[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale taty nie.Chyba że przestałby pić.I w tym pałacu mieliby pralkę,telewizor, magnetofon nawet, mama miałaby tyle złotych pierścionków, iletylko by chciała, a Anastazja złote kolczyki.Zprawdziwymi diamentami.I kibel, to znaczy toaleta w pałacu, nigdy by się nie zapychała.Wszędzie byłoby pięknie i czysto i pachniałoby różami.Te róże wwazonach stałyby wszędzie, w pokojach i na korytarzu, i w łazience nawet.Tylko co z tymi kocimi i psimi gównami — tego nie mogła wymyślić.Boprzecież chciałaby mieć psa i kota.A może nawet dwa psy.I jeszczekonia.A te kupy w pałacowym parku? Po prostu ktoś musiałby je sprzątać.Bo przecież gdyby była księżną, to miałaby służących, więc to nie problem.A ona — księżna Anastazja — bawiłaby się z psami i z kotem, jeździła nakoniu, pływała łódką po jeziorze, jadła same pyszności i miała mnóstwoksiążek, wszystkie w ładnych okładkach, i mogłaby je czytać i czytać.Kiedy już nauczyłaby się czytać oczywiście.A Łatek nie musiałbymieszkać w szafie.— Kryśka! Kryśka, gdzie jesteś? Chodź tu natychmiast! — Głos mamybrutalnie wyrywał ją z rozmarzenia.Bo w domu wołano na nią Kryśka.Napodwórku też.Tylko babcia używała jej pierwszego imienia.Kiedy szła do pierwszej klasy, miała nadzieję, że w szkole będzieAnastazją.Przecież pani zapisała w dzienniku: „Anastazja”.Ale gdy jużsprawdziła listę obecności, zapytała dzieci, jak mówią do nich rodzice.I okazało się wtedy, że Małgorzata to zwyczajna Gosia, a Tomasz — poprostu Tomek.— A do ciebie, Anastazjo, jak rodzice mówią? — spytała pani.Anastazja milczała, bo nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć na topytanie.Musiałaby tyle tłumaczyć.Tymczasem dzieci patrzyły na nią i pani też, i wszyscy czekali na odpowiedź, która za nic nie chciała ułożyć się w głowie.Dziewczynka czuła, jak jej policzki czerwienieją i uszy pewnie miała też czerwone, a słowa nie chciały zebrać się w zdania— i tylko jednego była pewna: chce być Anastazją.— Anastazjo, jak rodzice do ciebie mówią? — powtórzyła pytanienauczycielka.I Anastazja musiała coś odpowiedzieć, bo nie mogła znieść tych oczu wpatrzonych w nią wyczekująco, oczu pani i dzieci, których jeszcze nieznała, i powiedziała wcale nie to, co chciałaby powiedzieć; ale odezwałasię tak cicho, że nikt nie usłyszał, i pani poprosiła, żeby powtórzyć, więc powiedziała raz jeszcze:— Kryśka.bo ja tak mam na drugie.— No to dla nas też będziesz Krysią — zadecydowała wychowawczyni.Anastazja z trudem powstrzymywała płacz.Miała nowy tornister i nowypiórnik, w którym grzechotały kredki i ołówki, czyściutkie zeszyty i białą bluzkę, piękną białą bluzkę prosto ze sklepu, a nie po kuzynce jak zwykle.I kiedy tak biegła dzisiaj do szkoły, a tornister podskakiwał jej na plecach, to czuła się nie Kryśką, ale Anastazją.Nie musiała wcale mieć pałacu, żebysię nią czuć, i służących, i pralki, wystarczył jej ten tornister, piórnik, zeszyty i biała bluzka.Marzyła o tym, że spotka dzisiaj w szkole dziewczynkę, która zostanie jej przyjaciółką.Anastazja podejdzie do niej i powie: „Cześć, chcesz ze mnąsiedzieć w ławce?”.Anastazja mogłaby tak powiedzieć.A Kryśka nie.Kryśka zwykle bawiła się sama.Bała się dzieci.Bała się, że ktoś powie, pokazując na nią palcem: „Ona ma ojca pijaka”.Anastazja tym się nie przejmowała, bo przecież to nie ona miała ojcapijaka, tylko Kryśka.Ale w chwili, gdy nauczycielka powiedziała: „No to dla nas też będzieszKrysią”, wszystkie nadzieje związane ze szkołą prysły jak bańka mydlana.Anastazja zniknęła.Została Kryśka.Lękliwa, nieśmiała Kryśka, którasiedziała w ławce sama, bo w klasie było dziewiętnaście dziewczynek.I na przerwach też przeważnie stała sama w jakimś kącie albo chowała się wtoalecie.Ale to było, zanim odkryła szkolną bibliotekę — cudowne miejsce pełne książek, gdzie pracowała bardzo miła pani.Kryśka zawędrowała tam kiedyś przez przypadek.Po prostu pomyliładrzwi, bo biblioteka znajdowała się obok toalety.Jednak kiedy tam weszła, a pani bibliotekarka uśmiechnęła się do niej, stał się cud.Znowu poczuła się Anastazją.I dlatego chciała tam zostać.I dlategospytała (Kryśka by się na to nie odważyła, ale dla Anastazji nie było to nic trudnego), czy może pomagać pani przy książkach, a pani Beata,ukochana pani Beata, która nawet nie wiedziała, ile ta odpowiedź dla niej znaczy, odpowiedziała, że oczywiście.I w ten sposób Anastazja została najmłodszą członkinią aktywubibliotecznego.Była z tego bardzo dumna.Na każdej przerwie biegła dobiblioteki.Pomagała okładać książki i ustawiać je na półkach, szukała do nich kart i ostrożnie wkładała je między okładkę i kartę tytułową, alenajbardziej lubiła, kiedy przychodziły nowe książki; gdy pani Beataotwierała paczkę i zapach świeżego druku wypełniał całą bibliotekę;Anastazja z nabożeństwem oglądała książkę po książce, wąchała je,głaskała kolorowe okładki, próbując odgadnąć, jaką opowieść kryją wśrodku.W jej domu nie było książek.Babcia miała ich trochę, w tym kilka dladzieci, i czasami czytała wnuczce, która czekała na te chwile zutęsknieniem.I marzyła, że kiedy dorośnie, będzie miała w swoim domupokój pełen książek
[ Pobierz całość w formacie PDF ]