[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie  wiem, co zrobiłbym? Czyodesłałbym te pieniądze i tę biżuterię jej właścicielom, czy teżzatrzymałbym je u siebie? Chciałem oddać.Ale i pokusazatrzymania tego bogactwa była silna.Nie ukrywam tego.Czy pan wie, ile jest warta ta bransoletka?Jest ciężka.Oceniam jej wagę na około pięćdziesiąt gram.Tedwa brylanty także spore.Nie znam się na tym, sądzę jednak,że jest warta co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych.A możejeszcze więcej.Pan Persson twierdzi, że przeszło dziesięć tysięcy dolarów.- Niemożliwe!Nie sądzę, aby się zbytnio omylił.Jeśli nawet, to raczejzaniżył jej wartość.Przecież złoto stale idzie w górę. Tym gorzej dla mnie.Nikt nie uwierzy w prezent za dziesięćtysięcy dolarów.Aatwiej przyjąć wersję, że poszedłem zaGunhild, zabiłem ją, porwałem bransoletkę i uciekłem w góry.Tak - zgodził się podpułkownik - ta wersja jest takżeprawdopodobna.Zledztwo nie może jej całkowicie odrzucić.Czy widział was ktoś, kiedy rozmawialiście w kawiarni?Wtedy podawała kelnerka, pani Basia.Ona mnie dobrze zna.Może zapamiętała, że siedziałem z cudzoziemką irozmawialiśmy po niemiecku.Przy kelnerce pytałem się paniGunhild, czy się czegoś napije?- A w  Kmicicu widział ktoś pana rozmawiającego zPerssonem?Tam była pani Marysia.Nie znam jej nazwiska, ale przedtempracowała w  Lipowym Dworze.Może zapamiętała, że Szwedzamawiał francuski koniak i zapłacił rachunek około tysiącazłotych.W  Kmicicu to się nieczęsto zdarza.Zwłaszcza teraz,w pazdzierniku.Obawiam się, że to nie na wiele się zda.I takmi nie uwierzycie.I wy, i prokurator, i sąd.Na to, że jestemniewinny, nie wystarczą moje zapewnienia.Będziemy musieli uważać pana za jednego z tych, którzymogli popełnić tę zbrodnię.Ale uwzględniamy takżeokoliczności, które przemawiają na pana korzyść.Boję się, że tego jest nie za wiele.Przeciwnie - poważnie powiedział podpułkownik - gdybymbył przekonany o pańskiej winie, nie rozmawialibyśmy przyherbatce w szałasie na Hali na Stołach, lecz gdzie indziej irozmowa miałaby inny charakter.Za panem przemawia przedewszystkim to, że pan uciekł.Jak to?Morderca, gdyby już uciekał, zabrałby - ze sobą bransoletkę.Poza tym nie pasuje pan do tej zbrodni z dwóch powodów.Jestpan człowiekiem praworęcznym, a wywiad, jakiprzeprowadziliśmy o panu nie stwierdził, aby pan kiedykolwiektrenował dżudo lub karate.Nie rozumiem?Pani Persson została zabita ciosem wymierzonym w prawąskroń.Taki cios można zadać tylko lewą ręką.A więc człowiek uderzający musi być mańkutem.Poza tym, tak twierdząznawcy, ten, kto zabił Szwedkę, jest karateką.Wreszcie tesiedemset dolarów w pańskim biurku także przemawia zapanem.Fakt, że nie chciał pan zarobić dalszych tysiącapięciuset zielonych papierków właściwie za.trudno to nazwaćza co, wskazuje, że dla większej kwoty nie - poszedłby pan nacałość.Na morderstwo.A więc? - w głosie Andrzeja Szaflara zabrzmiał akcentnadziei.A więc wysłuchaliśmy pańskiej spowiedzi.Albo pan mówiłprawdę, albo pan nas usiłował okłamać.My milicjanci, nikomunie możemy wierzyć na słowo.Musimy wszystko sprawdzić.Będziemy się starali sprawdzić pańskie słowa, nie zapominająci o innych aspektach naszego śledztwa.Bransoletka i dolarypozostaną aż do wyjaśnienia sprawy w naszym posiadaniu.Jeśli to, co pan nam powiedział, okaże się prawdą, wtedyzarówno kosztowności, jak i pieniądze będą panu zwrócone.- A ja?Największy kłopot - roześmiał się podpułkownik - mam zpana osobą.Właściwie to powinienem pana zamknąć.Trudno - zgodził się Andrzej Szaflar.Nie zrobię jednak tego.Liczę, że drugi raz nie będziemymusieli łazić po górach, aby się z panem spotkać.Niech panwraca do Zakopanego, do pracy.Naturalnie nie wolno panubez naszej wiedzy opuszczać miasta.Poza prowadzeniemwycieczek, co przecież jest pańskim zajęciem.Jutro zgłosi siępan do komendy MO, dó porucznika Motyki, i zezna pan doprotokołu to, co pan nam tu powiedział.A także i to, co pansobie ewentualnie jeszcze przypomni.O której mam przyjść?O której zaczyna pan pracę?Zwykle przychodzę do Domu Nauczyciela około ósmej.Wczasowicze mają o ósmej śniadanie, potem robimy zbiórkęchętnych i gdzieś przed dziewiątą wyruszamy.Proszę przyjść - zadecydował porucznik - zaraz po siódmejrano.Będę na pana czekał.Przyjdę niezawodnie. Jest pan młody i wytrenowany.Prędzej pan zejdzie niż ja -powiedział podpułkownik - czuję jeszcze to podejście w nogachi trochę odpoczynku mi się należy.Nie zatrzymuję pana.Dziękuję za herbatę.To ja panu pułkownikowi dziękuję - Andrzej Szaflar trochętrzęsącymi się rękoma zbierał swoje rzeczy i upychał, je wplecaku.Kiedy był gotowy do drogi, Kaczanowski powiedział:- Jeszcze jeden warunek, panie Szaflar.Słucham pana pułkownika.Na dole przy schronisku spotka pan pewnego szwedzkiegodziennikarza.Nazywa się Sven Breman.Mówi po polsku tak, żemożna się z nim porozumieć.Ten Szwed będzie chciałprzeprowadzić z panem wywiad.Będzie zadawał panu masępytań dotyczących zarówno bransoletki, jak i dolarówznalezionych w pańskim biurku.Proszę z nim w ogóle nierozmawiać.Proszę mu powiedzieć, że ja panu zabroniłem.Tomój kategoryczny rozkaz.Będę milczał jak grób.Uprzedzam, że Szwed jest bardzo sprytny i przebiegły.Umieczłowieka wyciągać na słówka.Niech pan nie wdaje się z nim wnawet najniewinniejszą rozmowę.Ostrzegam pana.Nie dam mu się złapać.A ze znajomymi i sąsiadami czy też przyjaciółmi także niechsię pan nie wdaje w zbędne dysputy.Wystarczy wyjaśnić:przesłuchali, wypuścili.- Nigdy nie byłem gadułą i plotkarzem.Kiedy Andrzej Szaflar znikł za zakrętem drogi, porucznikpowiedział szczerze:Już nie wiem, co sądzić o tej całej sprawie.Ja także - przyznał Kaczanowski - a jednak powoli posuwamysię naprzód.Pan jest przekonany, że Szaflar jest niewinny?Przekonany nie jestem, ale sądzę, że to nie on zabił GunhildPersson.Ja bym jednak go zatrzymał.Prokurator pewnie by podpisałpostanowienie o tymczasowym aresztowaniu przewodnikatatrzańskiego. Może by podpisał, może nie? Nie jestem wcale tego takipewien.W każdym bądz razie moglibyśmy go zatrzymać naczterdzieści osiem godzin.Przez ten czas może by się cośwyjaśniło.Zatrzymanie niewinnego, to zrobienie mu dużej krzywiłymoralnej.Nie chcę tego ryzykować.Ale on może nam uciec.Jeżeli pan go raz znalazł, poruczniku, odszuka go pan znowu.Nie przypuszczam, aby Szaflar znowu próbował ucieczki.Dokąd? Bez pieniędzy, czy zaledwie z paru tysiącami złotych?Granica blisko, a Szaflar zna każdą ścieżkę.W Słowacji takżema znajomych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl