[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mamy przecież piękny dzień, prawda?242anulaouslaandcs Wirginia wciągnęła spodnie, a potem wysokie buty do konnejjazdy.Na koniec włożyła prostą koszulę, której końce wepchnęła zapasek spodni.- Otrzymałaś dobre nowiny? - spytała, sznurując buty.Fiona wybuchnęła śmiechem.- Jestem zakochana - wyznała.Wirginia drgnęła, zaskoczona.- Za.zakochana?Fiona skwapliwie pokiwała głową, składając przed sobą dłonie.- Było tak, jak sobie wymarzyłam.To znaczy on był taki jak wmoich marzeniach.O Boże, cóż za mężczyzna.taki silny,niespożyty.- Urwała.Oczy jej błyszczały, a na policzkach pojawiłysię wypieki.- Mówisz o.o Devlinie? - Wirginia poczuła, że robi jej sięsłabo.- Kochał się ze mną przez całą noc, może robić to długo, jakprawdziwy ogier.Jeszcze nigdy nie byłam z takim mężczyzną i jużnie wiem, jak zdołam doczekać dzisiejszego wieczoru!Devlin poszedł z Fioną do łóżka! Wirginia przysiadła na skrajukrzesła.- Ma niesamowicie wielkiego - szepnęła Fiona.-Ledwo mieściłmi się w ręku.Wczoraj Devlin całował Wirginię, trzymał ją w ramionach, azaraz potem poszedł do Fiony.Poczuła wzbierające mdłości.Jakimś cudem zdołała sięuśmiechnąć i podnieść z krzesła.243anulaouslaandcs - Bardzo się cieszę, Fiono.Będziecie stanowić piękną parę.- Prawda? On jasnowłosy, a ja czarniawa, on przystojny, japiękna! - wykrzyknęła.Wirginia pospiesznie wyszła z pokoju, a gdy już miała pewność,że znalazła się poza zasięgiem wzroku Fiony, puściła się biegiem.Niemogła złapać tchu, miała wrażenie, że serce jej pęka.Niespodziewanieśliskie podeszwy butów zsunęły się ze stopnia i Wirginia poleciała nałeb na szyję z połowy wypolerowanych schodów.W holu podniosła się na czworaki i przez chwilę histeryczniechwytała ustami powietrze.Znajdowała się w stanie szoku.Po chwiliwzięła się w garść na tyle, by wypaść na dwór.Zwymiotowała, kryjącsię za najbliższym krzewem róż.Potem zawlokła się za róg i usiadła na ziemi, trzęsąc się nacałym ciele.Prześladowały ją obrazy Fiony i Devlina splecionych wmiłosnym uścisku - były niczym sól wcierana w jątrzącą się ranę.Musiało minąć sporo czasu, zanim zdołała nad sobą zapanować.Wówczas te przywołane obrazy zaczęły wzbudzać w niej złość.Tych dwoje wartych było siebie nawzajem!Ona była dziwką - on rajfurem!Ją, Wirginię, nic to nie obchodziło; jej dziewictwo pozostałonietknięte!Wirginia szczerze nienawidziła ich oboje.Jak mógł pójść do Fiony, gdy wcześniej trzymał Wirginię wramionach?244anulaouslaandcs W końcu udało jej się podnieść, choć kolana jeszcze drżały, gdyotrzepywała z jasnych spodni drobiny ziemi.W gruncie rzeczy lepiejnie mogło się stać.Wkrótce wyjedzie z Askeaton, opuści Irlandię inigdy w życiu nie będzie musiała oglądać Devlina O'Neilla.Jak to możliwe?- Bo ona jest piękna, a ja brzydka, ot co! - wykrzyknęła.Popędziła do stajni, gniada klacz zarżała przyjaznie na jej widok.Wirginia znalazła siodło, które było mniejsze od pozostałych, zerwałaz haka derkę i szybko osiodłała konia.Tymczasem zaczął kropićdeszcz.Nie zważając na to, chwyciła za wodze i wilgotnymi dłońmizaczęła głaskać klacz po szyi.- Jesteś taka słodka - wyszeptała, po czym wyprowadziła koniaze stajni.Ku swojemu zdziwieniu, ujrzała błękitne, czyste niebo iświat wyzłocony promieniami słońca.Och, naturalnie.Wcale nie padało.Po prostu z jej oczu płynęłyłzy i nie dawały się powstrzymać.Przez głowę przebiegła jej przerażająca myśl: czy zakochała sięw tym potworze O'Neillu?Wskoczyła na konia, zpuściła wodze i cwałem oddalała się odAskeaton.Gniada klacz galopowała wijącą się, leśną dróżką, poprzecinanąplamami światła przesianego przez liście.Wirginia znów była sobą,córką plantatora, panią  Słodkiego Derenia".Elokwentną, niezależnąkobietą, niezainteresowaną żadnym mężczyzną, pochłoniętą jedyniemyślami o odzyskaniu własnego domu i plantacji.Ostatnie pół245anulaouslaandcs godziny poświęciła na planowanie kolejnej ucieczki, tym razem nakońskim grzbiecie.Szczerze wierzyła, że teraz jej się powiedzie.Zdołała uśpić czujność O'Neilla.Już nie podejrzewał, że Wirginiapodejmie następną próbę ucieczki.A gdy wreszcie odkryje, żezniknęła, uzna, że udała się do najbliższego portu, by popłynąć doAnglii.Do diabła z nim! Tym razem nie pójdzie mu tak łatwo, bo onanajpierw przemierzy konno całą Irlandię i odpłynie z jakiegośnadmorskiego miasta położonego na wschodnim wybrzeżu.Przynajbliższej nadarzającej się okazji wśliznie się do biblioteki i poszukaużytecznych map.Może nawet którąś z nich ukradnie.Niespodziewane rżenie klaczy wyrwało Wirginię z zamyślenia.Nie zauważyła, kiedy wyjechała z lasu.Niespokojna i czujna,natychmiast wstrzymała konia.Znajdowała się na trawiastym wzgórzu, z którego rozciągał sięwidok na niewielką farmę: wzniesiony z kamienia dom, kilkazabudowań gospodarczych, ogród warzywny, pola i łąkę, gdzie pasłosię stado krów.Przed domem stał uwiązany szary ogier, wraz z czteremaciężkimi farmerskimi końmi, także osiodłanymi.Znajdowały się tamrównież trzy dwukółki.O co tu chodziło? Raczej trudno było uwierzyć, że jakiś farmersprosił gości na wczesnopopołudniową herbatkę.Wirginia napomniała się w duchu, że nie powinno jej obchodzić,co i z kim robi Devlin [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl