[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ikiedy Bill zaprowadził ją do kafeterii, ogarnęło ją zdumienie.Pensjonariusze ośrodka śmiali się, gawędzili, wyglądali na za-dowolonych i nie miało znaczenia, czy ktoś chodzi, jezdzi nawózku, czy leży na łóżku, przypięty pasami.Byli ze sobą za panbrat.Podeszła Helena, żeby się przywitać, i Bili przedstawił jej żonę. Kim ona jest?  zapytała potem Cynthia. Wygląda wspania-le. Jest modelką. Umawiasz się z nią?  Dostrzegł błysk zazdrości w jej oczachi roześmiał się. Jest zaręczona.269  Szczęśliwy facet. W głosie Cynthii zabrzmiała ulga. Też tak uważam.Wrócili do pokoju i przez chwilę rozmawiali.Cynthia spo-chmurniała, kiedy zaczął mówić o rozwodzie. Naprawdę tego chcesz?  zapytała. Po tylu latach, w naszymwieku. Nic już nas nie łączy, Cyn.Wiesz o tym. Był łagodny, alestanowczy. Mylisz się.Rozmawiamy całymi godzinami.Nadal cię ko-cham.Nie możemy spróbować jeszcze raz? Nie mam już nic do ofiarowania  wyznał. Ja też cię ko-cham.Zawsze cię będę kochał, ale gdybyśmy spróbowali jesz-cze raz, rezultat byłby taki sam.Wrócę do pracy, zacznę wyjeż-dżać, a ty będziesz się wkurzała, zaczniesz od nowa. Nie po-wiedział co, ale oboje wiedzieli, że chodzi o jej zdrady. Gdy-bym jednak nie wrócił do pracy, ty prowadziłabyś własne życie,a ja bym się wkurzał.Lepiej mi będzie samemu.Tobie też, do-póki nie znajdziesz odpowiedniego faceta. Ty jesteś odpowiednim facetem  powiedziała ze smutkiem.Wiedziała, że Bill ma rację, ale nie mogła znieść myśli, że gozostawia samego. Może tak, może nie.Gdybym był dla ciebie odpowiedni,wszystko inaczej by się ułożyło. Byłam głupia.Teraz zmądrzałam.270  Oboje zmądrzeliśmy.Załatwmy to więc jak ludzie dorośli.Milczała dłuższą chwilę, po czym westchnęła.Było jasne, żeBill podjął decyzję.A kiedy już to zrobił, nie cofał się nigdy. Co z Isabelle?  zapytała.Nie chciał rozmawiać o niej z Cynthią. Nie ma o czym mówić. Dlaczego?  zdziwiła się.Nie mogła uwierzyć, że z tego teżzrezygnuje.Był w niej taki zakochany.Zaczęła podejrzewać, żenaprawdę popadł w depresję. Ma męża.A ja jestem tutaj.Na tym sprawa się kończy. To do ciebie niepodobne  oddawać coś walkowerem.Dla-czego to robisz? Ona nie może być szczęśliwa z tą górą lodową,którą widziałam w Londynie.Facet wygląda na strasznegoskurwiela. Jest nim.Ale Isabelle ma bardzo chore dziecko.Już ci mówi-łem.Nie może zostawić męża, uważa, że byłby to dla chłopcazbyt duży wstrząs.Nie miałaby też pieniędzy na jego leczenie.Wierz mi, Cyn, to skomplikowana sprawa.Nie obciążę jej swo-imi problemami, ma dość własnych.Zasługuje na coś lepszego.Tak jak ty.Cynthia popatrzyła na niego uważnie. Czy dlatego chcesz rozwodu?  Ta myśl była przerażająca.271  Po części  przyznał. Ale mam też inne powody.Zrobiłemto dla siebie.Będę się trzymał od niej z daleka, dla jej dobra.Chyba że jakimś cudem postawią mnie na nogi. Wiesz, co powiedzieli lekarze w Londynie.Nie oczekuj zbytwiele, bo się rozczarujesz. Nie oczekuję zbyt wiele.Ucieszę się z każdej poprawy.Po-wiedziałem tylko, że dopóki jestem w tym stanie, nie mam doniej prawa. Czy ona o tym wie?  Cynthia była wzburzona.Jak można ztakiego powodu porzucać kogoś, kogo się kocha! Gdyby tylkochciał do niej wrócić, przyjęłaby go z otwartymi ramionami.Dopiero teraz zrozumiała, co traci. Czy ona wie, dlaczego znią zrywasz?Bill potrząsnął głową. Nie wie nawet, że zrywam.Ale jak długo można kochać naodległość, nie widując się? Prędzej czy pózniej samo się to wy-pali.Będę tu bardzo długo.Ona ma własne życie.Przeboleje. Nie jestem pewna.Nie wydaje mi się, żeby miała w życiu coś,czego można się uczepić.A co ważniejsze  czy ty to przebole-jesz? I dlaczego miałbyś to robić? Jeżeli ona jest choćby w po-łowie taka, jak mi się wydaje, twój stan nie ma dla niej znacze-nia. Prawie to samo mówiła Helena. Nie na tym polega mi-łość. Może i nie.Ale taki już jestem.Zresztą nie zamierza zostawićForrestera.Nie może.272 Cynthia pomyślała, że sprawa nie wygląda dobrze.Kiedy poszła, Bill długo siedział w pokoju, zatopiony w my-ślach.Dlaczego wszyscy upierają się, że jego kalectwo nie maznaczenia? Dla niego miało.I wiedział, że na dłuższą metę mia-łoby również dla Isabelle.Nie zamierzał pójść z nią tą drogą,niezależnie od tego, co mówiła Cynthia.Nie miała pojęcia, jakto jest.Wiedział, że sama nigdy by temu nie sprostała.W końcuby go znienawidziła za wszystko, czym już nie mógł być.Nigdynie wystawi na taką próbę Isabelle, nawet gdyby musiał jąokłamać, powiedzieć, że już mu na niej nie zależy.Nie pojedziedo niej do Paryża, chyba że będzie mógł na własnych nogachwyjść z samolotu.A na to nie mógł liczyć, jak mu to słusznieuzmysłowiła Cynthia.Równie dobrze mógłby pojechać do Lo-urdes.Dni i tygodnie mijały niewiarygodnie szybko.Bill był tak zaję-ty, taki zmęczony, tak ciężko pracował, że na nic innego niemiał już czasu.Polubił większość fizykoterapeutów, z którymi miał do czynie-nia.Byli inteligentni, energiczni i młodzi, głęboko przejęci swo-ją pracą.Bill szczerze ich podziwiał.Tylko jedna terapeutkabudziła jego zastrzeżenia.Nazywała się Linda Harcourt i byłaseksuologiem.Przy pierwszym spotkaniu uprzedził ją że niezamierza omawiać swojego życia seksualnego. Dlaczego?  Patrzyła na niego spokojnie przez stół.Była nie-zwykle piękna, inteligentna, mniej więcej w jego wieku.Chcesz w ogóle zrezygnować z seksu?  zapytała z uśmiechem. Masz jakieś problemy?273 Zastanawiał się, czy nie skłamać, ale powstrzymało go jej szcze-re spojrzenie.Nie chciał omawiać swojego życia erotycznego,ale czuł, że sprawi jej zawód, jeżeli się od tego uchyli.LindaHarcourt wzbudzała swoją osobą szacunek.Wydawała się bar-dzo zasadnicza, ale potrafiła też okazywać serdeczność i tro-skliwość. W karcie napisano, że jesteś żonaty  zauważyła. Może two-ja żona chciałaby ze mną porozmawiać?Była prawie pewna, że obrażenia fizyczne zaburzyły jego funk-cje seksualne.W gruncie rzeczy Bill zareagował typowo.Więk-szość mężczyzn odczuwała skrępowanie podczas pierwszychsesji.Czasem rozmowa z żoną ułatwiała kontakt z pacjentem.Ale Bill stanowczo potrząsnął głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl