[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Także i moim pragnieniem jest go pokonać, a wszystko wskazuje na to, że niełatwo będziego dostać.- Został pochowany na Wzgórzu Wisielców.Saga nigdy nie słyszała o żadnym Wzgórzu Wisielców.- Może moi krewni będą wiedzieli, gdzie to jest.- Wątpię! - przerwała jej wiedzma.- Nikt z żywych tego nie wie.Wzgórze Wisielców to byłoto nieduże wzniesienie koło bramy do Grastensholm, gdzie pózniej wystawiano mleko.Tam gdzie usiadł Viljar, nie mając pojęcia o grobie powieszonego opryszka!- Dziękuję - powiedziała Saga.- W takim razie jest mój! Ale wy? Czego oczekujecie odemnie? Mam wam urządzić pogrzeb?Głos kobiety dochodził teraz z oddali niczym echo z grobowej niszy.- Nie, nie! Nam jest tak dobrze razem, że polatamy sobie jeszcze po świecie paręset lat.Alenie lękaj się, nie będziemy już więcej kłopotać Ludzi Lodu.Nigdy nie chcieliśmy tego robić.%7ływimy wielki respekt dla twojego rodu.Zostaliśmy tu wezwani wbrew własnej woli.Jedyne,czego pragnęliśmy, to byś unicestwiła tego łotrzyka.- Kim jesteście?- Ja zostałam w tutejszej parafii spalona na stosie.Rok był wtedy tysiąc pięćsetsiedemdziesiąty i ósmy.Mój przyjaciel zaś był potężnym czarownikiem w pogańskichczasach.On także przypłacił życiem swoją sztukę, ale nie będziemy cię zadręczaćopisywaniem, w jaki sposób go uśmiercono.W tamtych czasach ludziom brakowałodelikatności.- O, współczesnym też wiele brakuje, jeśli o to chodzi - mruknęła Saga.- A zatem opuścicieteraz Grastensholm?- Oczywiście! Najzupełniej dobrowolnie.Wiedzma podeszła do Sagi.- Pozwól mi ucałować kraj twojej szaty, błogosławione dziecko!148 Mężczyzna zaś pochylił się przed nią w głębokim ukłonie.Saga uśmiechnęła się blado.- Nie jestem godna takich podziękowań.Zostałam wybrana właśnie do tego i do niczegowięcej.Wydaje mi się zresztą, że było to niesłychanie łatwe zadanie.Zbyt łatwe.- No, no - zagulgotał znowu stary.- Okaże się z pewnością któregoś dnia, kim jesteś idlaczego tak łatwo wykonałaś swoje zadanie! Wtedy zrozumiesz.Spojrzała na niego pytająco, ale on uśmiechał się tylko i potrząsał głową.Saga opanowała się.- Wydaje mi się jednak, ze na dziedzińcu czeka na mnie jeszcze parę zjaw z ludowychwierzeń.Co ja mam z nimi zrobić?Stara wiedzma machnęła lekceważąco ręką.- Jeśli tylko dasz sobie radę z tym gagatkiem na dole, nie musisz się już martwić.Wszystkieduchy będą uciekać z dworu, gdy tylko ustąpi odrętwienie, w jakie popadają na widok upioratak wysokiej rangi.Skupiaj się wyłącznie na starciu z nim!- On mi dobrowolnie nie pozwoli odejść.- Nie, nie, tego możesz być pewna.Ale on żywi dla ciebie respekt.Wielki, wielki respekt.Wykorzystaj to!Szczerze mówiąc Saga nie zauważyła niczego szczególnego w zachowaniu się wisielcawobec niej.Zastanawiała się, jak postępować.On na pewno zrobi wszystko, żeby jej stądżywej nie wypuścić.Podłoga pad jej stopami trzeszczała złowieszczo.Strych nie był już bezpieczny.Gdyby podeszła do tamtego otworu.Mogłaby wtedy zobaczyć bramę, gdzie siedzi Viljar iczeka na nią dokładnie na wprost starego wzgórza wisielców.Nie wiedziała, czy Viljar nosina szyi krzyżyk, nie znała jego religijnych przekonań.Gdyby jednak miał krzyżyk i gdyby onazawołała, żeby pobiegł i pobłogosławił wzgórek.?Nie! Viljar nie zrozumie, o co jej chodzi, nie z tej odległości.Natomiast wisielec usłyszy izrozumie.Pobiegnie tam czym prędzej i jeszcze zrobi krzywdę bezbronnemu Viljarowi.Nie,to zły pomysł.Trzeba podejść upiora.Tylko jak?Stara kobieta zdawała się czytać w jej myślach.Powiedziała cichym głosem:149 - On jest próżny.I żądny władzy.Wykorzystaj to.Kiedy rzeczy idą po jego woli, staje sięarogancki i zaczyna się puszyć.Jest wtedy mniej uważny.Wisielec najwyrazniej ma sporo cech psychopatycznych, pomyślała Saga.Serdeczniepodziękowała za informacje i oznajmiła, że ma już konkretny plan.Powiedzieli sobie dowidzenia i po chwili zrujnowany strych był pusty.Starzy zniknęli.Saga mocniej objęła szkatułkę i ruszyła ostrożnie ku schodom.Cała ta część strychuzaczęła się kołysać.Pośrodku, tam gdzie zwaliły się resztki wieżyczki, podłoga trzeszczałanieprzyjemnie.Saga podbiegła przestraszona do wyjścia i zaczęła schodzić w dół.Schodytakże kołysały się niepokojąco.Tak jak sobie zaplanowała, udawała zmęczoną, szła ztrudem, zataczała się.W końcu stanęła znowu na podłodze pierwszego piętra.Wisielca nie widziała, bo schowałsię przed nią, ale wiedziała, że tu jest, gdzieś bardzo blisko niej.Nagle usłyszała jego głos tuż przy swoim uchu.- No, jak widzę, wróciłaś?- Tak, zeszłam na dół - jęknęła.- Ci, których wysłałeś przeciwko mnie, byli trudnymiprzeciwnikami.Ale, oczywiście, w końcu rozprawiłam się z nimi.- Trudno nie zauważyć, że kosztowało cię to sporo - powiedział złośliwie, wyrazniezadowolony [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl