[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Do widzenia! odparł posępnie Maurycy.Obudwom żal było rozdzielać się, obydwacierpieli, jednakże każdy poszedł tam, gdzieprzekonanie go pchało, gdzie widział zbawienieFrancyi, bo ze wszystkich uczuć, jakie w piersimieli, przywiązanie do swej ziemi było najsil-niejsze.Rozeszli się, dłoni sobie nie podawszy,skinęli tylko głowami. Do widzenia! krzyknęli razem, zwracającsię każdy w inną stronę, a w głosie ich łzy drżały.Pospólstwo popatrzyło na nich w milczeniu ioddaliło się, krzywdy żołnierzom nie uczyniwszy. Czy też spotkamy się jeszcze kiedy w życiu? pytał siebie Maurycy, idąc zamyślony.Niebawem dobiegły do Paryża wieści, iżukłady z Prusakami skończone zostały, zawarto80/100pokój, odstąpiono im Alzacyę i Lotaryngię iprzyrzeczono zapłacić koszta wojny; zwycięskiewojsko miało wkroczyć w tryumfie do Paryża, a wrazie, gdyby ludność stolicy opór temu stawiała,wojsko francuskie miało im torować drogę.Jeden krzyk oburzenia podniósł się w Paryżu,pospólstwo zaczęło stawiać barykady na ulicach. Niech spróbują wejść w nasze ulice, awymordujemy ich co do jednego! wołały tłumy wymordujemy razem z nimi swoich, jeślitorować będą im drogę. Spalimy miasto pierwej, nim ich tutajzobaczymy; nie znieważą ich stopy naszychkamieni, nie ujrzą ich oczy naszych świątyń! wołali drudzy.I w istocie tu i owdzie zaczęły płonąć domy,gwardya narodowa strzegła bram miasta, bynieprzyjaciel nie dostał się do środka.Wojsko fran-cuskie otrzymało rozkaz zmuszenia ludnościParyża do posłuszeństwa; rozpoczęła się walkabratnia.Maurycy był jednym z czynniejszych,wszędzie go było pełno: staczał utarczki z wo-jskiem francuskiem przy bramach miasta, stawiałbarykady na ulicach, zachęcał wymową opieszal-szych do działania, zapomniał całkiem o starym81/100przyjacielu, nie istniał on już obecnie dla niego.Jan, przeciwnie, wciąż myślał o Maurycym, za każ-dem spotkaniem z szeregiem gwardyi narodowejdrżał, by wśród przeciwników jego nie ujrzał; niebył pewnym, co uczyniłby w takim razie.Wojsko zdobyło bramy miasta i weszło w uliceParyża, za niem lada dzień zjawić się mieliPrusacy; lud z płonącemi pochodniami obiegałstolicę i pożar szerzył wszędzie; inni, ukrywszysię za barykady, walczyli jeszcze z wojskiem.Nierozsądny opór tłumu oburzał Jana; spotkawszyna jednej z ulic barykadę, sam pierwszy z wznie-sionym bagnetem rzucił się na nią i sięgnąwszyprzez deski, zaczął kłuć ukrytych za nią; czuł, żew kogoś trafił; jęk, który dobył się z za ściany,potwierdził to; podniecony powodzeniem pchnąłsilniej karabinem, ściana barykady runęła, spo-jrzał i stanął jak wryty, zrenice jego rozszerzyłysię, usta rozwarły: pomiędzy tymi, których kryłabarykada, ujrzał Maurycego; blady był i krwiązbroczony, jego to ranił; spojrzeli sobie w oczy. To ty?! szepnął Maurycy, zachwiał się iupadł.Towarzysze jego, nie myśląc go ratować,rozpierzchli się w różne strony; żołnierze, którymikapral dowodził, pogonili za nimi; stary sam po-został, blady, nieprzytomny patrzył na82/100powalonego u nóg jego Maurycego, potem narazwydarł się z piersi jego krzyk do wycia podobny;padł na kolana. Mój drogi, mój kochany chłopiec szeptałi usiłował dzwignąć z ziemi przyjaciela.* * *Gdy pociąg, który przybywał z Sedanu po nie-zliczonych przeszkodach, około 9-ej wieczoremdotarł do stacyi St.Denis, czerwona łuna oświ-etlała cały horyzont od południa.Henryka pier-wsza wyskoczyła z wagonu, więc pierwsza jąspostrzegła; zdumiona i przerażona, zatrzy-mawszy się na platformie, wpatrzyła się w zaczer-wienione niebiosa, czyniąc sobie w duszy pytanie:co to znaczy? Niebawem się dowiedziała: Prusacy,którzy zajęli stacyę i obowiązki służby kolejowejfrancuskiej spełniając, naglili pasażerów, byśpiesznie z wagonów wysiadali, jednocześnie ła-maną francuzcżyzną wołali: Paryż się pali! Paryż się pali!Henryka zbladła. Paryż się pali! powtórzyła machinalnie ipostawiła walizkę na ziemi.83/100Ręce jej opadły, przybyła zatem za pózno.Ostatni list Maurycego nabawił ją śmiertelnej tr-wogi; zrazu namyślała się, co czynić, napisała doniego list obszerny, w którym błagała go, by w wo-jsku pozostał, lecz odpowiedzi na niego nie otrzy-mała, postanowiła przeto udać się do Paryża, bypomówić z nim i wpłynąć na niego; niestety, zapózno się zdecydowała. Wszyscy wysiadają.nie można dalejjechać.Paryż się pali! wołali monotonnymgłosem Prusacy.Ona stała nieruchoma, zgnębiona, niewiedząc, co czynić; nareszcie się zdecydowała. Muszę się dostać do Paryża, muszę gozobaczyć szepnęła sama do siebie.Z tem postanowieniem podjęła napowrót wal-izkę i rozejrzała się w około, jak gdyby kogośszukała.Wśród żołnierzy pruskich, zalegającychplatformę, dojrzała jednego starszego rangą izbliżyła się do niego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]