[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie wiedziałam, co robi Dan.Dom był martwy jak muzeum pogodzinach.Przeszłam na palcach do gabinetu.Kiedy byłam niedaleko półotwartych drzwi,usłyszałam, że rozmawia przez telefon.Gdy wracałam do siebie podłoga zaskrzypiała.- W porządku - powiedział głośniej, - Będę tam, skoro trzeba.Pomknęłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku z Romeo i Julia - na szczęście nie do góry nogami - na wysokościtwarzy, kiedy rozległo się jedno stuknięcie w drzwi i wszedł Dan.-To twoje zadanie domowe?-Tak - skłamałam.- Masz mokre włosy -zwrócił mi uwagę.Jakimi cudem nie zorientował się, że przecież Jenny nie ma w tym semestrze zajęć zangielskiego, chociaż tyle innych spraw, które robiłam inaczej niż trzeba, nie przeszłoniezauważonych.Każdy mój oddech w tym domu był liczony, a każdy krok mierzony.Próbowałam coś powiedzieć, ale zanim zdążyłam otworzyć usta, Dan wyszedł.Wbiegając do pokoju, porwałam Szekspira w takim pośpiechu, że przewróciłam torbę zksiążkami.Teraz ją poprawiłam, ale plakietka od Jamesa potoczyła się pod komodę.Musiałam sięgnąć pod nią na kolanach.Kiedy wymacałam znajomy kształt, uderzyłam ręką wspód najniższej szuflady.Rozległ się dziwny, grzechotliwy dzwięk.Wyciągnęłam plakietkę izajrzałam do szuflady.Znalazłam szaliki, skarpety oraz wełnianą czapkę - nic, co mogłobygrzechotać.Potrząsnęłam szufladą i znów to usłyszałam.Z jakiegoś powodu przypomniał misię Mitch ze zmarszczonym czołem przeszukujący buty Billy'ego, niczym wąż łakomy naptasie jaja.Wyjęłam z szuflady szaliki i rękawiczki.Dno wyścielone było żółto-białympapierem w kratę, podobnie jak pozostałe szuflady i półki garderoby.Stuknęłam palcami wdenko i usłyszałam głuchy dzwięk, Potem dostrzegłam, że z boku wystaje króciutka kremowawstążka, Pociągnęłam ją i fałszywe dno podniosło się.W przestrzeni pod nim znajdowała sięzwinięta lawendowa poszewka na poduszkę i szara koperta.Serce zacięło mi bić szybciej.Obejrzałam się na drzwi, ale były zamknięte.Powoli wyciągnęłam sekretne skarby Jenny naświatło dzienne, ale bałam się je otworzyć.Wolno mi do nich zajrzeć" , przekonywałam samąsiebie.Być może są to wiadomości do mnie.Ostrożnie rozwinęłam poszewkę.W środkuznajdowały się trzy rzeczy: aparat zwany polaroidem.film w niebieskim pudełku z napisem"czarno biały" oraz plastikowa torebka z kilkoma banknotami i monetami.Zapakowałam je zpowrotem, bojąc się że ktoś może wejść a potem otworzyłam kopertę.Były w niej fotografie.Te na górze przypominały obrazki na pudełku - małe kwadratowe, czarno - białe.Było ichkilkanaście, każda inna.Patrzyłam zafascynowana.Na niektórych widniały ręczne tytuły.Jedna z fotografii przedstawiała bladą dłoń, prawdopodobnie należącą do Jenny - dotykającąliścia na gałęzi.Podpis brzmiał " Dotyk Anioła".Inna przedstawiała Jenny w całej okazałościw białej koszuli nocnej, zwróconą do lustra, zawieszoną w powietrzu podczas baletowegopodskoku.Lampa aparatu sprawiła, że w miejscu jej głowy jaśniała oślepiająca gwiazda.Nakolejnej widniało stado gołębi wzbijających się w niebo.Na jeszcze innej odbicia kocich łap na szybie samochodu.Dalej znajdowały się większe zdjęcia, także czarno - białe.Obejrzałam je dokładnie.Najednym naga Jenny siedziała skulona na podłodze przy lustrze, z aparatem obok na dywanie.Czerń w tle i w zagłębieniach jej ciała sprawiała, że jasna skóra zdawała się lśnić.Nanastępnym widniały stopy oparte o ścianę, jakby należały do tancerki stąpającej ku sufitowi.Na jeszcze innym Jenny - chyba właśnie ona - siedziała na łóżku okryta prześcieradłem - zboku stała walizka.Nie wiedziałam, gdzie był aparat.W rogu zdjęcia, na białej taśmienapisano:" Duch czeka".Ostatnie i najbardziej zdumiewające zdjęcie przedstawiało twarzJenny odbijającą się w lustrze.Złożyła podbródek na dłoniach, spoglądając w aparat zcałkowitym spokojem.Poczułam się nieswojo, ponieważ nigdy nie patrzyłam na nią w tensposób.Widziałam ją w lustrze, będąc już w niej, a wcześniej obserwowałam ją tylko kiedybyła pusta, ale nigdy dotąd nie zobaczyłam jej z duszą.Po raz pierwszy przyszło mi do głowypytanie, gdzie ona się teraz znajduje i zrobiło mi się przykro, że dopiero teraz je sobiezadałam,Do rzeczywistości przywrócił mnie trzask frontowych drzwi.Wrzuciłam wszystkie fotografiez powrotem do koperty i schowałam je pod dnem szuflady.Nasłuchując, jak Cathy idziekorytarzem i woła Dana, ostrożnie opuściłam fałszywe dno [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl