[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A nawet jeśli do tego niedojdzie, to i tak wszyscy się potopią.Ha!Zanurzyła się w wodę i wypuściła powietrze z kamizelki Feramo, żeby zszedł głębiej,po czym chwytając uśpionego terrorystę, zaczęła płynąć, ciągnąc go za sobą zdrową ręką,wielce zadowolona, że tym razem role się odwróciły. Ależ ja jestem mądra , pochwaliła się w myślach.Niestety, nie przyszło jej do głowy, że będzie ciemno.Nurkowanie w nocy, bezświatła i z jednym dość nędznym sztylecikiem zamiast harpuna do najlepszych pomysłów zpewnością nie należało.Nie chciała wypłynąć na powierzchnię zbyt blisko brzegu z obawyprzed wartownikami Al - Kaidy.Z kolei strach przed rekinami powstrzymywał ją przedwypłynięciem zbyt daleko.Nie chciała też zużyć całego powietrza, bo a nuż znowu będziemusiała zejść pod wodę.Przez jakieś trzydzieści minut płynęła dokładnie w przeciwną stronę, niż znajdował siębrzeg, na głębokości trzech metrów, po czym wypłynęła, tak regulując napełnienie kamizelkiFeramo, by unosił się pół metra pod powierzchnią.Zgięła nogi i usiadła na nim.Jeśli rekinyzgłodnieją, mogą zacząć od niego.Wokół siebie widziała jedynie ciemność: żadnych światełani łodzi.Może sobie tak siedzieć aż do świtu, pod warunkiem, że nie zjawią się rekiny, tylkoco potem? Zastanawiała się, czy nie pozbyć się Feramo, a samej nie dopłynąć do brzegu lubmoże raczej głębiej w morze.Była tak potwornie zmęczona.Poczuła, że zaczyna zapadać wdrzemkę, gdy nagle spod niej wyskoczyło na powierzchnię coś ogromnego i aż nadto żywego.54- Tam coś jest.Scott Rich siedział na miejscu nawigatora w śmigłowcu Black Hawk, obserwującmonitor na podczerwień.Wypełniający kokpit elektroniczny gwar mógł doprowadzić doszału, ale Rich był całkowicie opanowany.Nachylony do przodu, w skupieniu wsłuchiwał sięw napływające jednocześnie raporty oddziałów naziemnych, czterech patroli powietrznych iFok Hackforda Litvaka.- Sir, patrol naziemny odnalazł ubranie agentki Joules przy końcu tunelu.Jej samej nieodnaleziono.- Coś jeszcze? - spytał Scott.- Jakieś ślady walki?- Ubranie było podarte i zakrwawione.Scott Rich skrzywił się.- Wasza aktualna pozycja?- Na brzegu, trzy metry od Morza Czerwonego.- Widzicie coś stamtąd?- Nie.Tylko sprzęt do nurkowania.- Powiedziałeś sprzęt do nurkowania?- Tak jest.- W takim razie, do ciężkiej cholery, nakładaj go i właz do wody.- Wyłączył swójmikrofon i zwrócił się do pilota, wskazując na ekran.- Tam.Widzisz? Podejdz.Natychmiast.*Olivia wrzasnęła, kiedy Feramo wyskoczył z wody, jedną ręką wyrywając jej sztylet, adrugą chwytając za gardło.Ugięła nogę i z całej siły kopnęła go w jaja, wyrywając się, gdytylko uwolnił jej gardło z uścisku.Myśli jak błyskawice przelatywały jej przez głowę.Byłpod wodą dłużej niż ona.Powinno mu już zabraknąć powietrza - jej zostało go jeszcze nadobre dziesięć minut.Musi zanurzyć się na dziesięć metrów i zgubić go.Zaczęła schodzić pod wodę, jednocześnie nakładając maskę i przedmuchując automat,Feramo jednak rzucił się naprzód i złapał ją za nadgarstek.Wrzasnęła z bólu, czując, jakwyłamuje jej staw.Zaczęła ogarniać ją ciemność, przynosząc ulgę w utracie przytomności.Powietrze uciekało z jej kamizelki wypornościowej, obciążniki ciągnęły ją w dół, automatwysunął się jej z ust.Nagle nad głową rozległ się ogłuszający hałas, a wodę zalało jaskraweświatło.Na tle upiornie zielonkawej wody dostrzegła nurkującą w jej stronę postać.Poczuła,jak ją chwyta, uwalnia od pasa balastowego i zaczyna ciągnąć w górę, ku światłu.- Sokół, też mi coś - szepnął jej do ucha Scott Rich, obejmując ją mocno w pasie, gdywynurzyli się z wody.- Bardziej przypominasz żabkę.Nagle Feramo, niczym wieloryb w programie przyrodniczym BBC, z rykiemwyskoczył nad wodę i rzucił się ku nim z wymierzonym sztyletem.- Popływaj sobie chwilkę, kochanie - rzekł Scott, w żelaznym uchwycieunieruchamiając nadgarstek Feramo i powalając go jednym celnym ciosem.Olivia wychylała się nerwowo z Black Hawka.Scott Rich wciąż jeszcze tkwił wwodzie, gdzie próbował związać Feramo, bezwładnego w koszu wyciągarki, lecz podmuchwzbudzany przez rotor spychał go co chwilę w bok.- Zostaw go! - wrzasnęła Olivia przez radio.- Wracaj na górę.On i tak jestnieprzytomny.- Ty też tak myślałaś ostatnim razem - zabrzmiała odpowiedz Scotta.Olivia przytrzymała się krawędzi otwartych drzwi, bacznie wypatrując, czy w kręguświatła rzucanym na wodę nie dojrzy drapieżników.- Niech pani to wezmie! - krzyknął Dan, pilot, i podał jej pistolet.- Jak pani zobaczyrekina, niech pani strzela, tylko proszę spróbować nie trafić agenta specjalnego Richa.- Dzięki za dobrą radę - mruknęła do mikrofonu.Nagle od strony brzegu rozległ się głuchy łoskot i niemal w tej samej chwili na panelusterowniczym zawyła syrena.- Jezu! Wyciągajmy go, wyciągajmy, do góry! - wrzasnął Dan, gdy niebo wokół nichrozbłysło smugami nadlatujących pocisków.- Scott! - darła się Olivia.Morze przed nią eksplodowało wielką kulą ognia, a gwałtowny podmuch powietrzazatrząsł helikopterem.Olivia z trudem łapała powietrze, lecz dosłownie kilka sekund pózniej nad krawędziąwłazu pojawiła wykrzywiona ze złości twarz Scotta.Zmigłowiec skoczył w górę, uciekającprzed płonącym morzem.Wracali na lotniskowiec.Było gorąco i parno.Ociekający wodą Scott i Olivia niemieli odwagi na siebie spojrzeć.Olivia miała na sobie jedynie bieliznę i T - shirt MarynarkiStanów Zjednoczonych, który rzucił jej pilot.Wiedziała, że jeśli wtuli policzek w ciepłą skóręszyi Scotta albo poczuje dotyk jego szorstkiej, silnej dłoni na swoim udzie, nie będzie wstanie nad sobą zapanować.Rozległy się strzały i w kadłub helikoptera zagrzechotała seria gwałtownych uderzeń.- Trzymaj się, dziecinko - powiedział Scott.- Oberwaliśmy.Trzymaj się mocno.Trafiony śmigłowiec zadygotał i wydawało się, że stanął w miejscu.Po chwilizanurkował przerażająco, prosto w dół, rzucając ich na podłogę.Dał się słyszeć głośnymetaliczny stuk i poczuli gwałtowny wstrząs.Scott podczołgał się do niej i chwycił z całejsiły.Silnik wył jak oszalały, podczas gdy pilot starał się odzyskać panowanie nad maszyną.Olivia ujrzała, jak z ogromną prędkością zbliża się ku nim woda, po chwili zobaczyłajaśniejsze nieco niebo i znowu wodę.Pilot wrzeszczał coś i przeklinał
[ Pobierz całość w formacie PDF ]