[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Może Rick coś wiedział.Carl się zjeżył, jego ramiona zadrżały, a usta się wykrzywiły.- Nie chodzi o Arturo.Chodzi o to, że sama narażasz się na niebezpieczeństwo.- Muszę się dowiedzieć, czy stał za tym Arturo.Mógłbyś z nim porozmawiać.Pomożesz mi?Carl nie odpowiedział.Rzucił mi tylko gniewne spojrzenie.T.J.patrzył to na mnie, to naniego, czekającna jakiś sygnał.W końcu wbił wzrok we mnie i powiedział:101- Jeśli zrezygnujesz z audycji, rozprawię się z Ar-turo w twoim imieniu.Carl wskoczy! na łóżko.Zaskomlałam; T.J.odczołgał się, zsunął z łóżka i spadł na podłogę.Natychmiaststanął na czworakach, ale trzymał się na dystans.Carl unieruchomił mnie, kładąc ręce nałóżku poobydwu stronach mojej głowy i przygniatając mnie całym ciężarem ciała.Trzęsłam się ipróbowałamwyrwać.Nie byłam gotowa na walkę z Carlem.- Ja się nie targuję - powiedział przytłumionym głosem.Zerknął kątem oka na T.J.-a, któryodwróciłgłowę pełen uległości.- Zrobisz, jak mówię.Sam się zajmę Arturo.Nie wierzyłam mu.Zamknęłam oczy, żeby się nie rozpłakać, i odwróciłam głowę, kiedy poczułam jego oddechna policzku.Był tak blisko, że mógł mnie ugryzć.Pokiwałam głową, żeby tylko dał mi spokój, żeby towszystkowreszcie się skończyło.Gdybyśmy byli ludzmi, a to był związek między ludzmi, najlepiej bybyło,gdybym go zostawiła.To była patologia.Po chwili objął mnie i przytulił.Chciał się mną tylko zaopiekować.Wilczyca tak strasznie gokochała.Dopiero koło południa udało mi się ich przekonać, że nic mi nie jest.Powiedziałam, że muszęodpocząć.Musiałam wrócić do Pokrętła, choćby tylko po to, żeby powiedzieć, że odchodzę.Kiedy im tomówiłam,sama w to wierzyłam.Ale wieczorem czułam już tylko wściekłość.Kiedy tego popołudnia szłam przez recepcję, gapili się na mnie wszyscy - recepcjonistka,asystenci, tech-102nicy.Nikt nie odezwał się ani słowem.Czułam się, jakbym była naga.Wilczyca to uwielbiała.Tyleświeżutkiego mięsa, trzęsącego się ze strachu jak ofiary.Ale trzymałam się w ryzach.Miałamw tymdużą wprawę.Nie wiedziałam, co właściwie sobie myślą, ile osób sądzi, że to wszystko prawda, a ile, żejestemnienormalna.W powietrzu czuć było strach.A także ciekawość.Poprzedniego wieczoru nie miałam okazji pogadać z Mattem.Na czas składania zeznańpolicja umieściłanas w osobnych pokojach.Nie wiedziałam, co sobie teraz o mnie myśli.Wystarczająco długopracował zemną przy audycji, byłam pewna, że mi uwierzył.Natknęłam się na niego w korytarzu.Z szerokim uśmiechem wręczył mi pudełko pełnewiadomości.Wzięłam je i przyjrzałam się mu.Na brzegach żuchwy zastygła odrobina strachu.Miał spięteramiona, aserce waliło mu trochę za głośno.Ale był opanowany i stał przede mną tak, jakby nic się niestało.Uwielbiałam go za to.- Wszystko w porządku? - spytałam.- Tak.A u ciebie? Wzruszyłam ramionami.- Jest dziwnie.Wszystko się zmieniło.Jakby mi wyrosła druga głowa.- Albo ogon i pazury, przepraszam.Ale.to prawda, tak? - Przytaknęłam, a on pokręciłgłową.-Maszrację.Jest dziwnie.Ten facet miał rację.Kitty to śmieszne imię dla wilkołaka.- Widzę, że nie zostanie mi to wybaczone.- Ozzie jest u siebie.Chce z tobą pogadać.Zwietnie.Uśmiechnęłam się ponuro w ramachpodziękowaniai ruszyłam dalej korytarzem.98Ozzie wstał, kiedy otworzyłam drzwi.Widać było, że jest zdenerwowany.Szczerze mówiąc,ja teżbyłam.Wsadziłam sobie pudełko pod pachę i przylgnęłam do framugi.Co, do cholery,miałam mupowiedzieć?Potem zdałam sobie sprawę, że przybrałam uległą postawę, ale on nie potrafił odczytać tychsygnałów.Był moim szefem; to by miało sens, ale jednak.zebrałam się w sobie i wyprostowałam.- Cześć, Ozzie.- Kitty.To.Czekałam, aż zacznie mówić, nie bardzo wiedząc, dlaczego czułam się, jakbym musiała go zacośprzepraszać.Po chwili się rozluznił i wykonał proszący gest ręką.- Kitty, czemu nic mi nie powiedziałaś? Nie musiałaś utrzymywać tego w tajemnicy.- Trochę musiałam, Ozzie.Są ludzie, którzy nie bardzo lubią takich jak ja.Może być namciężko siędogadać po tym wszystkim.- Potrzebujesz lepszej ochrony? Zapewnimy ci ochroniarzy.Ciekawe, co by na to powiedział Carl i T.J.? Miałam zrezygnować.Zerknęłam nawiadomości.Niektórych się spodziewałam - reporterzy z National Enąuirer", Wiadomości ze Zwiata",Niezbadanegoświata.Innych nie - CNN? Newsweek"? Rany, czemu T.J.zawsze musiał mieć rację?Pokręciłam głową.- Nie, mam przyjaciół.Wszystko w porządku.Wiadomo już, jakie są skutki?Podał mi kartkę z napisem: Wstępne wskazniki słuchalności".Liczby były.duże.To niemogła byćprawda.104- Zostaliśmy zarzuceni prośbami o wyemitowanie powtórki.Krótka ankieta wskazuje, żewczorajszegowieczoru wiarygodność audycji nieprawdopodobnie wzrosła.Przynajmniej wśród ludzi,którzy w towszystko wierzyli.Wcześniej po prostu przyjemnie im się z tobą gadało.Teraz wiesz, o czymmówisz.Ludzie, którzy nie wierzyli, uznali, że to zagranie marketingowe, i są strasznie ciekawi, jak todalejrozegrasz.To żyła złota, Kitty.Możesz dalej prowadzić audycję?Carl będzie się z tym musiał jakoś pogodzić.Pokażę mu jego część pieniędzy, kiedysfinalizujemy na-stępne umowy.Wtedy na pewno się z tym jakoś pogodzi.- Oczywiście.- Zwietnie.Zerknij na wiadomość od Howarda Sterna.Chce, żebyście wspólniepoprowadzili audycję,coś w rodzaju podwójnego wywiadu, podczas którego oboje będziecie odbierać telefony.Przemieszaniepubliczności, brzmi świetnie.Rozmawiałem z Barbarą Walters.- Nie wystąpię w telewizji.Chyba wiesz dlaczego.- Na mojej stronie internetowej nie byłonawet mojegozdjęcia.- No tak, wiem.Mimo to i tak będziesz pierwszym znanym wilkołakiem w tym kraju.Miałam co do tego wątpliwości.- Chyba tylko pierwszym, który się do tego przyznał.Dzięki, Ozzie.Dzięki, że jesteś dla mnietaki wy-rozumiały.- Przecież dalej jesteś Kitty, prawda? Wyglądasz, jakbyś w ogóle wczoraj nie spała.Możewez sobie dziśwolne? Ale najpierw oddzwoń do Sterna.100Zaraz po powrocie do domu zadzwoniłam do T.J.-a.Telefon dzwonił pięć razy.Jużmyślałam, żewyszedł.Ale odebrał.- To ja.Idę do Arturo.Pójdziesz ze mną?Głupio zrobiłam, że do niego zadzwoniłam.Powie Carlowi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]