[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- 304 -SR Te słowa odebrała jak uderzenie obuchem.Złapała za brzeg narzuty, żeby niezwalić się na podłogę.Uśmiechnął się.- Chyba masz rację, kochanie - powiedział i pomógł jej się podnieść.- Dlaczego? - wyszeptała.- Co  dlaczego", Jamie, kochanie? Czego od od niej oczekiwał?- Zabiłeś już kiedyś kogoś? - usłyszała swój głos.Na kilka sekund zapadłacisza.- Raz czy dwa - odparł.- O Boże!- Hej! Tylko nie zacznij mi znowu wyprawiać jakichś histerii!Jamie musiała bardzo się postarać, żeby zatrzymać w sobie krzyk, który zawszelką cenę usiłował wymknąć się na zewnątrz.Nagle przypomniała jej się złotakarta kredytowa i wypisane na niej nazwisko.- Grace Hastings?- No, no, no! Brawo dla mojej dziewczynki! Jak nic należy ci się złota odznaka.Wiesz, że jesteś prawdziwym malutkim detektywem?- Kim jest ta Grace Hastings? Co jej zrobiłeś?- Zaczekaj.Za każdym razem tylko jedno pytanie.- Kim ona jest? - powtórzyła, starając się nie myśleć o biedaczce w czasieprzeszłym.Brad wzruszył ramionami.- To przyjaciółka Beth.Chociaż ja zawsze podejrzewałem, że wzdychała doczegoś więcej.Hej, Jamie, zabawiałaś się kiedyś w układzie pod tytułem trójkącikdwie na jednego?- Co?!- Przecież słyszałaś dokładnie, co powiedziałem.- Brad, co się stało z Grace Hastings?- Uhu! Już dosyć.Przez cały czas tylko ty zadawałaś pytania.Teraz moja kolej.- Proszę.- Byłaś kiedyś w układzie dwie na jednego? - powtórzył z uporem.- Nie - odpowiedziała.- 305 -SR - A zdarzyło ci się kiedyś kochać z kobietą?- Nie.- I nigdy nie miałaś ochoty spróbować?- Nie - odpowiedziała zdecydowanie.- Nawet troszeczkę?- Nie.- To nie twoja działka, co? Przytaknęła.Co mu strzeliło do głowy?- A gdybym ci powiedział, że cholernie mnie podnieca sama myśl o tym, żejesteś w łóżku z jakąś kobietą? Gdybym cię o to poprosił? Zrobiłabyś to dla mnie?O Boże!- Nie wiem.- Przemyśl to sobie.- Brad przesunął się trochę, wyciągnął poduszkę spodnarzuty i wsadził sobie pod głowę.- Beth była taka sama, jeśli o to chodzi.%7łebyś wi-działa, jak była rozstrojona, kiedy pierwszy raz jej to zasugerowałem.- Więc naprawdę twoja była żona mieszka w Ohio? - Jamie spróbowała przejąćkontrolę nad kierunkiem konwersacji.- No jasne.- A syn?- Tak jest, madam.Corey Fisher.Lat pięć.- Ale nie jesteś w najlepszych stosunkach z Beth, zgadza się?Brad podrapał się po karku.- Nie.Tak naprawdę to nie.- Uciekła od ciebie, prawda? - mruknęła.Znała odpowiedz, zanim jeszczesformułowała pytanie. To cecha dobrego prawnika", powiedziałaby jej siostra.Przez chwilę zastanawiała się, co też porabia Cynthia.Czy dziwne zachowaniesiostry podczas rozmowy przez telefon nakłoniło ją do przeprowadzenia małegośledztwa? Ale co mogła zrobić? Jak miała się dowiedzieć, od czego powinna zacząć?- Zabrała mojego dzieciaka - oznajmił Brad.- Nigdy nie powinna była tegorobić.- Opowiedz mi o niej - poprosiła Jamie.- Opowiedz mi o swoim małżeństwie.- 306 -SR Brad ziewnął, jakby sama wzmianka o tym śmiertelnie go znudziła.- To zwyczajna historia o chłopaku i dziewczynie.Poznaliśmy się,zakochaliśmy w sobie, pobraliśmy, urodziło się dziecko.Na początku sprawyukładały się całkiem niezle, chociaż jej rodzina nigdy mnie nie zaaprobowała.Niebyłem wystarczająco dobry dla ich ukochanej córeczki, jak sądzę.Co prawda Bethopowiadała wszystkim dookoła, że jestem jak nieoszlifowany diament, ale nie kupilitych bzdur.Zresztą, rzecz wyglądała dokładnie tak samo z jej przyjaciółeczkami.Napoczątku były słodziutkie jak miód, jakby chciały mnie zabić tą swoją słodyczą, jeśliwiesz, co mam na myśli.Pewnie miały nadzieję, że sobie pójdę do wszystkichdiabłów, jeśli tylko wystarczająco długo będą mnie zamęczać - zachichotał.- Ale toone wyszły na idiotki.Nigdzie nie odszedłem, za to zacząłem się im odgryzać.Takjest, madam, potrafiłem niezle dać im do wiwatu.- Głos Brada zaczął zamierać, jakbyścigał jakieś odległe wspomnienie, które kryło się w zakamarkach mózgu.- Ale dlaczego tak bardzo cię nienawidziły?- Może ty mi powiesz.Potrafię przecież być naprawdę czarującym chłopcem.Czyż nie mam racji?- Mnie oczarowałeś.- No cóż - wzruszył ramionami.- Cóż mogłaś na to poradzić, prawda?- Więc co jej zrobiłeś?- Nic.- Zacząłeś ją bić?- Co?- Czy właśnie dlatego jej przyjaciółki zaczęły cię nienawidzić?Spojrzał na nią cierpko.- Ludzie czasami z sobą walczą - odparł enigmatycznie.- To dlatego rozeszła się z tobą, tak?- Kto mówi, że się rozeszliśmy?- Chcesz powiedzieć, że nie?Usiadł gwałtownie.Mięśnie na jego plecach naprężyły się, napinając czarnymateriał koszulki.- Według niej jesteśmy rozwiedzeni.- 307 -SR - A według ciebie?- Co prawda przysłała mi przez jakiegoś pieprzonego prawnika list, w którymzawiadamia, że złożyła pozew o rozwód, ale to jeszcze wcale nie oznacza, że wyrażamna to zgodę.- Zerwał się z łóżka i podszedł do drzwi.Dokąd się wybierał? Czy możliwe, że zamierzał otworzyć drzwi i wyjść stąd,jak gdyby nigdy nic, a ją zostawić?Ale nawet jeśli miał taki zamiar, zmienił go, zanim sięgnął do klamki.Odwróciłsię i oparł plecami o ścianę.- Odpręż się, Jamie, kochanie - oznajmił, mylnie odczytując wyraz jej twarzy.-Jestem wolnym człowiekiem.Skinęła głową, dokładając wszelkich starań, żeby się nie zorientował, jakąpoczuła ulgę.- Więc ona przysłała ci oficjalny list?- Tak.Najpierw wsadziła mnie za kratki, a potem wystąpiła o rozwód.- Byłeś w więzieniu? - Jamie z wrażenia wstrzymała oddech.- Przez większą część roku.- Dlatego, że ją biłeś?Brad ostrożnie pokręcił głową, jakby męczyło go to, że wciąż zle rozumiałajego wypowiedzi.- Nigdy jej nie uderzyłem.- Odsunął się od drzwi.- Czemu w ogóle mówisztakie rzeczy?- Miałam na myśli.- Psiakrew, takie właśnie są kobiety [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl