™bów licznych gryzoni, jakby jejwÅ‚aÅ›ciciel od lat nie miaÅ‚ okazji wymienić garderoby, zawijajÄ…c do portu.SprawiaÅ‚wrażenie dezertera, który przeszedÅ‚ na stronÄ™ piratów.Jego podwÅ‚adni cuchnÄ™li tanimi,koszarowymi Å›rodkami dezynfekcji czy czymÅ› równie ohydnym.To byli marynarze zkolonii, w wiÄ™kszoÅ›ci Azjaci i Metysi.Każdy z nich miaÅ‚ innÄ… fryzurÄ™ i nieregulaminowymundur.Sprawiali wrażenie żoÅ‚nierzy zaciężnych.Nigdy by nie zrozumieli, jakieporuszenie wywoÅ‚aÅ‚a we mnie sama ich obecność.Od ponad roku żyÅ‚em odizolowany odÅ›wiata; moje zmysÅ‚y nastawiÅ‚y siÄ™ na powtarzalność znanych bodzców, a tu nagleoszoÅ‚omiÅ‚ mnie tuzin nowych twarzy, haÅ‚aÅ›liwych gÅ‚osów, woni, o których istnieniudawno już zapomniaÅ‚em.Przez nikogo niezachÄ™cani, zaczÄ™li myszkować po kÄ…tach, zzamiarem splÄ…drowania mieszkania.W tym gronie wyróżniaÅ‚ siÄ™ jeden bardzo mÅ‚ody, owyraznie semickich rysach, czarnych kÄ™dzierzawych wÅ‚osach, w okularach w metalowejoprawce.Ten niczego nie chciaÅ‚.Nie byÅ‚ marynarzem; wyróżniaÅ‚ siÄ™ porzÄ…dnymubraniem.WyglÄ…daÅ‚ jak urzÄ™dnik, a nie ktoÅ› przyzwyczajony do warunków panujÄ…cych namorzu.WystajÄ…cy z kieszonki kamizelki Å‚aÅ„cuszek zdradzaÅ‚ obecność zegarka.Pozostalimieli rysy, jakie wyciska na twarzach staÅ‚e lekceważenie dyscypliny.Aagodna twarz %7Å‚ydaznamionowaÅ‚a natomiast czÅ‚owieka, który przeczytaÅ‚ wiele niepotrzebnych książek.KaszlaÅ‚ gÅ‚oÅ›no. Z kim mówiÄ™? Jaki jest paÅ„ski stopieÅ„?  przesÅ‚uchiwaÅ‚ mnie kapitan. Niemowa,ranny, chory, a może pan mnie nie rozumie? Jak pan siÄ™ nazywa? ProszÄ™ odpowiedzieć!StraciÅ‚ pan zmysÅ‚y? No jasne, to wariat  przerwaÅ‚ sam sobie, wciÄ…gajÄ…c gÅ‚Ä™bokopowietrze. SkÄ…d siÄ™ bierze ten smród? Gdyby ryby mogÅ‚y siÄ™ pocić, tak by wÅ‚aÅ›nieÅ›mierdziaÅ‚y.CaÅ‚y dom cuchnie.Niektórzy marynarze zaÅ›miali siÄ™ z dowcipu kapitana.Zmiali siÄ™ ze mnie.Sprawdzili, że nie byÅ‚o tu czego kraść, i teraz na mnie przenieÅ›li swojÄ… uwagÄ™.%7Å‚ydprzeglÄ…daÅ‚ jakieÅ› sfatygowane pisma urzÄ™dowe i komentowaÅ‚: Przed opuszczeniem Europy poprosiÅ‚em w ministerstwie o kopiÄ™miÄ™dzynarodowego rejestru placówek zamorskich.Tu figuruje niejaki Caffó, Batís Caffó podniósÅ‚ wzrok znad kartki z powÄ…tpiewaniem. Tak mi siÄ™ przynajmniej wydaje. Caffó? Technik sygnalizacji morskiej Caffó?  upewniÅ‚ siÄ™ kapitan. Tak przypuszczam, niczego nie jestem pewien  asekurowaÅ‚ siÄ™ %7Å‚yd, poprawiajÄ…cokulary. Na oficjalnej liÅ›cie pojawia siÄ™ tylko to nazwisko.Ale tu nie ma mowy o narodowoÅ›ci ani o stopniu.Nawet nie wiadomo, jaka instytucja go tu przysÅ‚aÅ‚a i w jakimdokÅ‚adnie charakterze.Tylko tyle, że zostaÅ‚ oddelegowany na tÄ™ wyspÄ™.To wszystko zwiny Korporacji %7Å‚eglugi Morskiej, w której wyÅ‚Ä…cznej gestii leży informowanieadministracji publicznej o specjalistach wysyÅ‚anych za granicÄ™.Robi to opieszale i bylejak.Jak tylko wrócÄ™, zÅ‚ożę skargÄ™.Taka polityka odbija siÄ™ na innych pracownikach.Toznaczy na mnie.Nie, doprawdy! Wszystkie paÅ„stwa informujÄ… siÄ™ nawzajem omiÄ™dzynarodowych stacjach, natomiast Korporacja ukrywa nazwiska swoich ludzi.I to wjakiejÅ› nÄ™dznej stacji meteorologicznej!Interesy %7Å‚yda i kapitana byÅ‚y jednak odmienne i porozumienie miÄ™dzy nimi byÅ‚omożliwe tylko przez chwilÄ™.Kapitan byÅ‚ czÅ‚owiekiem praktycznym.Szczegóły go nieinteresowaÅ‚y.WróciÅ‚ do przerwanego przesÅ‚uchania. Techniku sygnalizacji morskiej, panie Caffó: ten czÅ‚owiek przybyÅ‚ tu, by zastÄ…pićpoprzedniego meteorologa.Nie wiemy tylko, gdzie on siÄ™ podziewa.JeÅ›li nie doczekamsiÄ™ od pana satysfakcjonujÄ…cej odpowiedzi, bÄ™dÄ™ zmuszony uznać, że jest panodpowiedzialny za jego znikniÄ™cie.Czy rozumie pan, o co jest pan oskarżony? ProszÄ™natychmiast odpowiedzieć! Odpowiadać mi, do diaska, no już! Stacja meteorologiczna topaÅ„skie sÄ…siedztwo, siÅ‚Ä… rzeczy musi pan wiedzieć, co tam siÄ™ staÅ‚o! MyÅ›li pan, że ja tuprzyjechaÅ‚em dla przyjemnoÅ›ci? PÅ‚ynÄ…Å‚em sobie spokojnie z Indochin do Bordeaux, a tunagle Korporacja zmusza mnie do zboczenia z kursu o tysiÄ…c mil morskich, żeby stÄ…dkogoÅ› zabrać.Tylko jednego czÅ‚owieka.A teraz okazuje siÄ™, że go nie ma.%7Å‚e też musiaÅ‚siÄ™ gdzieÅ› zapodziać wÅ‚aÅ›nie tu, na wyspie wielkoÅ›ci pocztowego znaczka!PatrzyÅ‚ na mnie z furiÄ…, oczekujÄ…c, że zastraszy mnie energiÄ… emanujÄ…cÄ… z oczu, żezdecydujÄ™ siÄ™ przerwać peÅ‚ne napiÄ™cia milczenie i zacznÄ™ mówić.Nie udaÅ‚o mu siÄ™osiÄ…gnąć żadnej z tych rzeczy.MachnÄ…Å‚ rÄ™kÄ… z rezygnacjÄ….Jego autorytet w poważnejczęści opieraÅ‚ siÄ™ na posiadaniu cygara.WypuÅ›ciÅ‚ obÅ‚ok dymu tak gÄ™sty, że można go byÅ‚ogryzć.ZwróciÅ‚ siÄ™ do mÅ‚odego %7Å‚yda: Milczenie oskarża tego, kto je zachowuje.MyÅ›lÄ™, że on jest winny.ZabiorÄ™ go zesobÄ… i niech go powieszÄ…. Milczenie może też być zasadniczym argumentem obrony  odpowiedziaÅ‚ mumÅ‚ody czÅ‚owiek, kartkujÄ…c książkÄ™ [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl