[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Musimy dopaść te, które zabiły królową, i inne, polujące w Geallii od tamtej pory.Musimy przyprowadzić tu przynajmniej jednego z nich.- Chcesz złapać wampira żywcem?- Tak.- Moira dobrze pamiętała, jak Cian wciągnął kiedyś demona dosali ćwiczeń i odszedł, żeby ich piątka spróbowała z nim walczyć.I zrozumieć, czemu mają stawić czoło.- To ludziom coś udowodni.- Na pewno łatwiej uwierzyć w to, co masz przed nosem.- Blair przemyślała szybko pomysł Moiry.- Dobrze.Zapoluję dziś w nocy.- Nie sama.Przestań, przestań - powiedziała Moira zmęczonym głosem, gdy Blair zaczęła protestować.- Jesteś przyzwyczajona do polowaniaw pojedynkę i potrafisz sama to zrobić, ale nie znasz okolicy, a one już tak.Pójdę z tobą.- Masz sporo racji, ale nie ty pójdziesz ze mną na to polowanie.Ja leżnie twierdzę, że nie dasz rady, ale nie jesteś najlepsza w walce wręcz.Zabiorę Larkina i Ciana.Moira poirytowanym gestem zerwała kwiat z krzaka.- Teraz ty masz rację.Mam wrażenie, że od powrotu do domu zajmujęsię tylko sprawami organizacyjnymi.- Współczuję ci, ale myślę, że te sprawy też są ważne.Mężowie stanuzwołują armie.Już podjęłaś kroki, by ewakuować ludzi ze strefy wojny.Ocalasz życie swoim poddanym, Moiro.- Wiem, ale.- Kto poruszy serca ludzi, zachęci ich do walki, przekona, żeby ryzykowali własne życie? My ich wyszkolimy, Moira, tylko że ktoś musi ich do nasprzyprowadzić.- Wiem, masz rację.- Znajdę ci wampira - nawet dwa, jeśli będę mogła.Ty daj mi ludzi,których będę mogła nauczyć, jak go zabić.Ale na razie muszę się umyć.Wampir wyczuje mnie na kilometr.- Każę przygotować dla ciebie kąpiel w twojej komnacie.- Myślałam, że po prostu wskoczę do rzeki.- Zwariowałaś? - W końcu na twarzy Moiry rozkwitł uśmiech.- O tejporze roku woda jest lodowata.Moirze nigdy nie było łatwo rozmawiać z Cianem.Nie dlatego, że byłwampirem, do tego już się przyzwyczaiła.Kiedy o nim myślała, traktowałato jak swego rodzaju przypadłość.Przy pierwszym spotkaniu ocalił jej życie i od tamtej chwili nigdy jejnie zawiódł.Jego ród zamordował jej matkę, a mimo to Cian walczył u boku Moiry,ryzykując życie - a raczej egzystencję.A jednak coś w niej tkwiło, coś, czego nie mogła do końca zbadać anizrozumieć, przez co czuła się przy nim niezręcznie, była onieśmielonai spięta.Nie ulegało wątpliwości, że Cian albo to widział, albo wyczuwał.Traktował ją zawsze dużo chłodniej niż pozostałych i bardzo rzadko rzucał jejuśmiech czy słowo pochwały.Gdy jechali do Tańca i zaatakowały ich wampiry, to Cian uniósł Moiręz ziemi, a jego ramiona były ramionami mężczyzny, mocne i prawdziwe, ciało i krew.- Trzymaj się - tylko tyle powiedział.Jechała z nim do zamku, przytulona do mężczyzny, sprężystego i silnego.A serce jej waliło z tak wielu powodów, że bała się dotknąć tego mężczyzny.Co wtedy powiedział tym swoim ostrym, zniecierpliwionym głosem?A tak: Trzymaj się mnie, zanim znowu polecisz na tyłek.Przecież jeszcze cię nie ukąsiłem, prawda?".Poczuła wstyd i zakłopotanie i bardzo się cieszyła, że Cian nie może zobaczyć ognistych rumieńców na jej policzkach.Na pewno rzuciłby jakąś ciętą uwagę na temat jej dziewczęcych pąsów.Teraz musiała do niego pójść i poprosić o pomoc.Nie mogła pozostawićtego Blair czy Larkinowi, a już na pewno żadnemu ze sług.To ona musiałastanąć z Cianem twarzą w twarz, wyjaśnić, o co jej chodzi, i poprosićo przysługę.Wiedziała, że on to zrobi, nie dla niej - cóż dla niego znaczyła prośbaksiężniczki - ale przysługa dla przyjaciela to co innego.Zrobi to dla pozostałych, dla całej sprawy.Poszła sama.Kobiety, które jej usługiwały, oczywiście by ją potępiłyi uznałyby pomysł wizyty ich księżniczki" w męskiej sypialni za niedorzeczny, nawet szokujący.Takie sprawy nie miały już dla Moiry żadnego znaczenia.Co pomyślałyby jej damy, gdyby wiedziały, że kiedyś, gdy był ranny, poiła go krwią?Pomyślała, że pewnie zaczęłyby piszczeć i zakrywać twarze - oczywiścietylko te, które by nie zemdlały.Ale już wkrótce będą musiały przyzwyczaić się do takich widoków.Albo jeszcze gorszych.Czuła kamień w żołądku, podchodząc do sypialni Ciana, ale zapukałagłośno i zdecydowanie.Otworzył drzwi, a padające z korytarza światło rozjaśniło mu twarz, pozostawiając resztę postaci w ciemności.Moira dostrzegła maleńki błysk zaskoczenia w jego oczach, gdy na nią spojrzał.- Proszę, proszę, popatrzcie tylko.Prawie cię nie poznałem, wasza wysokość.Przypomniała sobie, że jest w sukni i ma na czole książęcy diadem zezłota, i poczuła się niezręcznie.- Musiałam wziąć udział w obradach i ubrać się odpowiednio na tę okazję-- Wyglądasz ponętnie.- Oparł się nonszalancko o drzwi.- Czy mojaobecność też jest tam wymagana?- Tak.Nie.- Dlaczego zawsze czuła się przy nim taka niezdarna? - Czymogę wejść? Chciałabym z tobą pomówić.- Bardzo proszę.Musiała otrzeć się o niego, żeby wejść do pokoju.Było tu ciemno jakw grobie, nie paliła się ani jedna świeczka, nie płonął ogień, a kotary pozostawały szczelnie zaciągnięte.- Słońce już zaszło.- Tak, wiem.- Miałbyś coś przeciwko temu, gdybym zapaliła świecę? - Wzięła do ręki krzesiwo i hubkę.- Nie widzę w ciemności tak dobrze jak ty.- Nawetpojedynczy płomień ukoił trochę jej nerwy.- Chłodno tu - ciągnęła, zapalając więcej świec.- Może napalę w kominku?- Rób, jak chcesz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]