[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. - Wydaje się panu, że ją pan poderwał?- No wie pan! - Zack uśmiechnął się nagle ciepło Aleksij odetchnął.- Niema na świecie mężczyzny, który potrafiłby zrozumieć kobietę.Zwłaszczamądrą.- Zauważył, że oczy Aleksij a wędrują gdzieś w bok i odwrócił się.Policjant w mundurze prowadził do sali przesłuchań niskiego, chudegomężczyznę o niezdrowej cerze.- Czy to ten?- Tak.To Lomez.Zack wypuścił dym przez zęby i cicho zaklął.Aleksij miał ochotę się doniego przyłączyć.Rachel siedziała przy długim stole.Chociaż prowadziła ostatnią sprawęLomeza, musiała sobie pewne fakty przypomnieć.- No, Lomez.Znowu się spotykamy.- Bardzo długo na to czekałem.- Opadł na krzesło, ignorując policjanta.Był spocony.Nic nie wyszło z napadu i już od czternastu godzin musiał się obyćbez narkotyków.- Czy ma pani skręta?- Nie.Dziękuję panu - zwróciła się do policjanta.- No, tym razemrzeczywiście trafiła się panu gratka.Kobieta, którą pan napadł, miałasześćdziesiąt trzy lata.Rano dzwoniłam do szpitala.Ma pan szczęście.Była wstanie krytycznym, ale już jest lepiej.Lomez wzruszył ramionami.Małe czarne oczka utkwił w Rachel.Niemógł powstrzymać drżenia rąk.Zaczął wybijać palcami jakiś rytm na stole,jednocześnie stukając butami.- Gdyby mi oddała torebkę, nie musiałbym tego robić.Wie pani przecież.Boże, cóż to za obrzydliwy facet! Rachel cały czas starała się pamiętać otym, że jest urzędnikiem państwowym.- Napad z nożem na staruszkę nie otwiera drogi do raju.Raczej do paki.Człowieku, ona miała dwanaście dolarów!- No to o co robiła tyle hałasu? Niech mnie pani stąd wydostanie.To panipraca.- Miał spierzchnięte usta i zsiniałą skórę.Zaraz po wyjściu będzie musiał przycisnąć któregoś z Hombres, żeby mu dał działkę.- Całą noc siedziałem wtej śmierdzącej celi.- Jest pan oskarżony o usiłowanie zabójstwa - rzekła chłodno.- Nie zabiłem tej staruchy.- Lomez wytarł mokre dłonie o uda.Głódnarkotyczny czuł nawet w kościach.- Trzy razy pchnął ją pan nożem.Policjant, który dokonał aresztowania,widział pana uciekającego z miejsca zdarzenia z nożem i torebką.Został panprzyłapany na gorącym uczynku.Sędzia będzie surowy.Ma pan niezłe konto.Napad, napad z bronią w ręku, włamanie i dwie kradzieże.- Nie potrzebuję kazań.Muszę wyjść.- Nie liczyłabym na wyjście za kaucją.A gdyby nawet prokurator sięzgodził, nie będzie pan w stanie jej zapłacić.Ja mogę się starać wywalczyćodstąpienie od oskarżenia o usiłowanie zabójstwa.Przyzna się pan do.- Przyzna się?- Nie ma wyjścia, Lomez.Nawet gdybym dokonywała cudów, nic z tegonie będzie.Przyzna się pan do napadu z bronią w ręku, a ja postaram się o najła-godniejszy wymiar kary: od siedmiu do dziesięciu lat.- Niech to szlag.- Jego twarz pokryła się potem.- Niestety, tak to wygląda.Niech się pan zgodzi, bo inaczej posiedzi pandwadzieścia - powiedziała i zamknęła akta.Miała go już serdecznie dość.Lomez najpierw coś wrzasnął, a potem wskoczył na stół i rzucił się na nią.Upadli na podłogę.- Wydostań mnie stąd! - Jego ręce zacisnęły się na jej gardle.Nawet nieczuł paznokci, które mu wbijała w przeguby dłoni.- Ty suko! Wydostań mniealbo cię zabiję!Przez chwilę widziała jeszcze jego rozwścieczoną twarz, potem przedoczami zamigotały jej czerwone plamki.Ostatkiem sił uderzyła go grzbietemdłoni w nos.Popłynęła krew, lecz jego ręce zacisnęły się mocniej.Huczało jej wuszach, a mimo to słyszała jego przekleństwa.Nagle czerwone planiki zmieniły się w szare.Po chwili ucisk zelżał i zachłysnęła się powietrzem.Ktoś wołał jej imię.Trzymał ją w ramionach.Poczuła zapach morza i straciła przytomność.Chłodne palce na twarzy.Cudownie.Silne ręce na jej dłoniach.Jakdobrze.Westchnienie przed obudzeniem.Agonia.Rachel zamrugała i zobaczyła pochylające się nad nią dwie twarze.Pełnestrachu i jednocześnie wściekłości.Podniosła dłoń do policzka Zacka, a pózniejAleksija.- Nic mi nie jest - powiedziała zachrypniętym głosem.- Leż spokojnie - mruknął po ukraińsku Aleksij, gładząc ją po włosach.Czuł jeszcze pulsowanie w ręce od ciosu, jaki wymierzył Lomezowi.- Chceszsię napić?Skinęła głową.- Chcę usiąść.Skoncentrowała uwagę na pokoju.Leżała na sfatygowanej kanapie wbiurze kapitana.Podziękowała cicho bratu i upiła łyk z papierowego kubka.- Gdzie Lomez?- W więzieniu.Tam, gdzie powinien być - ciągnął Aleksij po ukraińsku icałował jej brwi, policzki, czoło.W końcu odsunął się, ale nadal trzymał jejdłoń.- Odpocznij i nie ruszaj się.Zaraz przyjedzie karetka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl