[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odległy las stał się siny.Na wielobarwnym niebieczerwonego przybywało blasku.Salomea wyszła z altany i udała sięku rzece, która wezbrała po brzegi od świętojańskiej powodzi.Wodybyły mętne, gliniastego koloru, krętymi wirami pędzące.Zmula-ły czerwone i żółte kwiaty, w pałąk gięły nawisłe badyle, garnęłyprądem pławiny olszowych zarośli, wikle i wierzby.Mokry czad biłstamtąd i zapach wzmożony niezliczonego ziela.W głębokiej rannejciszy Salomea usłyszała nagle pogłos.Krótkie dudnienie jak gdybydaleki łoskot bębna.Nasłuchiwała.Kiwnęła głową.To powóz uwo-żący księżnę panią i jej syna przejeżdżał daleki most na tejże rzece,w łąkach pod lasem.To tupot czterech koni w lejc zaprzężonychi stuk kół karety o okrąglaki mostu.Zadumała się nad tym dzwiękiem.I oto nagle dusza w niej rozdarła się jak postaw sukna, który byręce biesa we dwie strony targnęły.Rozpacz nieopisana, uczucieślepe i głuche, dzikie jak żądza w tygrysie, kiedy się rzuca na ofiarę,150 Wierna Rzekawypadło z niewiadomej kryjówki ducha.Bezmyślne z szaleństwaciało pobiegło dokądś brzegiem rzeki, zawrotami jej krętymi, tow prawą, to w lewą stronę.W pewnej chwili, w jakimś miejscuSalomea zatrzymała się.Patrzyła na burzliwą, zmąconą, rudymibaniami wirującą wodę.Rozmyślała - rozmyślała.Coś w niej wzniosło się, wyważyło z jestestwa i dzwignęło żela-zne.Roześmiała się głośno.Wydostała z kieszeni sakiewkę księżnej, nabitą złotymi pieniędz-mi - odsypała ich część na dłoń i z wysoka, z zamachem cisnęła wpędzącą wodę.Woda plusnęła - na znak.Salomea wysypała z sakiewki drugą i ostatnią część - i wsiałazłoto w pędzącą wodę.Woda plusnęła - na znak.Ona jedna zrozumiała męczarnięserca.Ona jedna przywtórzyła mu dzwiękiem zrozumiałym.Załatwiwszy się z tymi pieniędzmi, Salomea odeszła z tego miejsca.Brodziła po wysokich trawach mokrych od rosy.Przypatrywała siękwiatom wybujałym, które zdawały się jakoś litować, a nic poradzićnie mogły.Chciała wyjść na miejsce suche, gdyż trzewiki miałaprzemoczone.Znalazła się na piaszczystej drodze, która prowadziłaze dworu do najbliższego mostu.Już wstawał dzień i pozwalał wi-dzieć w mokrym piasku wyciśnięte głębokie ślady kół karety i kopytkoni.Zobaczywszy zaś te świeże ślady, białe na piasku ciemnym odrosy, Salomea zatknęła się od ponownego zdumienia.Coś w niejrwało się i rozdzierało.Szła z wolna ku domowi.Lecz na jakowymś drobnym kamykupotknęły się jej stopy.I tak tam padła twarzą w ów mokry piach.Stary Szczepan wstał, jako co dnia, o świcie i szedł po wodęz wiadrami do stoku, co tam pod gruszą bił od wieków.Mruczał dosiebie stary kucharz i poskrzypywał wiadrami jako co dnia.Skręciłz drogi na ścieżkę prowadzącą do zródełka, gdzie było bliżej.Aliści- zda mu się rzucić okiem na drogę - leży cosik czarnego.Tknęłogo wnet złe czucie, że toto będzie jakaś bieda od polskiej strony.151 Stefan %7łeromskiJuż się był nawet cofnął, żeby ta przecie kto inny spotkał.Ale z sa-mej ciekawości podszedł ostrożnie.Gdy się zaś dobrze zbliżył, cisnąłwiadra na ziemię - i do niej co duchu w gnatach.Podjął ostrożniez ziemi grubymi rękami bezsilne ciało - zachylił zwisłą głowinęsobie na ramię i niósł do domu z wolna, pojękując:Cóż ci też to, chudziąteczko - cóż ci to? Oj, wiedział stary, oj,wiedział.Dogodziły ci, widać - trafiły cię, oj, celnie - da postrzeliłycelnie !.Paryż, 1912152 153 Stefan %7łeromski1864-1925Wierna rzekaPowieść powstała w 1912 r.w 50-tą rocznicę wybuchupowstania styczniowego,podczas gwałtownych pole-mik ideologicznych o przy-szłą drogę polityczną Polski.Została napisana na podsta-wie opowiadań o powstaniu,jakie słyszał autor. Wierna rzeka to powieśćmiłosna, to zarazem arty-styczna synteza stosunku%7łeromskiego do powstania1863 roku.Autor odtworzyłwiele szczegółów z walkpowstanczych na kielecczy-znie, na przykład z takichwalk jak bitwa pod Mało-goszczem (24 luty 1863 r.).%7łeromski nazywał opowieść klechdą domową pod-kreslając związek  Wiernejrzeki z rodzinnymi doswiad-czeniami i tradycjami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl