[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Osłupienie malujące się na jego twarzy było dla niej wystarczającąnagrodą.Z pewnością nie oczekiwał, żezrozumie aluzję.Proszę bardzo, udowodniła, że nie jest głupiutkągąską, którą bez trudu można omamić i uwieść.Dała mu do zrozumienia,że przejrzała jego zamiary, choć nie miała pojęcia, dlaczego oglądanierycin oraz rodowych klejnotów jest dla panny takie niebezpieczne.Jack pospiesznie zrobił krok w jej stronę i z kamienną twarzą stanąłnieruchomo.Wstrzymała oddech, widząc jego zaciśnięte pięści i wściekłespojrzenie.Ani myślała się cofnąć.Nie da się zastraszyć.- Gdyby nie wzgląd na to, że jesteś moim gościem i córkątakiego ojca.- Umilkł i wziął głęboki oddech, a potem dokończył,ledwie panując nad złością: - Gdyby nie to, przełożyłbym cię przezkolano i sprał na kwaśne jabłko za tę wulgarną uwagę.72- Co też pan.- A gdybyś była mężczyzną, wyzwałbym cię na pojedynek -przerwał bezceremonialnie.- Zamiast tego.-Położył dłonie naszczupłych ramionach, przyciągnął Kresydę do siebie, pochylił głowę,wycisnął na rozchylonych ustach mocnego całusa, a potem cofnął się.-To jest nauczka, a nie zachcianka - burknął, okręcił się na pięcie iwyszedł, trzaskając drzwiami boksu.Kresyda oparła się plecami o drewnianą przegrodę.Ciekawe, jakdługo będzie dygotać jak w febrze z powodu jednego pocałunku.Jack opuścił dziedziniec stajni, ledwie racząc odpowiedzieć burkliwiena pozdrowienie zdumionego Clintona.Litości! Co go napadło?Naprawdę myślał o uwiedzeniu kuzynki? Czy kiedykolwiek zdarzyłomu się kusić do grzechu pannę z dobrego domu, cnotliwą i prawą,chociaż upartą? Ani razu.Prawą? Raczej sprytną!Lękał się, że Kresyda chce go uwikłać w małżeństwo, a tymczasemona miała czelność sugerować, jakoby zamierzał ją omotać iwykorzystać.Co w jego postępowaniu mogło wzbudzić takiepodejrzenia?Wystarczyło zadać pytanie i natychmiast pojawiły się odpowiedzi.Prawdziwa lawina przyczyn.Groził jej porządnym laniem, żądał całusa, na domiar złego wszedłdo pokoju, gdy spała.Postawił na swoim i rzeczywiście ją pocałował.Raz i drugi.Powtórnie groził klapsem.W tej sytuacji Kresyda rzeczywiście miała powody, żeby gopodejrzewać o najgorsze.Nawet przeniesienie sekretarzyka można było zinterpretować jakopróbę schlebiania potencjalnej ofierze, u-znał przygnębiony Jack.A jeślichodzi o jego dzisiejsze zachowanie.Skąd mu przyszło do głowy, żekonie to bezpieczny temat?Przyspieszył kroku i ruszył w stronę domu alejką obsadzoną kępamilawendy.Na co dzień zwalniał tu, z przyjemnością wdychając delikatnyaromat.Teraz było inaczej.Subtelna woń lawendy przylgnęła do ubrańKresydy.Dziś nawet zapach wydawał mu się irytujący.Nie zdarzyło mu się dotąd uwieść niewinnej dziewczyny.Nie w smakbyło mu również obrażanie panny z dobrego domu, która ma wszelkiepodstawy, żeby spodziewać się oświadczyn.Nie pozwalał sobie nadwuznaczne żarciki w obecności tamtych dziewcząt, które gotów był73prosić o rękę.Z pewnością nigdy dotąd nie wymknęło mu się przydamach dwuznaczne porównanie ogiera z wałachem.Co go napadło? Dlaczego znowu pocałował Kresydę? Czemu w tensposób, jakby chciał ją obrazić? W gruncie rzeczy pragnął sprawdzić,czy jej usta są tak cudowne i zmysłowe, jak mu się przedtem wydawało.Poprzedni całus, pełen słodyczy i niewinności, zaledwie obiecywałwielką rozkosz.Jack szukał uciech cielesnych u pań, które zarabiały na życie jakoluksusowe kurtyzany.Miał też kilka dyskretnych romansów z kobietaminależącymi do swojej sfery.Były wśród nich i wdowy, i mężatki, którelos - tyleż łaskawy, co złośliwy - obdarzył małżonkami gotowymiprzymknąć oko na pewne sprawy, o ile pochodzenie dziedzicówrodowych majętności nie będzie kwestionowane.%7ładne z tychdoświadczeń nie przygotowało go na spotkanie z Kresydą.Nie stał sięrównież mądrzejszy dzięki paru całusom skradzionym Selinie.Jego dyskrecja w sprawach alkowy nie wynikała z obawy przedskandalem.Wręcz przeciwnie! Był zdania, że takie afery dodają życiutowarzyskiemu pikanterii.Uważał jednak, że romansuje się dlaprzyjemności, więc dwoje kochanków ma na równi czerpać zadowoleniez takiej znajomości.Dla kobiety to wątpliwa przyjemność samotniestanąć oko w oko z rozwścieczonym mężem.Minął zakręt ścieżki, za którym otwierał się widok na dworskidziedziniec, i stanął jak wryty na widok zbliżającego się powozu.Liczył,że podróżni go nie spostrzegli.Miał nadzieję, że Evans miłosiernieodprawi intruzów, mówiąc, że pana nie ma w domu.Gotów był nawetzostać na dworze, aby nie zmuszać go do kłamstwa.Ukrył się, jak mógł, za rozłożystym drzewkiem różanym iobserwował powóz.Ciekawe
[ Pobierz całość w formacie PDF ]