[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Te przepowiednie pozabiblijne - przypomniał Ambrosi nieco zdyszany.- Są tacy,którzy sięgają po nie z mało szlachetnych pobudek, szukając wskazówek dotyczącychtożsamości Antychrysta.- Prorocy mieli wizje Antychrysta? - spytał Brady.- O, tak.Niektórzy mieli wyłącznie takie, biedacy.Na przykład franciszkanin RogerBacon.Dręczyły go sny o czasach ostatecznych.Jego pisma są niezwykle intrygującymspojrzeniem na syna zatracenia.Ma on być leworęczny, mieć bliznę po wypadku zdzieciństwa i oczy barwy popiołu.Bacon, jak się uważa, wynalazł proch strzelniczy alboprzynajmniej udoskonalił formułę Chińczyków.Starał się odbudować wiedzę adamową, którąwedług niego rodzaj ludzki zatracił z powodu upadku człowieka w rajskim ogrodzie.Uważał,że to jedyny sposób, żeby pokonać Antychrysta.- Czy Scaramuzzi posiada te cechy fizyczne? - spytała Alicia.- Owszem - przytaknął Ambrosi.- Ale nawet gdyby ich nie miał, i tak znalazłbysposób, żeby obrócić przepowiednie na swoją korzyść lub je zdyskredytować.- Czy Biblia również podaje podobne szczegóły opisu Antychrysta?- Jest szczegółowa, owszem.Ale Pismo Zwięte znacznie trudniej interpretować zpowodu jego języka.Czasem brzmi on niejasno, bo Bóg tworzył je tak, by przetrwało wiekibez względu na kulturę, która akurat odciśnie się na umysłach czytających je ludzi.Pismo jestponadczasowe, przekracza geografię i strukturę społeczną.- To Bóg napisał Biblię?- On tchnął swoje słowo w ludzi, którzy je spisali.Bóg często działa w ten sposób.Poprzez nas.Lub przez to co nazywamy naturą.Przystanął na skrzyżowaniu korytarzy i odwrócił się.Zwiatło odbiło się od posadzki,wypełniając jego oczodoły cieniami.Posłał Alicii uśmiech.- Obecnie naukowcy uznają, że przejście sześciuset tysięcy %7łydów uciekających zEgiptu przez Morze Czerwone było całkowicie możliwe dzięki rafie, która rozciąga sięmiędzy jednym brzegiem a drugim.Sześć kilometrów rafy.Mówią, że przy wietrze oprędkości 110 kilometrów na godzinę rafa wystawałaby nad powierzchnię wody i dałoby sięprzejść po niej pieszo.Wyobrazcie sobie.Tędy.Skręcił w jeden z korytarzy.Po około dziesięciu metrach Brady odezwał się:- Kim są ci ludzie, którzy wypatrują nadejścia Antychrysta?- To bogobojne duszyczki, które chcą się przygotować na niespokojne czasy mającenastać po jego przyjściu.Mają dobre intencje, ale chciałbym im powiedzieć: %7łyjcie dlaBoga, a zawsze będziecie przygotowani.Są też ciekawscy, którzy pragną zobaczyćspełnienie się przepowiedni, chociaż nie wiążą losów swojej duszy z żadną ze stron.Wkroczył do pomieszczenia na planie kwadratu, wielkości pojedynczego garażu.Ztrzech ścian wiodły korytarze w różnych kierunkach.Otwór w czwartej ukazywał krętestopnie, które znikały poza zasięgiem wzroku.Ambrosi ruszył w górę.Szerokie stopnie owijały się wokół kolumny z ustawionych jeden na drugim kamieni.Wspinali się krętymi schodami, aż kardynał zatrzymał się na niewielkim podeście.Obokniego były drewniane drzwi.Porowata faktura drewna przypominała Brady emu zamkowymost zwodzony, stary i ciężki.- Idziemy dalej do góry, ale pomyślałem, że może chcecie wiedzieć, gdzie jesteście.Odciągnął żelazny skobel i drzwi otwarły się na zewnątrz.Owionął ich silny podmuchświeżego powietrza, zabarwiony wonią drzewa i papieru.Przestrzeń wypełniało światłoelektryczne.Wychyliwszy się, Ambrosi zrobił miejsce dla Brady ego i Alicii.Zaglądali do dokładnie takiego pomieszczenia jak to, które widać było zza biurkasekretarza Archiwum.Właściwie sale widoczne za otwartymi naprzeciwko drzwiami to byływłaśnie te pokoje.To pomieszczenie jednak było umeblowane jak biuro.Biblioteczki.Szafyna akta.Zaś zza potężnego biurka, z otwartymi ustami, wpatrywał się w nich monsiniorVretenar.- Buona sera, monsinior Vretenar - odezwał się Ambrosi.Vretenar skłonił głowę.- Wasza eminencjo.Alicia pomachała mu ręką jak psotna uczennica.Ambrosi zamknął drzwi, dociągając je do siebie.Wszedł na kolejne stopnie.W mroku Brady ledwie dostrzegł szeroki uśmiech Alicii.Szli dalej w górę po krętych schodach.Wkrótce coraz więcej światła zaczęło wpadaćdo wewnątrz przez podłużne szpary w zewnętrznym murze, więc Ambrosi wyłączył latarkę.Dotarli do kolejnego podestu i jeszcze jednych drzwi.Brady zauważył jednak, że tutaj schodysię kończą.Znalezli się w najwyższym punkcie, byli u celu.Ambrosi otworzył zamekkluczem i pchnął drzwi.Weszli do przestronnej, okrągłej komnaty.Jedyne światło wpadałoprzez szczeliny w ścianach, identyczne jak te na klatce schodowej.Podłoga wyłożona byładeskami.Sufit był wysoki, a poniżej widać było przecinające się krokwie.Do ścian nawysokości wzroku przytwierdzone były metalowe haki.Na każdym wisiała gazowa latarnia.Ambrosi zamknął drzwi.Pyłki kurzu wzbiły się w powietrze i zawirowały w strugachświatła jak miniaturowe galaktyki.- Oto moja wieża - powiedział.- Mógłbyś? - Wyciągnął w stronę Brady egozapalniczkę i wskazał latarnie.Brady obszedł pomieszczenie, zapalając każdą z nich.Było ich pięć.Po obu stronach sali stały dwa stoły w kształcie półksiężyca.Uginały się pod stosamiksiążek i luznych papierów.Tam, gdzie nie było stołu, okna ani latarni, ściany zastawionebyły biblioteczkami.W centrum pomieszczenia stał natomiast osobliwy stół, jakiego Bradyjeszcze nigdy w życiu nie widział.Był wielki, solidny i z kształtu przypominał pączek zdziurką.W wolnym miejscu pośrodku stało stare i obdarte krzesło z wysokim oparciem.Blatstołu pokryty był przeróżnego rodzaju papierami.Były tam mapy, zdjęcia, rysunki, rękopisy,kartki wydarte z magazynów i gazet.Jedne białe i gładkie, świeżo wydrukowane, innepożółkłe i rozpadające się ze starości.Pusty był tylko fragment stołu szerokościsześćdziesięciu centymetrów, gdzie podnosiło się ruchomy blat, by można było dojść dokrzesła.Ambrosi zauważył, że Brady przygląda się niecodziennemu meblowi.- Przy tym biurku pracował ponoć święty Franciszek z Asyżu - wyjaśnił.- Tacybałaganiarscy badacze jak ja mogą dzięki niemu rozłożyć wszystkie swoje materiały ijednocześnie mieć je pod ręką.- Czym się zajmujesz? - zainteresowała się Alicia, nachylając się nad jednym zdokumentów, na oko bardzo starym.Pokryty był ozdobnym pismem w obcym języku.Wkażdym z jego rogów widniała niezwykle szczegółowa rycina przedstawiająca egzekucję:spalenie na stosie, ścięcie głowy na pniu drzewa, rozwłóczenie końmi i zepchnięcie wprzepaść przez zakapturzoną postać
[ Pobierz całość w formacie PDF ]