[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.JAGONiech goPomsta ogarnie! Skąd mu to przyjść mogło?DESDEMONABóg raczy wiedzieć.EMILIAGardło w zakład daję,%7łe jakiś szczwany nędznik, jakiś chytry,Przymilający się łotr, jakiś lizusBez czci i wiary wymyślił tę potwarz,By się dochrapać jakiegoś urzędu.Gardło dam za to.JAGOFuj! To być nie może,Nie ma na świecie takiego człowieka.DESDEMONAA jeśli taki jest, niech mu złość jegoPan Bóg przebaczy.EMILIANiech mu kat przebaczyI piekło wszystek szpik wysuszy w kościach!Ją zwać wszeteczną? Któż z nią ma stosunki?Gdzie, jak i kiedy? Skąd cień podobieństwa?328Jakiś wierutny łotr Murzyna zdurzył,Jakiś nikczemny oszust, podły hultaj.Oby go nieba odkryć pozwoliłyI bicz podały w każdą dłoń uczciwąDo przepędzenia tego szelmy nagoPrzez obszar świata, od wschodu na zachód!JAGOCzego tak wrzeszczysz?EMILIAO, wieczna kazń jemu!Taki to ptaszek pomieszał był niegdyśKlepki i tobie i nabił ci głowę,%7łe ja mam jakieś konszachty z Murzynem.JAGOCicho bądz, głupia.DESDEMONAKochany Jagonie,Cóż mam uczynić, aby go przejednać?Idz za nim, pomów z nim, bo na to słońce,Ani wiem, w jaki sposób go straciłam.Oto na klęczkach klnę się, żem niewinna,Jeżeli chęci moje kiedykolwiekPrzeciw miłości jego spiskowały,Czy to uczynkiem, czy to pożądaniem;Jeżeli wzrok mój, słuch lub jakikolwiekZmysł mój lubował kiedy w kim bądz innym;Jeśli go teraz nie kocham wyłącznieI nie kochałam zawsze, i nie będęZawsze kochała chociażby mnie nawetSkazał na rozwód z sobą jak żebraczkę,To niech nie zaznam pociechy w tym życiu!Wiele dokazać może złe obejście,On mnie nim może zabić, ale nigdyZmniejszyć miłości mojej.Ja wszeteczna!Sam już ten wyraz zgrozą mnie przejmuje;Do zasłużenia czynem na to miano%7ładna potęga próżności światowychNie potrafiłaby mnie doprowadzić.JAGOO pani, nie bierz tego tak do serca;W złym był humorze tylko, list z WenecjiW niesmak mu poszedł i niechęć się jegoKrupi na tobie.329DESDEMONABogdajby tak było!JAGORęczę, że tak jest.Słychać trąbienie.Słyszysz, pani? TrąbaWzywa na ucztę; posłowie weneccyRadzi by zasiąść do stołu.Idz, pani,I przestań płakać; wszystko będzie dobrze.Wychodzą D e s d e m o n a i E m i l i a.Wchodzi R o d r y g o.Cóż tam, Rodrygo?RODRYGONie zdajesz mi się rzetelnie ze mną wychodzić.JAGOZ powodu?RODRYGOCo dzień mnie zbywasz jakimś wykrętem i zamiast mnie posuwać naprzód w mych na-dziejach, usuwasz raczej, jak uważam, ode mnie wszelką pożądaną sposobność.Na honor!nie myślę tego dłużej cierpieć ani schować do kieszeni tego, com zniósł dotychczas.JAGOPosłuchaj mnie, Rodrygo.RODRYGOJużem się dosyć nasłuchał i przekonał się aż nadto, że twoje słowa i czyny nie chodzą zsobą pod rękę.JAGOObwiniasz mnie najniesłuszniej.RODRYGOWysuwam tylko prawdziwe zarzuty.Wyszastałem się co do grosza.Klejnoty, com ci je dałdla Desdemony (połowa ich byłaby nawet mniszkę ujęła), powiedziałeś mi, że zostałyprzez nią przyjęte; i otworzyłeś mi pocieszające widoki rychłego pozyskania jej względówi przystępu do niej; tymczasem nic z tego nie widzę.JAGODobrze, dobrze, dalej!330RODRYGODobrze, dalej! Dalej tak iść nie może, i wcale to niedobrze.Na tę dłoń! powiadam, że toniegodziwie, i zaczynam się domyślać, że ze mnie zakpiono.JAGODobrze.RODRYGOPowtarzam, że to niedobrze.Odkryję wszystko przed Desdemoną: jeżeli mi zechce zwró-cić klejnoty, to zaniecham dalszych zabiegów i żałować będę mych nieprawych uroszczeń;jeżeli zaś mi ich nie zwróci, bądz pewien, że zażądana zadośćuczynienia od ciebie.JAGOCzyś już wszystko wypowiedział?RODRYGONie inaczej, i niewzruszone mam postanowienie postąpić nie inaczej, jak powiedziałem.JAGOTeraz widzę, że masz w sobie animusz, I od tej pory zaczynam mieć lepsze wyobrażenie otobie niż kiedykolwiek.Daj mi rękę, Rodrygo, obarczyłeś mnie nader uzasadnionymi za-rzutami, a przecież, klnę się na wszystko, żem działał jak najgorliwiej w twej sprawie.RODRYGOTo się nie pokazało.JAGOPrzyznaję, że się nie pokazało, i podejrzenie twoje nie jest bez trafności i rozsądku.Ależ,Rodrygo, jeżeli istotnie jest w twoim łonie to, o czym teraz więcej niż kiedykolwiek mampowodów nie wątpić, to jest: wola, odwaga i męstwo, daj tego dowód tej nocy, a jeżeli na-stępnej nie ujrzysz Desdemony w swoich objęciach, to zastaw sidła na me życie i sprzątnijmnie zdradziecko ze świata.RODRYGONo, no, o cóż to idzie? Jestli to w granicach możliwości i rozsądku?JAGOTrzeba ci wiedzieć, że nadszedł wyrazny rozkaz z Wenecji, ażeby Kasjo zajął miejsceOtella.RODRYGOCzy być może? Takim sposobem Otello i Desdemona powrócą nazad do Wenecji.JAGOO nie: on się uda do Maurytanii i zabierze tam z sobą piękną Desdemonę: chybaby tu byłzatrzymany jakim wypadkiem, żaden zaś inny wypadek nie mógłby być bardziej stanow-czy w tej mierze jak usunięcie Kasja.RODRYGOCo rozumiesz przez usunięcie go?331JAGOBa, nic innego jak uczynienie go niezdatnym do zajęcia miejsca Otella: ewakuowanie muczaszki.RODRYGOI chcesz, abym ja to uczynił?JAGOTak właśnie, jeżeli chcesz sięgnąć po korzyść, słusznie ci przynależną.On dziś przepędzawieczór u pewnej marmuzeli; tam się z nim zejdę.Nic jeszcze nie wie o swoim wyniesie-niu.Jeżeli zechcesz czatować na niego, jak stamtąd będzie powracał (a moją rzeczą będzietak urządzić ten powrót, aby wypadł między dwunastą a pierwszą), to będziesz mógł żgnąćgo jak najwygodniej.Ja będę tuż, aby cię wesprzeć, i padnie pomiędzy nami.Pójdz, niestój taki osłupiały; wykażę ci przez drogę tak dowodnie potrzebę jego śmierci, że poczy-tasz sobie za powinność o nią go przyprawić.Już najwyższy czas na kolację, wieczór ucie-ka.Idzmy!RODRYGOMusisz mi udzielić jeszcze więcej objaśnień.JAGOBędziesz ich miał, ile zechcesz.Wychodzą.SCENA TRZECIAInny pokój w zamku.Wchodzą O t e l l o, L o d o w i k o, D e s d e m o n a,E m i l i a i służba.LODOWIKONie trudz się, panie generale; proszę.OTELLOWybacz, przechadzka dobrze mi posłuży.LODOWIKODobranoc, pani, przyjm dzięki.DESDEMONAMy raczejDziękujem tobie, siniore.332OTELLOIdziemy?O! Desdemono
[ Pobierz całość w formacie PDF ]